01.04.2010
NEWSY

24.03.2010
RELACJE
PLEROMS GATE, FURIA - 07.03.2010, Bydgoszcz, Klub "Yakiza"

HYPOCRISY, SURVIVORS ZERO - 25/01/2010 - Berlin, Columbia Club

KATAKLYSM, BELPHEGOR, DARKEST HOUR, SUICIDAL ANGELS, RESISTANCE, 24/01/10 - Berlin, Postbahnhof


23.03.2010
NEWSY

22.03.2010
POLECAMY
DEVILSTONE OPEN AIR
VII OLSZTYN OLD UNDERGROUND "GRIND 'N' ROLL" PARTY

18.03.2010
POLECAMY
BLACKASTRIAL MAGAZINE: NOWY NUMER
WYWIADY
CARNAL

17.03.2010
NEWSY

16.03.2010
POLECAMY
THRASH METAL NIGHT VOL. 1

12.03.2010
POLECAMY
FROM HERE TO PAST 2010 - Asphyx

11.03.2010
NEWSY

09.03.2010
WYWIADY
CLOSTERKELLLER

METALEKSYKON
RUSSIAN CIRCLES

08.03.2010
POLECAMY

NIGHT OF THE ANCIENT DEATH INCANTATION vol.6
METAL WAR MACHINE II
BESTIALITY OVER EUROPE 2010
THRASH METAL MANIA
ANTI-HUMAN BEHAVIORS

03.03.2010
NEWSY

02.03.2010
KONKURSY
KONKURS CORRUPTION / CARNAL

PUSZKA PANDORY
UNWOM - "Phase 1: Inner Earth Dimension"

RECENZJE
AFFLICTION GATE - "Aeon of Nox (from darkness comes liberation)"
ALTVATER - "Chroniken"
ANDRALLS - "Andralls"
BROKEN SWORD - "Nest of Evil"
CARNAL - "Re-Creation"
DIORAMIC - "Technicolor"
DIVINE EVE - "Vengeful And Obstinate"
EFFECT MURDER - "Architects of Sense"
EGZEKUTHOR - "Czas Sumienia"
ENTHRAL - "A Spiteful Dirge"
ESCAPE FROM - "Opętani Okrucieństwem"
FATALIST - "The Depths of Inhumanity"
FORMOSUS - "Alter"
FRONTSIDE - "Korzenie"
GENITORTURERS - "Blackheart Revolution"
GOREZONE - "Brutalities of Modern Domination"
LEASH' EYE - "V.E.N.I."
LIFE AS WAR -"To Tell You This"
MALICE - "Symphony of Darkness"
MANEGARM - "Nattvasen"
MAQAMA - "Maqamat"
MERCILESS DEATH - "Sick Sanctities"
MOLOCH LETALIS - "Apoteoza Śmierci"
MOUGA - "The God & Devil's Schnapps"
OBLOMOV - "Communitas (Deconstructing the Order)"
PURE HATE - "Hate Is Coming"
RIMFROST - "Veraldar Nagli"
ROTENGEIST - "Fear Is the Key"
ROTTING CHRIST - "Aealo"
SANGRE ETERNA - "Amor Vincit Omnia"
SPACE MIRRORS - "Majestic 12: A Hidden Presence"
TARANIS - "Obscurity"
THE ELYSIAN FIELDS - "12 Ablaze" / "Suffering G.O.D. Almighty"
THE SICKENING - "Death, Devastation, Decay"
THORN.S - "2009"
TRUNAR - "Christs Not Christians"
V/A - "The Dark Side of the Blues - A Tribute To Danzig"
VIOLATED - "Only Death Awaits"
VOTUM - "Metafiction"
WHOREHOUSE - "Execution Of Humanity"

01.03.2010
WYWIADY
VOTUM

28.02.2010
POLECAMY
CORRUPTION I CARNAL NA WSPÓLNEJ TRASIE

CK ZABRZE KONCERTY - MARZEC 2010

27.02.2010
NEWSY

POLECAMY
PSYCHODELIC MISANTHROPY FEST 8

KONKURSY
KONKURS EMPTY PLAYGROUND

25.02.2010
RELACJE
TURBO / CHAINSAW - 09.02.2010, Białystok, "Gwint"

10 LAT THY DISEASE - 24.01.2010, KRAKÓW, ROTUNDA (THY DISEASE; VIRGIN SNATCH; ARMAGEDON; CEMETARY OF SCREAM; CRYPTIC TALES; HELLIAS; HEART ATACK)

POLECAMY
DEFENSEFEST 2

24.02.2010
POLECAMY
EMPTY PLAYGROUND: PRE-RELEASE PARTY
UNHOLY NIGHT
CHAINSAW METAL SLAUGHTER - LUBLIN DESTRUCTION

23.02.2010
NEWSY

WYWIADY
DECAPITATED
MAQAMA
LISOV - "A TRIBUTE TO DANZIG"

RELACJE
HYPOCRISY, DECAPITATED, HATESPHERE - 26.01.2010. MEGA CLUB, KATOWICE

21.02.2010
POLECAMY
Extreme Night vol. III

RELACJE
"CREATIVE ACT OF MUSIC TOUR 2010" - VIRGIN SNATCH, THY DISEASE, ARMAGEDON, HEART ATTACK, NAMMOTH - Rzeszów, 12.01.2010

15.02.2010
NEWSY

13.02.2010
POLECAMY
TRASA KONCERTOWA ROTTING CHRIST PO POLSCE

09.02.2010
POLECAMY
LET THE NORTH BURN TOUR

04.02.2010
NEWSY

01.02.2010
POLECAMY
EFFECT MURDER: KONCERT "EXTREME METAL UNDERGROUND" - nowa data

i
| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | | INDEX |


INDEX   P   [1  2  3]  




PALMER - "This One Goes To Eleven"
(CD 2007 / Czar Of Crickets Productions)
Nie widać dna w worze z zespołami spod znaku sludge-core'a. Co rusz pojawiają się nowe nazwy, a praktycznie każda z nich prezentuje kawał mocnej, dobrze zrobionej i dobrze brzmiącej muzy. PALMER to debiutanci i mimo, że mają na koncie tylko jedno demo, to na "This One Goes To Eleven" postawili sobie wysoko poprzeczkę i wyszli z tego obronną ręką. Bo chociaż pozostają pod przemożnym wpływem NEUROSIS, to nie jest to czysta zrzynka. PALMER stara się iść drogą ciężkiego, agresywnego, gitarowego grania, w którym jest też miejsce na rozliczne smaczki (akustyki, solo na akustycznym basie w "Who Am I", rockowa solówka w "Times Past By", jazzowa partia gitary w "Bitter Sweet Revenge" etc.), ale przede wszystkim Szwajcarzy dbają o to, by nie rozwlekać utworów w nieskończoność, stąd oscylują one tutaj w granicach trzech, czterech, góra pięciu minut. Tylko jeden, cholernie rozbudowany "Souls Divided" został rozdmuchany do niemal 10 minut. Stanowi on jednak apogeum tego krążka. Reszta świadczy o zmyśle kompozycyjnym członków PALMER'a i widocznych próbach ucieczki przed zapędzeniem się w kozi róg. Bo dobry sludge wcale nie równa się długaśnym numerom po kilkanaście minut. Opisywani panowie na razie nie są znani poza rodzimą Helwetią, ale kto wie może już wkrótce będzie się ich wymieniać w jednym rzędzie z NEUROSIS, ISIS, CULT OF LUNA czy ich rodakami z ZATOKREV. Pod warunkiem jednak, że podejdą do tego, co robią jeszcze odważniej i nie będzie im można już zarzucić podobieństw do tej czy innej kapeli. Aha, i zastanawia mnie fakt, że we wkładce widnieje 9 tracków (i tyle w istocie jest), ale ostatni pt. "Eleven" jest poprzedzony właśnie cyfrą 11. Taki żarcik, czy co?
ocena: 8/10
www.czarofcrickets.com
www.palmernoise.com
www.myspace.com/palmernoise
autor: Diovis


PROFUNDIS - "Nocturn"
(CD 2007 / Diachell Music)
Kapela istnieje już podobno 12 lat, a jest to pierwszy materiał... Zaraz ktoś będzie sapał, że drugi, ale jako swój debiut kapela serwuje nam demo z 2005 roku, wzbogacone o cover "Noc Komety" wiadomo kogo. Nie miałem okazji zapoznać się z tą grupą wcześniej, dopiero przy okazji tej płytki dowiedziałem się, że maczają tu swoje palce panowie z ABUSIVENESS. Jeśli mam być szczery, to coś mi tu podpadało, bowiem słychać całkiem niezłe ogranie i jakiś staż z instrumentami, co nie zawsze niestety słychać przy debiutach. Grupa gra dość solidny death/black metal w szybkich tempach, momentami nasuwający skojarzenia ze sceną szwedzką (początek drugiego numeru), momentami troszkę norweskiej krwi z końca lat 90. Troszkę tak po trochu tego i owego. Nie jest to durne kopiowanie, wręcz przeciwnie - ma to swój urok i słychać jakiś koncept całości. Dobrze, że ten materiał ujrzał światło dzienne w postaci płyty. Teksty utworów są w naszym ojczystym języku, wokalista radzi sobie z nim całkiem nieźle. Generalnie sporo melodii w tej muzyce, co nie każdemu może przypaść do gustu. Na koniec kilka słów o numerze "Noc Komety". Zaczyna się niczym metalowa profanacja hehehehe, ostro i do przodu, po czym gitary przechodzą w linię melodyczną starej wersji. Wyszło naprawdę ciekawie i tu duży ukłon dla muzyków, gdyż muzycznie nie mogę czegoś zarzucić. Zrobiono to z głową. Może troszkę brakuje potężniejszego brzmienia. Osobna sprawa to wokal. Drugim Cugowskim wokalista nie jest, aczkolwiek odśpiewał całość bardzo poprawnie, troszkę podobnie jak w przypadku brzmienia brakuje mu mocy. Cóż, nie każdy ma płuca jak miech kowalski ;). Generalnie ciekawa płyta, zobaczymy jakie będą losy kapeli dalej.
ocena: 7/10
www.diachell-musik.com
www.profundis.glt.pl
autor: sThor


PARASOPHISMA - "A Variable Invariability Varied In Dependency On Variations Caused By the Invariability of Invariability Remains the Same When All the Variations of Fractals of Delight Have Been Done"
(CD 2007 / Zero Budget Productions)
Za ten tytuł należałaby się Czechom jakaś nagroda. Nawet nasi mistrzowie od długaśnych nazw z ANIMA DAMNATA nie uraczyli nas dotąd taką perełką językową ;) Ale PARASOPHISMA założyła sobie, że wszystko co robi ma być pokręcone i powyginane na maksa. Takie mają być muzyka, teksty, tytuły i pomysły... słowem: ma to być eksperymentalny metal. Wbrew pozorom ten CD o taaaaaak dłuuuuuuugim tytule nie jest nowością, a jedynie re-edycją niedostępnego już debiutu wydanego przez 12th Planet Records w 2001 roku. Dlatego niech nie zdziwi was to, że ta dziwaczna muzyka ma swoje korzenie w starodawnym doom/death metalu, który święcił swoje tryumfy w połowie lat 90-ych. To wówczas wiele kapel (a czeskich bardzo wiele) zaczęło wychodzić poza ramy death i doom metalu mieszając obie te stylistyki i często dorzucając, a to dodatkowe instrumenty, a to kombinując z jeszcze innymi odmianami muzyki. Nie wiem jak PARASOPHISMA brzmiała na swoich dwóch wcześniejszych demówkach, ale pierwszy i na razie ostatni album jest bardzo odważny. Jeśli miałbym już podać jakiekolwiek bezpośrednie źródło inspiracji, to będzie to na pewno PAN.THY.MONIUM. Także czeska ekipa młóci ciężko i zdecydowanie metalowo, by po chwili skręcić gwałtownie o 180 stopni w klimaty quasi-jazzowe, w czym pomagają gitarowe smaczki i flet, który tutaj zastępuje klawisze. Podobieństwa ze szwedzkimi awangardzistami dowodzonymi przez Dana Swano dotyczą jednak pewnych fragmentów, bowiem PARASOPHISMA nie odlatuje aż tak bardzo, jak Skandynawowie na przykład na "Khaooohs". Mimo wszystko to muzyka łącząca w sobie bardziej klimatyczne i bardziej techniczne oblicze death metalu, a smaczki mają dodawać całości pewną surrealistyczną otoczkę (wystarczy zerknąć na okładkę i tu skojarzenia z malarstwem Salvadora Dali mówią same przez siebie). Podoba mi się w tej płycie, że jest po prostu słuchalna i wchodzi gładko pomimo pokrętnych struktur i nieprzewidywalnych rozwiązań. Współgrają tu ze sobą męski growl i żeńskie zaśpiewy, a gitara zastępuje całą gromadę rozmaitych instrumentów. Obawiam się jednak, że PARASOPHISMA dla wielu okaże się zbyt wymagająca, niezrozumiała i przekombinowana. Taki los spotkał przecież swego czasu nasze krajowe formacje TENEBRIS, SHINING OF... czy LUX OCCULTA po płycie "The Mother And the Enemy". Przestrzegam jednak, że podobnie jak na przykład wspomniany TENEBRIS także Czesi powrócili niedawno do grania, więc sporo się może jeszcze zdarzyć...
ocena: 7/10
www.brnovjak.com/zbp
www.parasophisma.com
www.myspace.com/parasophisma
autor: Diovis


PURE HATE - "This Is the War"
(CD 2007 / własna produkcja zespołu - Anger Inside Records)
Nieco więcej spodziewałem się po drugim materiale PURE HATE. Debiutancki "My Enemy" był dla mnie zaskoczeniem, niszczył falą agresji, furiackich ataków i taką spontanicznością, jakiej brakuje wielu wyrachowanym bandom z czołówki. Ale "This Is the War" nie jest płytą słabą. Pokazuje może po prostu nieco inne oblicze PURE HATE. Można nazywać zawartość tego krążka jako mocarny hate-core z szybszymi partiami, można też użyć określenia "agresyjny thrash-core" (nie mylić z metal-core'm!), bo to muza w sumie prosta, kopiąca w ryło i epatująca sonicznym terrorem i przemocą widzianych oczami zwykłego człowieka (czytaj: muzyka). Można, bo jakoś trzeba znaleźć miejsce PURE HATE na gęstej od kapel mapy metalu i pokrewnych gatunków. Numery z "This Is the War" mogą kojarzyć się chwilami z PRO-PAIN (bezpośrednia jazda do przodu), FRONTSIDE (wokale i prostolinijność muzy), SODOM ("piję" tu do numeru "Blasphemer", który jest wariacją na temat tak samo zatytułowanego numeru Niemców), może też trochę z AGNOSTIC FRONT, SLAYER, BIOHAZARD czy EXTREME NOISE TERROR. Nie należy jednak traktować tych porównań dosłownie. To moje subiektywne odczucia, aczkolwiek moim zdaniem w naszym kraju brakuje tego typu zespołów, które (i tak nieliczne) i tak cierpią na tym, ponieważ wydawcy jakoś je omijają, a szkoda... Tym bardziej, że całość, choć nagrana raczej w amatorskich warunkach, brzmi przyzwoicie, muzycy nie popełniają większych gaf, a i wydanie na tłoczonym dysku przez sam zespół świadczy, że muzycy wierzą w siebie. Jakie są mankamenty "This Is the War"? Na pewno dziwny postępek z tytułami utworów. Część numerów jest zaśpiewana po polsku (wewnątrz okładki można się o tym przekonań na własne oczy), podczas gdy tytuły zapisano wyłącznie po angielsku. Trochę mogą też irytować same teksty, w których niestety pojawiają się "częstochowskie" rymy i wyświechtane slogany, słaba jest też chwilami angielszczyzna wokalisty. Ale muzyka jest przedniej klasy i tego się trzymajmy. Zwłaszcza, że obok krótkich, kąśliwych numerów jest też parę bardziej melodyjnych fragmentów, np. "Devil's Game For Life". Polecam uwadze wydawców! Nie bójcie się PURE HATE! :)
ocena: 7/10
www.myspace.com/purehatemusic
autor: Diovis


PEDIGREE - "Growing Apart"
(CD 2005 / Nailboard Records)
PEDIGREE to dosyć oryginalna nazwa jak na metalowy band, prawda? Ale podobnie jak nazwa, oryginalna wydaje się także muzyka. Industrial metal to obecnie pojęcie chyba zbyt mocno nadużywane. Wszak nie każda kapela z elektronicznymi wstawkami od razu wpisuje się w ten nurt. Do PEDIGREE chyba jednak nie można mieć zastrzeżeń, a to dlatego, że ich twórczość w połowie składa się z żywej muzyki, natomiast drugą część wypełniają zaprogramowane sample, elektroniczna perkusja i syntezatorowe dziwadła. Całość jest niezwykle mroczna i pozbawiona jakiejś szczególnej linii melodycznej, wobec czego kompozycje opierają się na agresywnym, pulsującym bicie i odpowiednio artykułowanych przez wokalistę partiach. Oczywiście można pokusić się o nazwanie tego śpiewem, ale w większości przypadków to melorecytacja lub ewentualnie krzyk przepuszczony przez różne maszynki modulujące głos. Na szczęście wokalista nie jest tylko pionkiem w grze i również dowodzi (chociażby w "Skincrawler"), że potrafi zaśpiewać czystym, mocnym głosem, podobnie jak Burton, wokalista FEAR FACTORY. W zasadzie to klimat tej płyty jest iście cyberpunkowy, kojarzy się z tym co można było usłyszeć na ścieżce dźwiękowej filmu "Matrix", a więc MINISTRY, MONSTER MAGNET, HIVE, PROPELLERHEADS, można też śmiało porównać ich do PRODIGY, a także do późniejszego FEAR FACTORY, ze wskazaniem na te mniej agresywne kawałki Amerykanów. Cenię ten album za wspaniałą aurę, jaką posiada, za to wyjątkowo udane połączenie maszynowego chłodu, industrialnej głębi, gitarowej szorstkości. Yummy!
ocena: 8/10
www.pedigree.org.ee
www.nailboard.org
autor: kaReL


PANDEMONIUM - "Hellspawn"
(CD 2007 / Mystic Production)
Na początku muszę się przyznać, że jakoś nie bardzo oczekiwałem nowej płyty tej kapeli. Spowodowane było to przede wszystkim poprzednim albumem. Głośno zapowiadany powrót pod starą nazwą, oczekiwałem też powrotu do starego stylu, gdyż byłem totalnym maniakiem "Devilri". Zresztą tamten materiał do dzisiaj należy do ścisłej czołówki wśród kultowych demówek. Jak się później okazało, powrót był raczej mizerny, a to głównie za sprawą masy plastiku i elektroniki. Cóż, PANDEMONIUM nigdy nie ukrywało zafascynowania SAMAEL'em ale "The Zonei" było małym przegięciem. Również koncertowo nie było czym się pochwalić. Widziałem tamten materiał raz na żywo i także totalne rozczarowanie. Słysząc tu i ówdzie różne spekulacje na temat nowej płyty, raczej uśmiechałem się pod nosem, gdyż w końcu reklama dźwignią handlu, hehe. Dlatego też muszę od razu napisać, że w końcu na tym krążku usłyszałem TO PANDEMONIUM, na które czekałem tyle lat. Już od pierwszych dźwięków płyta wciągnęła mnie swoim specyficznym klimatem. Numery są bardzo rozpoznawalne, charakterystyczne dla stylu wypracowanego na demówkach. Dziwnie to może brzmi, przecież kapela ma na swoim koncie kilka płyt, co prawda pod inną nazwą, ale dopiero ten krążek, nie licząc pierwszej płyty, niesie w sobie TAMTEN ładunek ekspresji. Słuchając takich killerów jak "Frost", "Hatesound Eternal" (ten numer w szczególności), "Die Hard" mam wrażenie, że przeżywam właśnie deja vu. Opętała mnie ta płyta na długo i nie raz przyłapałem się na tym, że numery siedzą mi w głowie jeszcze długo po zakończeniu słuchania. Jest w tym materiale to COŚ, co powoduje, że często będę do niego wracać, tym bardziej, że taśmę z "Devilri" dawno już zajechałem w cholerę ;). Nie podobają mi się dwie rzeczy dotyczące tej płyty, a pierwsza z nich to wydanie. Beznadziejna kolorystyka i strasznie skromnie. Druga sprawa to teledysk dodany w formie pliku na cd. Dzieło artystyczne to na pewno nie jest i zamiast delektować się tym czymś proponuję pójść po prostu na koncert i to nie taki na Mystic Festival, bo tam kapela wypada średnio, by nie rzec słabo, ale na klubowy, gdzie panuje zupełnie inna atmosfera. Wracając do muzyki, w kilku momentach zespół nieco przyspieszył, przez co materiał jest bardziej zróżnicowany i nie jest monotonny. O produkcji nie ma co pisać, gdyż Mystic nie wydaje byle czego. Gorąco polecam!
ocena: 9/10
www.pandemonium.metal.pl
www.mystic.pl
autor: sThor


PIG DESTROYER - "Phantom Limb"
(CD 2007 / Relapse Records & Mystic Production)
Wiele dobrego słyszałem o tym zespole, lecz nigdy nie było mi dane posłuchać ich muzyki. Dopiero teraz, za sprawą czwartego dużego krążka mam sposobność przebyć dziewiczą podróż z dźwiękami PIG DESTROYER. Ogłaszam wszem i wobec, że zostałem rozdziewiczony. Bolało jak cholera...!!! Zanim poznałem "Phantom Limb" zastanawiałem się, jakież to dźwięki może kreować zespół o tak sympatycznej nazwie...??? Po wysłuchaniu tego stuffu wszystko stało się oczywiste. Zostałem po prostu rozpruty jak prosię, płyny które posiadałem w organizmie wyciekły, pozostał po mnie kawałek suchego mięsa... Z "Niszczycielem świni" nie ma żartów... panowie wiedzą doskonale jak dokonać grindcore'owej destrukcji. Posiadają odpowiednie narzędzia, umiejętności i doświadczenie. Nie uświadczycie na tej płycie chaotycznych cięć jakiegoś rzeźnika-amatora. Tu się rżnie z niezwykłą precyzją i elegancją zarazem. Na "Phantom Limb" znajdziecie czternaście aktów grindcore'owej jazdy na najwyższym światowym poziomie! Lekko ponad trzydzieści minut wszystkiego, co w tym gatunku najlepsze: zawrotne prędkości, mega ekstremalne patenty i wokale, ale również sporo chwytliwych i jednocześnie solidnie miażdżących czaszkę riffów. Muza została znakomicie wyprodukowana, więc nie ma obaw, że jakakolwiek nuta umknie Waszej uwadze. Zawodowy album, od którego nie da się stronić, kiedy już raz poczuje się rzeźnicki nóż PIG DESTROYER wbijający się w podbrzusze.... przemiłe uczucie... Polecam ten album miłośnikom death metalu. Całkiem sporo znalazło się na tym krążku oldskulowych, śmiertelnych uderzeń. Fanom grind "Phantom Limb" nie polecam, ponieważ oni już posiadają go w swej kolekcji. Kto lubi ekstremalne metalowe granie, a nie zaopatrzy się w tę płytę powinien się wstydzić. Dla wszystkich szczęśliwców, którzy posłuchają tego morderczego stuffu czeka niespodzianka w postaci ukrytego piętnastego kawałka... Miła pani przypomni Wam, że czas na pigułkę... po której dzieją się naprawdę dziwne rzeczy... :) :) :)
ocena: 8,69/10
www.myspace.com/therealpigdestroyer
www.relapse.com
www.mystic.pl
autor: Warzych


PANTHEON I - "The Wanderer And His Shadow"
(CD 2007 / Candlelight Records & Mystic Production)
Szperając tu i ówdzie natrafiłem na określenie muzyki tej grupy jako epicki black metal. Nie do końca mogę się z tym zgodzić, bowiem black metal ma tyle wspólnego z epickimi historiami, co rydzyk z Romanem Kostrzewskim. Cóż, może takie określenie wzięło się z faktu wykorzystywania przez zespół instrumentów smyczkowych i w ten sposób wrzucono ich do jednego worka z pitoleniem o smokach i rycerzach. W kapelę zamieszani są członkowie i ex-muzycy 1349, KOLDBRANN, VIDSYN czy SARKOM. Oczywiście wpływów tych kapel nie znajdziecie. Grupa podąża swoja ścieżką, nie jest to oczywiście nic odkrywczego czy ultra oryginalnego, aczkolwiek nie sposób odmówić muzykom umiejętności, nie tylko jako instrumentalistów, ale kompozytorskich, łączenia ostrych black metalowych fraz z tymi wolniejszymi. Umiejętnie wpleciono w nie partie smyczków. Nie są one oczywiście instrumentem przewodnim, nadają tylko bardziej swojski klimat całości. Technicznie bez zarzutu, trudno przyczepić się do czegokolwiek, wszystko ładne, poukładane. Dla mnie troszeczkę bez wyrazu, bez charakteru, momentami za słodko, pewnie zapomnę dość szybko o tej pozycji po przesłuchaniu jej kilka razy. Dobra płyta, niestety tylko jako kolejna w moim katalogu. Zdarzyło mi się ziewnąć kilka razy podczas odsłuchu. Na pewno nie przekonuje mnie ten krążek, no może poza kilkoma ciekawymi partiami gitary. To trochę za mało... i to ciągłe wrażenie, że to wszystko już kiedyś gdzieś nagrano.
ocena: 7/10
www.candlelightrecords.com
www.pantheon-i.com
autor: sThor


PARANOIA - "Paranoia"
(CD 2007 / Redrum 666)
Grind-core'a jest ci wszędzie dostatek. Dla niektórych wręcz przesyt, a wielu mawia nawet, że odróżnić jedną kapelę od drugiej w tym gatunku, to tak jak odróżnić dwie krople deszczu od siebie. Cokolwiek gadają, trudno zaprzeczyć, że grind ma grono swoich oddanych fanów, chociaż ostatnimi czasy w naszym kraju jakby ich ubyło. Mniej jest koncertów, mniej wydawnictw (nawet Selfmadegod Records nie wydaje już wyłącznie totalnych wyziewów) i ogólnie mniej szumu. Nawet najwięksi w tym kręgu nagrywają jakby rzadziej i nie wydaje mi się, by cokolwiek się w najbliższej przyszłości zmieniło. Nie przestraszyła się tego cosik znowu aktywniejsza ostatnio firma Redrum 666 i wypuściła debiut sosnowieckiej formacji PARANOIA. Znana dotąd pewnie tylko garstce znajomków ekipa postanowiła przyłożyć się do oferty podziemnego labela i nagrała solidny kawałek bardzo tradycyjnego grind-core'a, w którym nie brakuje (oj, nie brakuje!) szybkich rytmów, "prosiaków" i "bulgotów" na wokalu i tego wszystkiego, co zawsze było, jest i pewnie długo jeszcze będzie charakterystyczne dla tej stylistyki. Mając na uwadze, że PARANOIA nie stara się odbiegać w żaden sposób od kanonów grindu, nie będę wobec nich zanadto krytyczny. Podążają drogą wytyczoną już kilka ładnych lat temu przez chociażby DEAD INFECTION i wzorują się na takiej właśnie estetyce, brzmieniu oraz ogólnym podejściu do tematu. Na całe szczęście nie wkrada się w te dźwięki chaos i całość została opatrzona odpowiednio ohydnym, ale przy tym czytelnym soundem uzyskanym w ZED Studio, gdzie nagrywały już przecież tak uznane ekipy, jak HORRORSCOPE, ROOTWATER czy FRONTSIDE. Dzięki temu nie mam tego uczucia niesmaku, jaki pojawia się, gdy słucham wielu demówek zawierających coś, co sami twórcy nazywają mianem grind-core'a. Bo to nie sztuka odkręcić na maksa potencjometry wzmacniaczy, ustawić palce lewej ręki w pozycji "diabełka" i jeździć nimi po strunach w tę i wewtę, perkusiście powiedzieć, że ma napierdzielać aż sobie łapy połamie, a wokalista po sesji nie potrafi nawet wyszeptać "piwa...". PARANOIA uniknęła takiego scenariusza i nie stworzyła płyty złożonej z dziewiętnastu takich samych kawałków, zdarza się im kombinowanie z rytmem, a nawet industrialno-ambientowy odlot w ostatnim, najdłuższym zresztą utworze. Odjechany jest też sam fakt, że tytułów ich numery nie posiadają żadnych, nie liczcie też na to, że wyczytacie z tekstów jakiekolwiek życiowe mądrości ;) .
ocena: 6,5/10
www.myspace.com/paranoiagrindcore
www.redrum666.risp.pl
autor: Diovis


PARADISE LOST - "In Requiem"
(CD 2007 / Century Media Records & EMI Music Poland)
Któregoś dnia odświeżyłem sobie pierwsze płyty niemieckiego EVEREVE. Takiej trochę niedocenionej gotyckiej ekipy z Germanii. Trochę wcześniej zapoznałem się z najnowszym albumem PARADISE LOST i po raz kolejny przekonałem się na jak wiele innych kapel Angole mieli wpływ. Zresztą tak jak ich pobratymcy z MY DYING BRIDE. Słowa te odzyskują swoje znaczenie po zmierzeniu się z zawartością "In Requiem". Nowy album godzi z sobą gotycki monumentalizm "Icon" z wszystkim, co pojawiło się na dalszych krążkach Paradajsów. Może - i na szczęście! - z wyjątkiem zbyt elektronicznej i nijakiej nie tylko moim zdaniem "Host". Na "In Requiem" jest to, do czego Nick Holmes i spółka nas przyzwyczaili: charakterystyczne brzmienia gitary Grega Mackintosha, melodyjne, a przy tym ciężkie kawałki, silny głos Nicka, trochę budujących mroczną atmosferę klawiszy i mocna, nie zanadto sterylna produkcja. I niestety tylko jeden bardziej przestrzenny i emocjonalny numer na sam koniec. Szkoda, że takich kawałków jak "Your Own Reality" nie ma tu więcej. Poza tym prawie każdy z pozostałych to potencjalny hicior, oczywiście nie w znaczeniu podbijaczy list przebojów, bo nawet wybrany na singla "The Enemy" nie spodoba się tym, którzy zachwycają się cukierkowatymi koszmarkami pokroju HIM (ci też przecież inspirowali się PARADISE LOST). W wywiadzie, którego Mrocznej Strefie udzielił basista Stephen Edmondson można przeczytać, że na nowej płycie zawiodą się chyba tylko ci, co spodziewali się kolejnego "Lost Paradise" lub "Host". I jest w tym sporo racji. Dziś PARADISE LOST to dojrzały band, który wie co grać i jak grać, nie popada w koniunkturalizm i nie powiela swoich pomysłów, nie popisuje się i nie udowadnia niczego na siłę. Panowie nagrali posępną, ale pełną energii płytę, która zadowoli dotychczasowych fanów i przyciągnie może kilku nowych, nie obawiających się efektów mariażu gotyckiego rocka z metalem. Bo na szczęście Paradajsi wciąż nie uciekają aż tak daleko od swoich korzeni. A że znajdzie się kilku malkontentów?... Cóż, jeszcze się taki nie urodził itd.
ocena: 8/10
www.centurymedia.de
http://paradiselost.co.uk
www.myspace.com/paradiselostuk
autor: Diovis


PROFUNDI - "The Omega Rising"
(CD 2007 / Viva Hate Records & Profound Lore Records & Foreshadow Productions)
Ależ mnie pan Jens Rydén zaskoczył. Kiedyś poczułem zadowolenie za sprawą dźwięków jego projektu DEAD SILENT SLUMBER, a dziś mocno spotęgował je zapewniając prawdziwą ucztę dzięki "The Omega Rising". Pan Jens znany jest z umiłowania dla mrocznej sztuki i taką właśnie proponuje na debiucie PROFUNDI. Czarny metal wzbogacony diabolicznymi orkiestracjami oraz melodiami, jednak nie tak bardzo wyeksponowanymi jak np. w NAGLFAR. Na "The Omega Rising" wykreował czarci, pełen niepokoju klimat. Album został bardzo ciekawie wyprodukowany. Dźwięki zostały nagrane z dużą ilością pogłosu, szczególnie wokale. Zabieg ten nadał kompozycjom głębi, powodując ciekawy "efekt otchłani". Muzyka PROFUNDI wciąga w czarną dziurę i otacza dźwiękami, które skutecznie wnikają w zwoje mózgowe zmieniając percepcję i wywołując stan ekscytacji. Jest w tej muzyce coś uzależniającego, skłaniającego do słuchania jej bez wytchnienia. Pan Jens dla stworzenia odpowiednio mrocznej atmosfery nie sięga po niekonwencjonalne rozwiązania, a mimo to tworzy atrakcyjny i absorbujący muzyczny pejzaż. Fakt, że stworzył ten album w pojedynkę budzi mój wielki szacunek dla jego osoby. Trzeba posiadać niemało talentu, by stworzyć bez jakiejkolwiek pomocy tak dojrzałe dzieło. Słychać, że to człowiek świadomy swej muzycznej wizji, czego dowodem jest "The Omega Rising". Jest coś magicznego w tej muzyce. Nie potrafię znaleźć racjonalnego wytłumaczenia dla mojego entuzjazmu. Pochłonął mnie ten album i tyle. Zamówcie u Arusa tego cedesa! Nie pożałujecie!
ocena: 9/10
www.profundi.com
www.myspace.com/profundi
www.vivahaterecords.com
www.profoundrecords.com
www.foreshadow.info
autor: Warzych


PATOLOGICUM - "Promo 2006"
(Promo-CD 2006)
PATOLOGICUM błąka się już od kilku lat w death/grind'owym podziemiu. Tam się czuje najlepiej i niech już tak zostanie. Zeszłoroczne promo pewnie miało na celu zaznaczenie ich obecności, która tak jak to bywa z wieloma śmiercionośnymi, grind'owymi załogami wiąże się ze stosunkowo sporą aktywnością koncertową i pojawianiem się na jak największej ilości splitów, epek i kompilacji. Nie da się bowiem ukryć, że tylko w ten sposób można zaistnieć w świadomości fanów, którzy nie są wychowywani przez duże, tak zwane opiniotwórcze magazyny wskazujące czego słuchać, a czego nie, co jest modne, a co ble. Jasną więc sprawą jest, że PATOLOGICUM także płynie pod prąd wszelkich trendów, oferując od samego początku swojej działalności ekstremalną miksturę gore/grind'u z elementami death metalu. Trzy zamieszczone na promo numery zwracają na siebie uwagę bardzo nisko nastrojonymi gitarami, częstymi zmianami tempa i obłąkańczymi wokalizami Piotra. Panowie korzystają też z sampli różnych wypowiedzi na tematy jakby zupełnie nie pasujące do muzyki. Mnie rozbroił fragment wypowiedzi małej dziewczynki o tym jak powstają dzieci, hehe. Takie patenty przypominają mi osobiście DEAD INFECTION. Jeśli rajcuje was słuchanie tych wszystkich kapel, które pojawiają się między innymi na czeskim festiwalu Obscene Extreme, ale niekoniecznie szukacie tylko ciągu niekontrolowanych dźwięków tworzących wyłącznie hałas, to powinniście zwrócić uwagę na tych Galicjaków. Już te nieco ponad 7 minut to sporo niegłupiej, lecz przy tym niezmiernie intensywnej muzy, która - znając życie - znajdzie się pewnie za czas jakiś na jakimś splicie.
ocena: 7/10
www.patologicum.prv.pl
autor: Diovis


PORTAL - "Seepia"
(CD 2005 / Profound Lore Records & Foreshadow Productions)
Profound Lore Records zdaje się chwytać dość często po prawdziwe perły głębokiego podziemia. Pomijając już fakt wydawania różnych rarytasów na winylu, bo po te i tak sięgną maniacy czarnej płyty, to zauważyłem, iż nieznana dotąd w naszym kraju firma z Kanady wydaje rzeczy bardzo wartościowe i wymagające nieco więcej od słuchacza niż tylko bezmyślnego machania głową. Na przykład taki PORTAL - kapela z Australii, która już na pierwszy rzut ucha nie emanuje przystępnymi dźwiękami, choć obraca się w szeroko pojętej estetyce death metalu. Ale tak to już jest z australijskimi zespołami, które ciut inaczej podchodzą do muzycznej ekstremy. Weźmy takie formacje, jak DESTROYER 666, SADISTIK EXEKUTION, ABOMINATOR czy ALCHEMIST. Wszystkie one mocno różnią się od tego, co powstaje w Europie, Stanach czy Ameryce Południowej. Do tej grupy należy też PORTAL. Działają od 1994 roku i chociaż ich dyskografia jest nadzwyczaj skromna, to sięgnięcie po CD "Seepia" będzie doświadczeniem traumatycznym. Bo tak jak napisałem wcześniej, na pozór grają death metal, ale tak powykręcany i powyginany, że w głowie i w uszach się nie mieści. Jeśli pamiętacie taki twór CHORONZON ze Stanów, który swego czasu popełnił CD "Magog Agog" dla Nocturnal Art Productions, to PORTAL dąży podobną drogą. Projekt P. Emersona Williamsa co prawda drążył rejony awangardowego black metalu, ale twórczość Australijczyków też można określić mianem "awangardy" w jej najbardziej porąbanym znaczeniu. Na "Seepia" nie ma zrozumiałych riffów, zwyczajnych solówek, ba, nawet wokale i partie perkusji wydają się odjeżdżać gdzieś na boki. Owszem, gdzieniegdzie można wyczaić drobne podobieństwa do INCANTATION ("gęste" dźwięki) i MORBID ANGEL ("Azagthoth'owskie" riffy), lecz takie wrażenie pojawia się na moment. Bo PORTAL nie dość, że gra odjechane dźwięki (które mogły powstać pod wpływem jakichś substancji chemicznych), to nawet tytuły utworów ("Glumurphonel" na przykład), teksty, wygląd muzyków i strona www nie są z tego świata. Ten album jest chory i pełen chaosu do granic możliwości, a przy tym ekstremalnie... ekstremalny. I aż nie chce się wierzyć, że na co dzień ci muzycy udzielają się w bardziej zwyczajnych formacjach STARGAZER oraz MARTIRE. Intrygująca pozycja. Dodam jeszcze, że płytę wydano w kartonowym niby-digipaku.
ocena: 8/10
www.profoundlorerecords.com
www.portalabode.com
www.foreshadow.info
autor: Diovis


PERVERSITY - "Words Like Poison"
(CD 2004 / Forensick Music)
PERVERSITY to znowu nie tak nowe zjawisko na słowackiej scenie metalowej. Grają razem od 1995 roku, nagrali trzy pełne albumy (opisywany jest drugim, a najnowszy, wydany w 2006 roku to po prostu zbiór ich demówek) i pewnie co najmniej ze dwie setki koncertów na koncie. Bo Słowacy, jak zresztą większość ekip z tego kraju i sąsiadującymi z nimi Czechami, nadają się iście perfekcyjnie ze swoją muzą na sceniczne występy. Co zresztą czasem nie przekłada się na studyjne osiągnięcia, które bywają jedynie średniawe. "Words Like Poison" to płyta, która ucieszy miłośników brutalnej jatki, ale też niemalże karkołomnych zmian tempa i dziwnych, połamanych riffów. PERVERSITY nie ukrywa swojej fascynacji dokonaniami takich załóg zza Atlantyku, czyli pokrótce mówiąc BRODEQUIN, DEEDS OF FLESH lub CRYPTOPSY. Trochę przypominają przy tym i nasz krajowy YATTERING (R.I.P.), bo w tej muzie dzieje się bardzo dużo. Nie sama nawalanka wypełnia ten krążek, bo każdy z muzyków, jak i wokalista starają się urozmaicać pozornie jednolite struktury mieszczące się pod szyldem brutalnego death metalu. Zdarzają się nawet wręcz jazzowe, improwizowane wstawki (np. w "Seeds of Damnation") czy quasi-symfoniczne motywy zagrane na klawiszach ("Experience of Death"). Dziewięć numerów na "Words Like Poison" może nasycić apetyty wszystkich death-maniaków, chociaż można mieć pewne zastrzeżenia co do produkcji i brzmienia, które bynajmniej nie powalają. Ale ogółem jest dużo lepiej niż tylko tak sobie.
ocena: 7/10
www.forensickmusic.com
www.perversity.host.sk
autor: Diovis


PHOSPHOROS - "Mental Technology ov Scientific Self-Illumination"
(Demo-CD 2006 / własna produkcja)
Działał sobie onegdaj we Wrocławiu SHEMHAMPHORASH. Zapowiadał się całkiem ciekawie, ale jak to czasem bywa - ucichło o nich któregoś dnia. Dwóch muzyków z tego bandu: Feriluce Nihil i Warsin powołało do życia PHOSPHOROS. W zeszłym roku powstało demo "S-S-C Theory ov Theomorphy", a w lutym i marcu kolejne, "Mental Technology ov Scientific Self-Illumination". Na demówce znalazły się numery już znane z debiutu, ale i kilka zupełnie nowych. Co jest atutem tej formacji? Na pewno to, że czują się w swojej black/deathmetalowej niszy bardzo dobrze i jeśli już szukać jakichkolwiek konotacji gdziekolwiek, to powiedziałbym, że PHOSPHOROS to taki rozwścieczony DARK FUNERAL, który stara się przemycić trochę wpływów ANGEL CORPSE. Ale to tylko tak dla przybliżenia tego, co tworzą nasi rodacy, bo starają się grać po swojemu. Chwilami mogą się kojarzyć z jeszcze bardziej odmiennymi biegunami black/death metalu. Ktoś usłyszy tu brzmienia znane z ostatnich płyt BEHEMOTH, ktoś inny - nieposkromiony ABORYM. Ważne, że muza kopie, jest parę niezłych patentów zagranych na gitarach, perkusista dwoi się i troi, a różnorodne wokale sączą jad. I co ważne, jeśli chodzi o te ostatnie, to cały koncept tekstowy PHOSPHOROS opiera się na ogólnie pojętych prawach nauk ścisłych. Dlatego teksty i przesłanie mogą być dla wielu mocno niezrozumiałe, choć może o to właśnie chodziło ich twórcom ;) Ogółem "Mental Technology..." to półgodzinna dawka rozszalałego i lekko pokręconego ekstremalnego grania, które może nie zrobi żadnej rewolucji, ale przy odrobinie samozaparcia i szczęścia może jeszcze namieszają na naszym krajowym podwórku. Na koniec słów kilka o niezwykle dbałej i robiącej wrażenie oprawie graficznej demo. Mistycyzm, cyberpunk, Kosmos - to elementy ilustrujące przemyślany twór, jakim jest PHOSPHOROS.
ocena: 7/10
phosphoros4@o2.pl
autor: Diovis


PHAZE 1 - "Phaze 1"
(CD 2006 / Scarlet Records)
Znakomity debiut!!! Bezapelacyjnie zaliczam ten krążek do niespodzianek tego roku. PHAZE 1 narodził się we Francji. Zespół tworzą dwaj bracia: Franck i David Potvin oraz Dirk Verbeuren znany ze swej gry m.in. w SCARVE oraz SOILWORK. Bracia Potvin również nie urwali się z chojniaka. Od paru lat tworzą kapelę LYZANXIA, z którą nagrali już parę albumów. Koncept PHAZE 1 opiera się na kreacji nowego gatunku ludzkiego, zdeterminowanego na destrukcję i przynoszącego powszechny chaos. Dla stworzenia owego gatunku panowie bez ograniczeń korzystają z całego bogactwa metali ciężkich. Muzyka Francuzów stanowi hybrydę wielu gatunków ciężkiego grania. Fundament utworów stanowią ostre, traszowe riffy, wzbogacone melodią, progresywnymi, industrialnymi i momentami korowymi (perkusja) patentami. Na płycie pojawiają się klawiszowe tła, nadając kawałkom odpowiedniego klimatu. "Phaze 1" jest płytą nowoczesną, bardzo dobrze wyprodukowaną i zaaranżowaną. Kawałki dają po pysku i po dupsku. Posiadają duży ładunek energetyczny. Na krążku zamieszczono osiem kompozycji, z których każda przysparza ciekawych doznań. Osobiście album ów podoba mi się baaaaaardzo. PHAZE 1 nie tworzy muzyki nowatorskiej. Tworzy natomiast charakterystyczną i osobliwą jakość na najwyższym poziomie! Zespół kreuje dźwięki, które są dźwiękami PHAZE 1, a nie zbiorem cudzych pomysłów. Stworzył monstrum, które na następnych albumach rzeczywiście może dać początek nowej nacji... Na wyróżnienie zasługują wokalizy, bardzo zróżnicowane, wielobarwne i wielowymiarowe, jednym słowem: zawodowe. W mym osobistym rankingu "Phaze 1" jest najlepszym debiutem 2006 roku! Jeżeli lubicie SOILWORK, THE KOVENANT - krążek ten musi znaleźć się w waszej kolekcji. Myślę, że przypadnie do gustu również fanom metal-core'a oraz wszystkim lubiącym nowoczesne metalowe granie nie pozbawione emocji. Na muzycznych terytoriach metalu hybrydowego PHAZE 1 rządzi!!!
ocena: 9/10
www.phaze-1.com
www.scarletrecords.it
autor: Warzych


PRAESEPE "NGC 2632 v M44"
(Demo-CD 2006 / własna produkcja)
Morda mi się cieszy, gdy słyszę takie demówki. Z PRAESEPE spotkałem się po raz pierwszy przy okazji ich debiutanckiego demo pod tym szyldem (wcześniej działali pod nazwą ARS MORIENDI). "Pretentious Cycle" z 2002 roku zwróciło moją uwagę unikalnym klimatem, zakręconą muzą i... przeróbką słynnej kołysanki z filmu Romana Polańskiego "Dziecko Rosemary". Rok później powstało drugie demo "Dance of Eternal Madness" i też przez parę tygodni wsłuchiwałem się w nie z radością. W ten sposób powstało u mnie takie określenie PRAESEPE, że to polska odpowiedź na zespoły pokroju PESTILENCE z okresu ostatnich płyt. Krzywdzące byłoby jednak szufladkowanie tej cieszyńskiej kapeli, bo najnowszy materiał zatytułowany enigmatycznie (ale o tym za moment) "NGC 2632 v M44" to po prostu kawał świetnej, dojrzałej, technicznie zagranej muzyki, która ma w sobie to "coś", co rajcuje i intryguje. Kosmiczny death metal? Nieprzypadkowo użyłem tego zwrotu, ponieważ już sam tytuł to astronomiczne określenie grupy gwiazd w konstelacji Raka, a muzyka odzwierciedla silnie tajemniczość i swoistą matematyczność (cokolwiek to oznacza ;) Wszechświata. Prościej mówiąc - w tych dźwiękach roi się od różnych zakrętów, nieoczekiwanych zmian tempa i wzorów alchemicznych niepojętych dla zwykłego zjadacza chleba. Nie jest lekko, bo muzycy uciekają od schematów budowy typowego metalowego utworu. Tak właśnie czyniły swego czasu formacje pokroju CYNIC, VOIVOD, ATHEIST, PESTILENCE, NOCTURNUS czy nawet DEATH, i taką drogą podąża PRAESEPE. Na płycie grupa umieściła kilka utworów z poprzednich demówek, trzy nowe (tytułowy to ten wspomniany muzyczny "kosmos", choć ryzykowne było moim zdaniem umieszczenie na początek ponad siedmiominutowego instrumentala) oraz odegrany z gracją cover "Land of Tears" PESTILENCE). Każdy z nich żyje swoim życiem, a jednocześnie wszystkie wyśmienicie łączą się ze sobą. Ech, gdybym mógł, to z chęcią wydałbym ten materiał, choć mam świadomość, że inność PRAESEPE jest nie tylko ich zaletą, ale też niestety wadą. Kto zna przypadek TENEBRIS, wie co mam na myśli. Póki co pozostaje mi tylko kibicowanie tej ekipie, pełna rekomendacja i przekonanie, że trudno będzie komukolwiek przebić ten stuff w kategorii "Demo 2006". A panom z zespołu proponuję frontalny atak promocyjny, bo a nuż ktoś doceni wasze starania. Dla informacji podam jeszcze, że PRAESEPE zaprosiło do nagrania kilku gości, w tym Stanleya, znanego między innymi z NEWBREED.
ocena: 9,5/10
praesepe_metal@o2.pl
autor: Diovis


PEST - "Hail the Black Metal Wolves of Belial"
(CD 2003 / Blood Fire Death & Red Stream)
Oto jeden z licznej rodziny zespołów o tej samej nazwie, hehehehe. Można się nieco pogubić. Tym razem chodzi o hordę z Finlandii, twór, w skład którego wchodzi mała plejada gwiazd tamtejszej sceny, hehehehe. Jakże inaczej można mówić, skoro w skład kapeli wchodzą ex-członkowie m.in. SATANIC WARMASTER czy HORNA. Niestety opisywany materiał ma już trzy latka, ale naprawdę bluźnierstwem by było mieć go w łapach i niczego nie skrobnąć. W przeciwieństwie do innych zespołów o tej samej nazwie chłopaki nie grają norweskiego czy jak kto woli skandynawskiego black metalu. Z odtwarzacza snują się gęste jak smoła dźwięki najczystszego tradycyjnego black metalu głęboko zakorzenionego w dokonaniach bogów z VENOM. Właśnie dokonania Brytyjczyków przyszły mi na myśl już po pierwszych dźwiękach tej płyty, która nawiasem mówiąć jest takim "the best of", bowiem zawiera różne materiały nagrane przez zespół. Właściwie cały przekrój od demosów poprzez epki, wszystko zebrane w kupę i wydane. Mus dla fanatyków podziemnego black metalu, szczerego, prostego, z dużą dawką trupiego klimatu w stylu VENOM i HELLHAMMER. Kapela podobno już nie istnieje... szkoda, bo zanosiło sie na naprawdę konkretna kapelę. Mniej w muzyce PEST jest rock`rollowego zacięcia, więcej grobowych monumentalnych riffów niż w przypadku kapel, których wpływ na muzę Finów jest oczywisty. Generalnie średnie tempa, tu i ówdzie niegłupia solówka, która nie ma pokazywać kosmicznych umiejętności gitarzysty, ale służy raczej do podkreślenia specyficznego klimatu. Jeżeli gdzieś to dorwiecie, kupować w ciemno - warto!!!
ocena: 8/10
autor: sThor


PSYCHOPATHIC TERROR - "Fucker"
(CD 2006 / Serpent's Eye & Foreshadow Productions)
Po PSYCHOPATHIC TERROR spodziewałem się totalnej rozwałki, czegoś z pogranicza brutalnego death metalu z wstawkami gore. Tym razem chybiłem, ale i tak nie żałuję tego niecelnego strzału, bo wspomniane klimaty to zdecydowanie, z paroma wyjątkami, nie moja dziedzina. Nazwa, tytuł, po części także okładka okazały się niezłą zmyłką, bo muzyka Finów to powrót do staromodnego death/thrash metalu utrzymanego w typowo skandynawskich, surowych brzmieniach. Jednocześnie wyjaśnić należy, iż nie jest to album wypełniony wyłącznie muzyką retro (jak chociażby, żeby daleko nie szukać, w przypadku HELL-BORN), choć ta z całą pewnością dominuje nad pozostałymi odnośnikami stylistycznymi. Chłopaki szyją takie riffy, że się łezka w oku kręci, przykładowo z powodu pierwszych nagrań VADER (początkowy motyw w "Bring Me the Head of the Prosecutor" to wyraźny hołd dla polskiej legendy). To, co wyróżnia ten zespół pośród niewartego nawet splunięcia motłochu, określić można mianem psychodelicznej progresji. Czegoś podobnego doświadczamy w dwóch bardzo eksperymentalnych numerach zamykających tę płytę. Pierwszy z nich mógłby być efektem zielarskiej sesji okraszonej gęstym dymem - "The Society Is Full of Shit" jest bowiem totalnie pojechany, powolny, użyte w nim wokale są jeszcze bardzo przerażające. Podobne dźwięki generuje gardło Ilvespakki w nieco szybszym, buntowniczym, aczkolwiek także niecodziennym numerze "Fuck The Police". Na tym tle wręcz bajkowo przedstawia się frywolny, czerpiący z melodyjnego thrash/death metalu zza miedzy utwór "Renaissance of Your Life (A Bloodbath)" - heavymetalowe solo wprowadza pewien powiew świeżości, który wyróżnia się na albumie zdominowanym przez zatęchłą atmosferę... W PSYCHOPATHIC TERROR grają kolesie utożsamiani z takimi nazwami jak: KORPIKLAANI, DIABOLI czy CRYSTALIC, pomimo tego, ciężko mówić o tym zespole jako o gwiazdorskim projekcie. Muzyka z pewnością nie trafi na listy przebojów i w ogóle pewnie mało kto ten krążek pozna. Jak nie chcecie być zaliczani do grona tych poszkodowanych, prędko łapcie kontakt z polskim pośrednikiem - Foreshadow Productions. "Fucker" to mus dla każdego szalonego oldskulowca żyjącego na co dzień takimi właśnie dźwiękami. Pamiętajcie tylko, żeby przed odpaleniem krążka podkręcić gałkę potencjometru - efekt będzie jeszcze lepszy!
ocena: 8/10
www.diaboli.net
www.serpentseye.net
www.foreshadow.info
autor: kaReL


PARRICIDE - "Patogen"
(CD 2005 / Mad Lion Records)
Można się spierać na temat wyższości jednej deathmetalowej kapeli nad drugą. Jedne robią karierę grając co najmniej trasy po Polsce, inne po prostu grają, bo lubią. I do tej ostatniej kategorii należy PARRICIDE, który już od paru ładnych lat tworzy brutalne, ale przy tym przemyślane dźwięki. Wbrew wszystkiemu dość regularnie nagrywa kolejne płyty, a broniąc się przed realiami życia (bo uczyć się i lub zarabiać na "kieliszek chleba" przecież trzeba) zorganizował się tak, że ma podwójny, ośmioosobowy skład, by móc jeździć na wszystkie możliwe koncerty. Ale o tym możecie poczytać w umieszczonym katalogu wywiadzie z gitarzystą Piotrem, a teraz skoncentrujmy się na nowym długograju PARRICIDE zatytułowanym "Patogen". Jedni mówią o nim, że jest na nim więcej grind-core'a niż death metalu, a przecież to nie kwestia wyższości jednego gatunku nad drugim i "zawartości cukru w cukrze", a w tym, jak tę muzę zapodano. A zapodano ją w niezwykle wysmakowany sposób, bo chełmska ekipa nigdy nie należała do zwolenników napieprzania ot tak po prostu dla sztuki. Oni zawsze gdzieś między nawałnice riffów i perkusyjne kanonady potrafili wpleść ciekawe zagrywki, a ponieważ muzycy do smutasów nie należą, to również parę żartów też potrafią umieścić na kawałku srebrnym krążku. Tym razem jest kilka wesołych przerywników, jest kwiczenie świń na początku "Politics", a nade wszystko jest zagrany na wysokim poziomie kawał agresywnego grania spod znaku grind/death. Jak zawsze utwory nie rozrastają się do jakichś długich elaboratów o niczym i koszą aż miło, a przy tym nie można powiedzieć, by w którymś momencie słuchania japa ziewała i palec zmierzał ku klawiszowi "stop". 16 utworów składających się na całość przemija dość szybko i spokojnie można wrócić do tego krążka po jakimś czasie. Na domiar PARRICIDE zdecydowało się przerobić rzadko wykorzystywany numer, jakim jest "Subconscious Terror" z repertuaru BENEDICTION (czy ktoś jeszcze pamięta, że wówczas ryczał w tej kapeli Mark "Barney" Greenway z NAPALM DEATH?), który brzmi ciężej i bardziej grindowo niż oryginał. W sumie "Patogen" to naprawdę solidna dawka inteligentnego i bezkompromisowego hałasu nawet dla największych koneserów takiego grania.
ocena: 8/10
www.parricide.prv.pl
autor: Diovis



INDEX   P   [1  2  3]  



KONTAKT Z WEBMASTEREM: pete.r@interia.pl
 
i


koncert ASPHYX w Polsce

koncert ASPHYX w Polsce

Empatic

AEALO

PSYCHO MAGAZINE

klimatyczne

Leash Eye

;