01.04.2010
NEWSY

24.03.2010
RELACJE
PLEROMS GATE, FURIA - 07.03.2010, Bydgoszcz, Klub "Yakiza"

HYPOCRISY, SURVIVORS ZERO - 25/01/2010 - Berlin, Columbia Club

KATAKLYSM, BELPHEGOR, DARKEST HOUR, SUICIDAL ANGELS, RESISTANCE, 24/01/10 - Berlin, Postbahnhof


23.03.2010
NEWSY

22.03.2010
POLECAMY
DEVILSTONE OPEN AIR
VII OLSZTYN OLD UNDERGROUND "GRIND 'N' ROLL" PARTY

18.03.2010
POLECAMY
BLACKASTRIAL MAGAZINE: NOWY NUMER
WYWIADY
CARNAL

17.03.2010
NEWSY

16.03.2010
POLECAMY
THRASH METAL NIGHT VOL. 1

12.03.2010
POLECAMY
FROM HERE TO PAST 2010 - Asphyx

11.03.2010
NEWSY

09.03.2010
WYWIADY
CLOSTERKELLLER

METALEKSYKON
RUSSIAN CIRCLES

08.03.2010
POLECAMY

NIGHT OF THE ANCIENT DEATH INCANTATION vol.6
METAL WAR MACHINE II
BESTIALITY OVER EUROPE 2010
THRASH METAL MANIA
ANTI-HUMAN BEHAVIORS

03.03.2010
NEWSY

02.03.2010
KONKURSY
KONKURS CORRUPTION / CARNAL

PUSZKA PANDORY
UNWOM - "Phase 1: Inner Earth Dimension"

RECENZJE
AFFLICTION GATE - "Aeon of Nox (from darkness comes liberation)"
ALTVATER - "Chroniken"
ANDRALLS - "Andralls"
BROKEN SWORD - "Nest of Evil"
CARNAL - "Re-Creation"
DIORAMIC - "Technicolor"
DIVINE EVE - "Vengeful And Obstinate"
EFFECT MURDER - "Architects of Sense"
EGZEKUTHOR - "Czas Sumienia"
ENTHRAL - "A Spiteful Dirge"
ESCAPE FROM - "Opętani Okrucieństwem"
FATALIST - "The Depths of Inhumanity"
FORMOSUS - "Alter"
FRONTSIDE - "Korzenie"
GENITORTURERS - "Blackheart Revolution"
GOREZONE - "Brutalities of Modern Domination"
LEASH' EYE - "V.E.N.I."
LIFE AS WAR -"To Tell You This"
MALICE - "Symphony of Darkness"
MANEGARM - "Nattvasen"
MAQAMA - "Maqamat"
MERCILESS DEATH - "Sick Sanctities"
MOLOCH LETALIS - "Apoteoza Śmierci"
MOUGA - "The God & Devil's Schnapps"
OBLOMOV - "Communitas (Deconstructing the Order)"
PURE HATE - "Hate Is Coming"
RIMFROST - "Veraldar Nagli"
ROTENGEIST - "Fear Is the Key"
ROTTING CHRIST - "Aealo"
SANGRE ETERNA - "Amor Vincit Omnia"
SPACE MIRRORS - "Majestic 12: A Hidden Presence"
TARANIS - "Obscurity"
THE ELYSIAN FIELDS - "12 Ablaze" / "Suffering G.O.D. Almighty"
THE SICKENING - "Death, Devastation, Decay"
THORN.S - "2009"
TRUNAR - "Christs Not Christians"
V/A - "The Dark Side of the Blues - A Tribute To Danzig"
VIOLATED - "Only Death Awaits"
VOTUM - "Metafiction"
WHOREHOUSE - "Execution Of Humanity"

01.03.2010
WYWIADY
VOTUM

28.02.2010
POLECAMY
CORRUPTION I CARNAL NA WSPÓLNEJ TRASIE

CK ZABRZE KONCERTY - MARZEC 2010

27.02.2010
NEWSY

POLECAMY
PSYCHODELIC MISANTHROPY FEST 8

KONKURSY
KONKURS EMPTY PLAYGROUND

25.02.2010
RELACJE
TURBO / CHAINSAW - 09.02.2010, Białystok, "Gwint"

10 LAT THY DISEASE - 24.01.2010, KRAKÓW, ROTUNDA (THY DISEASE; VIRGIN SNATCH; ARMAGEDON; CEMETARY OF SCREAM; CRYPTIC TALES; HELLIAS; HEART ATACK)

POLECAMY
DEFENSEFEST 2

24.02.2010
POLECAMY
EMPTY PLAYGROUND: PRE-RELEASE PARTY
UNHOLY NIGHT
CHAINSAW METAL SLAUGHTER - LUBLIN DESTRUCTION

23.02.2010
NEWSY

WYWIADY
DECAPITATED
MAQAMA
LISOV - "A TRIBUTE TO DANZIG"

RELACJE
HYPOCRISY, DECAPITATED, HATESPHERE - 26.01.2010. MEGA CLUB, KATOWICE

21.02.2010
POLECAMY
Extreme Night vol. III

RELACJE
"CREATIVE ACT OF MUSIC TOUR 2010" - VIRGIN SNATCH, THY DISEASE, ARMAGEDON, HEART ATTACK, NAMMOTH - Rzeszów, 12.01.2010

15.02.2010
NEWSY

13.02.2010
POLECAMY
TRASA KONCERTOWA ROTTING CHRIST PO POLSCE

09.02.2010
POLECAMY
LET THE NORTH BURN TOUR

04.02.2010
NEWSY

01.02.2010
POLECAMY
EFFECT MURDER: KONCERT "EXTREME METAL UNDERGROUND" - nowa data

i
| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | | INDEX |


INDEX   E   [1  2   3] 




ENOCHIAN CRESCENT - "Black Church"
(CD 2006 / Woodcut Records & Foreshadow Productions)
Gdy człowiek zaczyna czasem analizować otaczającą go rzeczywistość i bawić się w refleksje nad tym co mu w życiu wyszło, a co nie, to momentami dochodzi do wniosku, że po prostu można usiąść i się rozbeczeć. Najpierw siedziało się w twardej ławce, bo klarowano przez cztery lata, że szkoła średnia to kapitał na przyszłość, potem przez kolejne pięć stosowało się zasadę trzech "z", bo niby studia ułatwią w przyszłości życie i inaczej będzie się postrzeganym, harowało się w pocie czoła, aby tylko zasłużyć na stypendium, ale co z tego, skoro życie potrafi być dziwką i po latach wszystko to okazało się wodą na młyn, bo człek robi to czego nie lubi, zarabia marne grosze i nie widzi żadnych perspektyw na lepszy future? No, na pociechę można sobie tylko powiedzieć, że nie jest się jedynym, lecz jednym z wielu tysięcy, którzy są w podobnej sytuacji, ale jak może być inaczej, skoro dwóch takich co ukradli księżyc jeszcze pewnie urozmaici realia życia nie raz, bo jeśli się ma do pomocy jednego takiego, któremu słoma z butów wyłazi i dosłownie, i w przenośni oraz jeszcze drugiego mędrca, który w polskim systemie edukacyjnym wprowadzi zapewne lada dzień jako pomoce szkolne liczydła, bo w końcu tradycja to tradycja? Eeech, w zasadzie nie ma co łamać sobie nad tym głowy, skoro towarzysz Winnicki stwierdził w jednym z odcinków "Alternatywy 4", że gdyby mogło być gorzej, to już dawno by było, a poza tym już jesteśmy trzy lata w Unii, więc cieszmy się życiem i napawajmy radością, skoro kraj nasz zmierza ku coraz lepszemu! Wychodzi na to, że niedługo będzie tu prawdziwe Eldorado, ci co mają zarobić, to na pewno zarobią, w końcu za metr kwadratowy trawnika, na którym koczują w namiotach głodujące pielęgniarki też da się zrobić niezły szmal. Lustracje przyniosą kolejne zyski, nie mówiąc już o tym, ile usłyszymy przy tym kolejnych rewelacyjnych rewelacji - może tym razem okaże się, że Miś Uszatek donosił na Zająca Poziomkę? Kto wie, czy na indeks nie trafią także Bolek i Lolek, bo nie dość, że tak zażyła męska przyjaźń już na kilometry śmierdzi przypałem, to jeszcze do tego wszystkiego dokłada się Tola i już mamy trójkąt, do jasnej cholery? Tego nie było i nie będzie! A poza tym co komu przeszkadza, że policja podczas interwencji mówi zatrzymanemu kto ją wezwał i spod jakiego numeru? Szczerość zawsze jest godna szacunku. Po co robić wielkie larum, że postoi się sobie dwie godziny w kolejce na poczcie? Przecież czas spędzony w ten sposób zawsze sprzyja nawiązywaniu nowych znajomości i prowadzeniu konwersacji na tyle ciekawych tematów. No i nie rozumiem też wreszcie, z jakiego powodu być niezadowolonym, skoro półki dziś uginają się od całej gamy towarów, a ceny są takie a nie inne, bo gdyby były niższe, to nie mający już żadnych potrzeb i stojący jedną nogą nad grobem emeryt wszystko by wykupił i dla młodszych nic by nie zostało? Same plusy jak widać, czyż nie? O co więc człowiek ma pretensje, skoro to wszystko ma swoją logikę? To pozostaje już kwestią niezgłębioną. Buk jeden wie za to, jaki cel przyświecał z kolei takiemu ENOCHIAN CRESCENT, który postanowił nagrać "Black Church" - po to, aby udowodnić, że można inaczej? Widocznie tak, bo w końcu sznur na szyi zawsze można sobie zawiązać, każdemu z nas prędzej czy później dane jest przenieść się do wieczności, tylko czy faktycznie z tak duperelnych powodów jest sens wyręczać los własnymi rękami? W końcu nasze życie będzie jak poemat, trzeba tylko znaleźć dobry temat, poza tym w siódmym niebie nienawiści lepiej niż na haju nam i trzeba także pamiętać o jednym - najważniejsze, aby plusy nie przesłoniły nam minusów!
PS. Aha, ENOCHIAN CRESCENT niby gra black metal i pochodzi z Finlandii, ale co z tego?
ocena: -/10
www.enochian-crescent.com
www.woodcutrecords.com
www.foreshadow.pl
autor: Mikołaj "Manstein" Kunz


EVOCATION - "Tales From the Tomb"
(CD 2007 / Cyclone Empire Records)
Dla fanów DISMEMBER, ENTOMBED, KAAMOS, NECROPHOBIC, HEATSHEADS - ten, komu choć trochę znana jest namiastka twórczości tychże grup, może bez obaw sięgnąć także po EVOCATION. Jak widać i słychać, duch old schoolowego death metalu wciąż ma się całkiem nieźle i nieprędko zagrozi mu samoczynne wyzionięcie. Mówcie co chcecie, ale mnie do takiej muzyki przekonywać nie trzeba i choćby 100 ubranych w skąpe fatałaszki króliczków "Playboya" kładąc mi dłonie pod odzież lubieżnie wzdychało i kazało wybierać pomiędzy sobą a starą szwedzką jazdą, domyślacie się zapewne na co bym się zdecydował? Żałowałbym zapewne potem swojego kroku jak licho, miotając się z wściekłości i chodząc jak kot z pęcherzem, ale czy tak na dobrą sprawę Sophia Arden, Aria Giovanni, Penelope Jimenez czy Alyia Wolf chociażby poczułyby się w jakimkolwiek stopniu dotknięte, że nimi wzgardziłem? Ciężko mi jakoś to sobie wyobrazić, bo takich jak ja mają zapewne na pęczki... Szwedzkich kapel grających death metal też jest wprawdzie na pęczki, sytuacja w tym przypadku jest jednak o tyle specyficzna, że niewiele z nich zachowało urodę, która pomimo upływu lat nie niszczeje, kompletnie ignorując rozmaite Loreale, Vichy czy Oriflame'y. Nie wiem, co zadecydowało o tym, że akurat spośród takiego grona szczególnie miłe wrażenie wywarło na mnie EVOCATION, nie wiem także jak mogło się stać, że nie miałem bladego pojęcia o istnieniu tegoż bandu, skoro po świecie tuła się już 15 lat, wiem za to jedno - pierwsze zetknięcie się z "Tales From The Tomb" doprowadziło do tego, że serce zabiło mi o wiele mocniej, nie zaznałem ani jednej nocy spokojnego snu i z powodu rozkojarzenia o mało nie zaważyło na moim rozstaniu z miejscem pracy. Wierzcie mi bowiem, że staromodny, archaiczny szwedzki decior zawsze był, jest i będzie dla mnie obiektem pożądania, właśnie takie płyty jaką uraczyło nas EVOCATION będą zawsze powodować w moim żołądku ciepło, a w oczach świecące ogniki. 11 trącących myszką, aczkolwiek wciąż poruszających serce i duszę kawałków plus jakby deserowy dodatek w postaci własnej interpretacji "But Life Goes On" wiadomo kogo, to wszystko, co składa się na program "Tales From The Tomb", krążka może nie wybitnego, ale na pewno posiadającego styl, klasę i śmierć metalowy seksapil. Takie granie jest światu potrzebne, daje bowiem świadectwo wiecznie żywej spuścizny, nie pozwalając tym samym death metalowi na podzielenie losu dinozaurów. Ból po zeszłorocznym zgonie KAAMOS do dziś jeszcze ściska mi serce, liczę więc na to, że lukę po takim ubytku wypełni chociażby EVOCATION, czego oczywiście chłopakom serdecznie życzę. Być może stary sentymentalista jest ze mnie, ale w końcu niejeden z nas lubi pogrzebać od czasu do czasu w dobrych wspomnieniach, jeśli są jeszcze zatem na padole niniejszym podobni do mnie, powinni koniecznie umówić się na randkę z EVOCATION. Sytuacja jest o tyle dobra, że będzie to zawsze odwzajemniona miłość, przy której o zazdrości mowy nie ma wcale. Przekonajcie się zresztą sami. Sweden rules!
ocena: 8,5/10
www.cyclone-empire.com
info@cyclone-empire.com
autor: Mikołaj "Manstein" Kunz


EMPATIC - "Promo 2007"
(Demo-CD 2007)
Zazwyczaj przy pisaniu recenzji płyty danego zespołu staram się zerknąć na jego stronę www. Tak też się stało, gdy wsłuchiwałem się w materiał promocyjny EMPATIC. Okazało się, że nie mam do czynienia z nowicjuszami, bo grupa powstała na gruzach co najmniej trzech wcześniej działających bandów: MACHU PICHU, 5EKTA i WHOYEAH (z takimi szyldami chyba trudno osiągnąć coś znaczącego, hehe), a sami muzycy to już nie nastoletni kolesie (poza jednym z gitarzystów). Nie mam pojęcia co grały wymienione kapele, ale mam wrażenie, że muzyków połączyło w EMPATIC to, by grać mieszaninę thrash i death metalu. Nie nazbyt oryginalną, nie oszałamiającą umiejętnościami, bezlitosnymi blastami czy ogólnym ekstremizmem, ale z drugiej strony nie są to dźwięki lekkie, lepkie od melodii i zagrane na przeciętnym poziomie. Da się wyczuć, że muzycy osłuchali się sporo płyt takich bandów, jak DEATH, IN FLAMES, TESTAMENT i tym podobnych i na podłożu swych fascynacji oraz nienajgorszych umiejętności starają się złożyć coś trzymającego się przysłowiowej "kupy". Jeszcze nie do końca wychodzi to tak, jak powinno, jeszcze nie ma w tym zespole tej "właściwej chemii" lub wewnętrznej empatii i te pięć utworów utonie wśród wielu podobnych demówek grup, które są na początku swojej drogi, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Grać koncerty, zamykać się jak najczęściej w sali prób i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. I pozbyć się pewnych schematów przy układaniu dźwięków. Nie wiem natomiast czemu miało służyć zamieszczenie pod numerem pięć coveru "Enola Gay". Kawałek to w swej prostocie dobry i stylowy w nurcie, jaki reprezentuje (kiedyś określało się to mianem "new romantic", obecnie bardziej pasowałby termin "electro-pop"), ale nadaje się głównie do interpretacji przez "zelektronizowanych" muzyków grających w podobnej estetyce co OMD.
ocena: 6/10
www.empatic.com
empatic@op.pl
autor: Diovis


ENDSTILLE - "Frühlingserwachen"
(CD 2003 / Twilight Vertrieb)
"...Tu Londyn, oto wiadomości: niemieckie radio ogłosiło, że Hitler nie żyje..." - takimi oto słowami, pochodzącymi zapewne z fragmentu komunikatu spikera brytyjskiej rozgłośni BBC rozpoczyna się druga płyta ENDSTILLE. Niewykluczone, że zamysł umieszczenia takiej wypowiedzi na początku albumu nawiązywać może także do jego tytułu (przebudzenie wiosny). Któż bowiem w europejskich krajach dotkniętych wojenną pożogą nie wydał w ówczesnych majowych dniach cichego westchnienia ulgi na wieść o śmierci człowieka, który zgotował krwawą łaźnię milionom, doprowadzając tym samym do zguby także i własny naród? To było jak podwójne przebudzenie wiosny, nie tylko z racji na porę roku, ale także i ze względu na to, że skończył się trwający sześć lat koszmar i wreszcie nastało nowe życie... Kwestia tego, czy odpowiedzialny za rozpętanie wojny poniósł wówczas faktycznie śmierć to już wprawdzie działka pana Wołoszańskiego, odrzućmy jednak te wzniosłe filozoficzne dywagacje, aby skupić się na zawartości drugiego krążka kilońskiej ekipy, która pozostając wierna swojemu muzyczno - tekstualnemu przesłaniu po raz kolejny sięgnęła po wszelkie możliwe środki, aby zaatakować błony bębenkowe dźwiękami o sile rażenia, dorównującej co najmniej moździerzowi z front coveru płyty. Ten, kto jest świeżo po lekturze mojej recenzji debiutu Niemców zdążył zapewne już zorientować się z czym toto się je, ja sam mogę natomiast stwierdzić, że kolejne danie pochodzące z kuchni ENDSTILLE nie posiada niczego, co mogłoby smak zepsuć albo ulepszyć. Uzyskane ponownie w JAKs-Hell Studio brzmienie, jak i opatrzona nim muzyka, także i tu zalatuje powiewem piwnicznej stęchlizny trzypiętrowej czynszówki, szczurzych odchodów i spleśniałych ziemniaków, wypuszczających pod wpływem ciepła żółtawe pędy. O ile jednak z "Operation Wintersturm" zdecydowanie wyzierała szybkość pocisków wystrzeliwanych z MG-42 (szeroko rozpowszechniony w armii niemieckiej podczas II wojny światowej karabin maszynowy, do którego notabene chętnie porównują muzykę ENSTILLE jej autorzy), przy drugim longu można raz po raz odsapnąć, gdyż wolniejsze partie, kojarzące się bardziej z toczącymi się mozolnie "Tigerami" lub maszerującymi na pole walki dywizjami, są na krążku gościem jeśli nie częstym, to na pewno dającym się zauważyć. Nie wiem jak wy, ale ja lubię coś takiego. Nie będę zatem ukrywał, że np. taki "Ripping Angel Flesh" cholernie mi się podoba, gdyż marszowe tempo tegoż kawałka automatycznie nasuwa mi skojarzenia z wielbionym zapewne i przez was Mrocznym Tronem, który też kilkakrotnie dał się od tej strony poznać. Uważny słuchacz wyłowi zresztą nawiązań do norweskiej legendy znacznie więcej, choć jak wspominałem już poprzednim razem, od bezczelnego kopiowania na pewno jest to bardzo dalekie. Kontynuując temat poszczególnych utworów, do grona swoich faworytów zaliczyłbym także bezsprzecznie "Defloration", którego początkowe wolne tempo przypominające letni deszcz, przeobraża się po chwili w trwające już do samego końca grzmoty i błyskawice oraz następujący po nim "1914", który w jakimś tam stopniu oddaje klimat ówczesnej wojny pozycyjnej, kiedy to tonące w błocie i strugach jesiennych ulew oddziały, nękane przez choroby, brud i wszy, zalegały w zasłanych trupami okopach razem z nimi śpiąc, jedząc i załatwiając najbardziej podstawowe czynności. Nawet bez znajomości tekstu łatwo to sobie wyobrazić. Zresztą lepiej nawet sobie nie wyobrażać, a co dopiero doświadczyć osobiście, bo podłe to wszystko, że szkoda gadać... Oprócz całokształtu muzy ENDSTILLE oczywiście, bo choć może jak ówczesne realia, znane z filmów dokumentalnych, brzydkimi i szarymi barwami się mieni, to jakoś ma w sobie małego bakcyla, którego ja akurat połykam. Sądzę więc, że na Krzyż Żelazny drugiej klasy chłopaki sobie zasłużyli.
ocena: 8/10
www.endstille.com
www.twilight-vertrieb.com
autor: Mikołaj "Manstein" Kunz


ENDSTILLE - "Operation Wintersturm"
(CD 2002 / Twilight Vertrieb)
Wszystko skończone. To wiedzieli już wszyscy obywatele Rzeszy Niemieckiej na początku 1945 r., kiedy to kraj ich znalazł się w kleszczach nacierających ze wschodu i zachodu sił alianckich. Pożoga wróciła tam, gdzie została rozpętana i choć propaganda robiła wszystko, aby przekonać mężczyzn, kobiety i dzieci o nadchodzącym ostatecznym zwycięstwie, próbując jednocześnie rozbudzić fanatyczną wolę oporu, nic nie mogło już uratować sytuacji. Pozostały ruiny, zgliszcza i setki krzyży, stanowiących namacalny dowód okrucieństwa wojny, pożerającej tysiące istnień ludzkich, co w obliczu całkowitej klęski wydawało się tym bardziej pozbawione sensu i podkreślające tragizm niniejszej rzeczywistości. Właśnie tysiące takich krzyży, jak na okładce debiutanckiego albumu ENDSTILLE rozsianych było wzdłuż i wszerz kraju, który miał zapoczątkować tysiącletnie imperium, budując je przy pomocy milionów żołnierzy, spajających jego fundamenty własną krwią... Straszne to wszystko, ale prawdziwe. Przygnębiające, bo na dobrą sprawę w każdej wojnie tak naprawdę nie ma zwycięzcy - obie strony są przegrane, gdyż wysiłek tych, którzy giną za sprawę o którą walczą, rozpacz z powodu utraty bliskich, urazy psychiczne, nędza i zniszczenie, są zjawiskami odnoszącymi się do każdej z nich, a wszystko inne przekłada się tylko na liczby. Z tego samego zdaje sobie też zapewne sprawę ekipa z Kilonii, której członkowie, mając niewątpliwie dziadków stawiających czoła nieprzyjacielowi na wielu frontach ostatniej wojny światowej, postanowili z takim właśnie przesłaniem wyjść do słuchaczy. Przyznaję, że udało im się to całkiem fajnie, bo "Operation Wintersturm" jak dla mnie jest płytką wręcz wyborną. O istnieniu komanda odpowiedzialnego za jej popełnienie wiedziałem już od dawna, zarówno z czasopism naszych zachodnich sąsiadów, jak i posiadanych w jego ojczyźnie znajomych. Nigdy nie miałem jednak okazji bliżej zapoznać się z tą muzyką, choć okładki albumów, zawierające zdjęcia żołnierzy Wehrmachtu i inne wojenne obrazki, sugerowały, że z racji zainteresowań powinno mi się to na swój sposób spodobać. Wreszcie na pamiętnym Wacken 2005 obejrzałem koncert grupy, który bardzo w moje gusta utrafił, jednakże w potencjalne albumy zaopatrzyć udało mi się dopiero całkiem niedawno. Nie wiem, na ile ENDSTILLE znane jest w Polsce, z tego co pamiętam, na łamach naszych znanych periodyków reklamowano chyba w zeszłym roku ich występ, czy doszedł on jednak do skutku, tudzież wzrosło w związku z tym grono znających kapelę - nie mam pojęcia. Jeśli nie, pretekst do przedstawienia bandu idealny, tym bardziej, że zapoznać się z nim warto. "Anti - Kriegs Black Metal" to chyba najbardziej trafna definicja, którą mógłbym scharakteryzować styl formacji, gdyż pomimo jednoznacznie kojarzących się okładek, ENDSTILLE nie propaguje wojny ani też jakichkolwiek ideologii, lecz jak już zaznaczałem wcześniej - sprzeciwia się im, wytykając wynikłe z nich negatywy. W dużym stopniu dotyczy to także zjawiska szczególnie katastrofalnego w skutkach w naszym kraju, lecz w małym stopniu istniejącego także i za Odrą, którym jest fanatyczna wiara w wiadomo kogo, równająca się szczególnie już u nas niemalże systemowi totalitarnemu, bo nie dość, że odbiera ludziom rozumy, to jeszcze za złe słowa o nim można mieć masę problemów. Nie wnikam w to, jak bardzo wyznawcy Nazareńczyka uprzykrzają żywot chłopakom z ENDSTILLE, bo w końcu tradycja to tradycja, a muza ich przecież czarnym metalem stoi... Debiut kapeli jest taki, jaki porządny black metalowy album być powinien - jest brudny, surowy, prosty, chropowaty brzmieniowo i ordynarny. Kto stawia na piedestale DARK THRONE, GORGOROTH, tudzież wczesny DODSHEIMGARD, powinien skosztować także i ENDSTILLE, gdyż nawiązania do tychże są aż nadto słyszalne. Niemcy przekuli te jakże szlachetne wzorce na własny germański styl i choć z wiadomych względów do rewelacji daleko temu tak jak stąd do Moskwy, w sumie jest całkiem nieźle, toteż myślę, że dla rozkochanych w surowiźnie blackowego jazgotu, "Operacja Zimowa Burza" powinna być pysznym kawałkiem smoły do wielokrotnej konsumpcji. Nie wypada nie wspomnieć, że nawet i ten zespół zastosował na niniejszym cedeju znaną już chyba przez wszystkich taktykę umieszczania ukrytego utworu za trwającą kilka lub kilkanaście minut zaporą ciszy, w tym wypadku nie jest to już jednak żadne napierdalańsko, ani ryk ani wrzask, lecz... zagrana przy akompaniamencie akordeonu frontowa piosnka z ostatniej wojny o pochodzących z jakiegoś małego miasteczka Fritzu i jego Anne - Marie (!) Na zakończenie podaję skład: Iblis (Propaganda), L. Wachtfels (Sturmgeschütz), Cruor (Bombenhagel) i Mayhemic Destructor (Artillerie). Jedyna chyba oryginalna rzecz na tej płycie, heh?
ocena: 8/10
www.endstille.com
www.twilight-vertrieb.com
autor: Mikołaj "Manstein" Kunz


EYES OF LIGEIA - "A Fever Which Would Cling to Thee Forever"
(CD 2006 / Paragon Records & Foreshadow Productions)
Długo nie mogłem "przegryźć" muzyki tego zespołu i do dziś rodzi we mnie sprzeczne odczucia. Doprawdy dość osobliwy i intrygujący materiał. "A Fever Which..." jest już czwartym pełnowymiarowym krążkiem zespołu. Za całokształt twórczości odpowiedzialny jest niejaki Dante. Charakteryzuje się ona rytualnym, wisielczym klimatem. Muzyka EYES OF LIGEIA jest efektem połączenia doom oraz black metalu. BURZUM, XASTHUR, KROHM czy NORTT z pewnością stanowią dla Dante źródło inspiracji. Zawartość "A Fever Which..." nie jest jednak tak obłędna, przerażająca i silnie oddziałująca na percepcję słuchacza jak wyżej wymienionych. W tej materii pozostaje twórcy dźwięków EYES OF LIGEIA sporo do zrobienia. Usłyszałem jednak na tej płycie sporo ciekawych patentów, ale również sporo mulistych i nudnych partii. Dopracowania wymagają aranżacje, którym często brak spójności. Zespół podąża jednak właściwą drogą. Posiada duży potencjał. Jeżeli konsekwentnie będzie dbał o swój rozwój, może w przyszłości bardzo pozytywnie zaskoczyć nie jednego fana ciężkich brzmień.
ocena: 6/10
www.eyesofligeia.org
www.paragonrecords.net
autor: Warzych

EYES OF LIGEIA - "A Fever Which Would Cling To Thee Forever"
(CD 2006 / Paragon Records & Foreshadow Productions)
Niektórzy mogą kojarzyć tę formację z ich wcześniejszych produkcji, które ogólnie mówiąc można było wrzucić do szufladki z napisem doom/death metal. Od jakiegoś jednak czasu główna postać w EYES OF LIGEIA - wokalista, gitarzysta i klawiszowiec Dante wraz z zapraszanymi gościnnie muzykami kieruje się ku melancholijnej stronie blackmetalowego grania. Dlatego najnowszy, czwarty już album pt. "A Fever Which Would Cling To Thee Forever" zawiera dźwięki, które mają szansę dotrzeć przede wszystkim do zwolenników XASTHUR, KROHM czy NORTT, choć nie jest aż tak dołujący jak twory tych wymienionych. Nie można jednak odmówić temu wydawnictwu tego, że oferuje duszne, ponure i przytłaczające dźwięki wytworzone głównie za pomocą oszczędnych, acz efektywnych partii gitar i perkusji. Klawisze i gitarowe akustyki pojawiają się we właściwych momentach, by nieco rozrzedzić i tak bardzo mroczną atmosferę tego albumu. Cała płyta, łącznie z samym tytułem i obrazkiem na okładce, czerpie z dziedzictwa chorej literatury grozy Edgara Allana Poe, a w szczególności jednego z jego poematów zatytułowanego "Spirits of the Dead", lecz równie dobrze odwołuje się do jeszcze bardziej przerażających dokonań Howarda Philipsa Lovecrafta. EYES OF LIGEIA oddaje w ciekawy sposób nastrój osamotnienia, mistycyzmu i nie poznanej natury tajemniczego Wszechświata. Fani depresyjnego black'u i funeral doom'u będą wpiekłowzięci.
ocena: 7/10
www.eyesofligeia.org
www.paragonrecords.net
autor: Diovis


ENTROPIA - "Closer"
(Demo-CD 2006 / Metal Jeers Productions)
"Closer" to tytuł debiutanckiego i ponadczasowego dzieła legendarnego JOY DIVISION. Taki tytuł nosi też młodszy o 27 lat debiut białostockiego bandu ENTROPIA. Jakżeż odmienne to klimaty i, niestety, poziom. O ile jeszcze mogę zrozumieć, że czwórka białostoczan chciała utrwalić na płycie swoje pierwsze próbki nagrań, to już nie bardzo czaję, jak bezkrytycznie się do nich odnieśli, by od razu czynić z "Closer" swoje oficjalne demo, które w dodatku promuje i rozprowadza Metal Jeers. Rozumiem, że zdecydował o tym drugim lokalny patriotyzm, choć w przypadku tego czteroutworowego materiału można użyć jedynie sformułowania "falstart". Tak, panowie - to zdecydowanie falstart! Chcieliście nagrać utwory utrzymane w stylistyce black/death metalu, ale nawet jeśli miało z tego wyjść coś szybkiego, głośnego i agresywnego, to niestety chybiliście. Perkusista męczy swój zestaw perkusyjny, ale wychodzi z tego tylko nieprzekonujące cykanie, gitary grają przez 10 minut te same riffy na okrągło, basu nie słychać, a wokal tylko akompaniuje reszcie. Chyba nie tak młoda kapela wyobraża sobie swoje pierwsze demo? Sorry, ale w tym wszystkim nie ma ani odrobinę jadu, powera i energii, a przede wszystkim ładu i składu. Nie pomogła też ani trochę pomoc Pierścienia z INCARNATED i DEAD INFECTION, bo to on nagrywał to demo w swoim Bloodline Studio. Przykro mi - przed wami jeszcze dłuuuuuuga droga, by zwrócić na siebie uwagę w nieco lepszy sposób i pozwolić zapomnieć o tym, co nam tutaj zaoserwowaliście... Na razie, na zachętę, daję wam trzy punkty.
ocena: 3/10
www.metaljeers.bial.pl
loftarasa@op.pl
autor: Diovis


EMBRIONAL - "Cusp of Evil"
(Demo-CD 2006)
Dobrą muzę wysmażyli goście z EMBRIONAL!!! Jest to zdecydowanie jedno z najciekawszych materiałów demo jakie dane było mi usłyszeć w tym roku (jeśli nie najciekawsze)! Jestem pełen uznania dla EMBRIONAL, tym bardziej, że "Cusp of Evil" to debiut zespołu. Gdybym nie zdążył przeczytać na notce załączonej do płyty, że słucham muzyki kapeli ze Śląska, dałbym sobie nerkę wyciąć, że ten stuff powstał za oceanem, najprawdopodobniej kilkanaście lat temu, a teraz ktoś wygrzebał to jako nie odkryty dotąd rarytas. Mojego tak jednoznacznego skojarzenia proszę nie traktować jako zarzut lub przytyk. Absolutnie!!! Panowie zapodają death metal starej szkoły, jednak nie wtórny (jakby to niedorzecznie zabrzmiało) i pokryty mułem. Numery zostały przyrządzone wedle najlepszych amerykańskich receptur, lecz ich przygotowanie nie zostało pozbawione inwencji własnej. Przyprawione zostały znakomicie!!! Muzycy EMBRIONAL to wytrawni znawcy klasycznego death metalowego łojenia, więc nikt nie musi się obawiać, że kompozycje na "Cusp of Evil" to odgrzewane kotlety przeleżałe w jakiejś zatęchłej chłodni przez piętnaście lat, lecz przyrządzone ze świeżego i krwistego mięska. Dziwię się ogromnie, że tych sześć znakomitych, mrocznych jak sam mrok utworów nie doczekało się jeszcze oficjalnej oprawy. Może wydawcy w kraju i za granicą naszego państwa nagle utracili zmysł słuchem zwany...??? Hm... przed chwilą wysłuchałem sporo z nowej płyty INCANTATION... i wiecie co, wyłączyłem i jeszcze raz odpaliłem "Cusp of Evil"... Myślę, że ów fakt wystarczy za rekomendację muzyki EMBRIONAL... Odłóżcie śmieszne pięć zeta na płytkę i kolejne trzy na przesyłkę i zamawiajcie tego cedesa poprzez embrional@op.pl. Przekonajcie się sami o jego wysokiej wartości. Za te zacne 41:01 minuty to naprawdę bezcen!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!.
ocena: 8/10
www.embrional.com.pl
autor: Warzych


ETERNAL MAJESTY - "Wounds of Hatred And Slavery"
(CD 2006 / Candlelight Records & Mystic Production)
Nie wiem jak to się stało, ale jest do dopiero drugi pełnowymiarowy materiał tej kapeli. Jak na 11 lat działalności jest to niewiele. Kapela ma, owszem, szereg splitów i demówek na koncie, nawet jakiś tam album live, ale płyt dopiero dwie. Zespół wyjadaczom podziemnych wyziewów jest jak najbardziej znany. Kapela gra black metal, a w jej skład wchodzą członkowie ANTAEUS, ANCESTRAL FOG i francuskiego ATROX. Po krótkim mariażu z Battles`RS, gdzie wydała swój debiut, przyszedł czas na Angoli z Candlelight. Najnowsza płyta to prawdziwy jak dzisiejsze wybory samorządowe, black metal, oparty na znanych schematach w stylu intro, napierdzielamy ile wlezie, zwolnienie (chwytliwy refren) i dalej jazda, plus ewentualnie jakieś outro. Ile już kapel zastosowało i stosuje takie patenty... zapominając niestety o klimacie swojej muzyki. Na tym materiale dopiero czwarty numer zainteresował mnie na dłużej ze względu na wspomniany wcześniej klimat. Niestety nie jest to coś odkrywczego, czy rzucającego na kolana. Po prostu zapachniało mi starym BATHORY i tyle. Na okładce promówki znalazłem wiadomość, że kapela tworzy "mroczną i zimną atmosferę, nieco melodyjną i depresyjną". Cóż, z tego wszystkiego znalazłem na tej płycie tylko melodię i rzeczywiście zimną atmosferę. Mroczna to ta płyta pewnie będzie dla jakiegoś małolata, a słuchając jej nadal mam wyśmienity humor. Tyle a propos marketingu. Zbieracze i tak kupią, ortodoksi - nie sądzę, a cała reszta... w końcu mamy demokrację, hehe.
ocena: 9/10
www.eternalmajesty.com
www.candlelightrecords.co.uk
autor: sThor


EMETH - "Reticulated"
(CD 2006 / Brutal Bands)
Bliżej mi nie znana belgijska załoga death metalowa EMETH wydała całkiem niedawno swój drugi album. Każdy więc komu nie obce są techniczne zawiłości okraszone stosowną dawką brutalizmów, powinien w tym momencie skupić się na tej nazwie. Album jest niezwykle krótki, ale to wcale nie pozwala szybciej się z nim oswoić. Za mix finalny odpowiedzialny jest rezydujący w Dug Out sam Daniel Bergstrand, więc każdy, kto słuchał ostatnich płyt BEHEMOTH, IN FLAMES, zapewne ma świadomość, że albumy które wyjdą spod jego ręki mają morderczy, a zarazem krystaliczny sound. W przypadku kapeli takiej jak EMETH ma to kluczowy wpływ na odbiór muzyki, która jest bardzo zawiła, miejscami naprawdę chaotyczna. Trochę pod tym względem przypominają Finów z DEATH DU JOUR, którzy do mieszania w muzyce są całkiem podobnie nastawieni. Belgowie mają jednak bardziej chwytliwe czy też zjadliwe kompozycje, poszczególne fragmenty utworów nie są tak drastycznie od siebie oddalone, a momentami nawet owe połączenia zaskakują. Nie jest to album dla death metalu w jakiś sposób przełomowy, ale panowie za sprawą swoich pomysłów wnoszą, podobnie jak wspomniany wcześniej BEHEMOTH, nową świeżość, nową jakość do tego gatunku. Warto się EMETH zainteresować ze wszystkich wymienionych względów, chociaż jak zwykle to życie zweryfikuje, czy dla takich kapel znajdzie się miejsce w muzycznym panteonie...
ocena: 7,5/10
www.brutalbands.be
www.emeth.be
autor: kaReL


ENTHRALLMENT - "Smashed Brain Collection"
(CD 2006 / Grindethic Records & Grotesque Production)
Takie zabiegi jak lobotomia czy wszelkiego rodzaju amputacje to dla Bułgarów chleb powszedni. ENTHRALLMENT dał się już poznać światu za sprawą kilku metariałów, jak chociażby "The Scarlet Difference" (1999) czy MCD "Burning Fields", którego reedycja pojawiła się w 2004 roku. Hołdujący muzycznej ekstremie band szybko zdobył zaufanie fanów i dwóch wytwórni (brytyjskiej Grindethic Records oraz hiszpańskiej Grotesque Production), które na zasadach współpracy postanowiły wydać ich pierwszy duży album. "Smashed Brain Collection" to ukłon w stronę old schoolowego death metalu wypełnionego po brzegi z reguły już nieświeżą zawartością. To, że menu nie jest zbytnio urozmaicone nie ma większego wpływu na odbiór - w tej muzie nie chodzi o zdobywanie nowych szczytów, o poszukiwanie nowych rozwiązań. Ona ma być po prostu maksymalnie brutalna, krwista, no i musi posiadać ten typowy koncertowy feeling, który zachęci masy do szaleńczego pogo. To jak wypada zespół w koncertowym amoku możemy sprawdzić, dzięki video z gigu zorganizowanego gdzieś w ciasnej piwniczce. Jak dla mnie koleś za dużo nawija pomiędzy numerami, ale generalnie grają bardzo dobrze, nie gubiąc się ani przez moment. W tym temacie już wszystko zostało powiedziane, a kto ma wątpliwości co do obszaru, po jakim porusza się ENTHRALLMENT, niech zerknie na tytuły kawałków: "Total Zombie Domination", "Mutant" czy "Carnal Affection" a wszystko stanie się bardziej przejrzyste...
ocena: 7/10
www.grindethic.co.uk
www.enthrallment.net
autor: kaReL


ENID - "Gradwanderer"
(CD 2006 / Code666 & Foreshadow Productions)
Dżiiiizas co za tandeta. Dawno nie słyszałem tak przeraźliwie mdłego albumu. "Metal' w wykonaniu Muzyka ENID jest idealną karykaturą gatunku. Arcydziełem muzycznej miernoty i twórczej impotencji. Jestem zdumiony, że Code666 wypuściło coś takiego. Patrzę i nie wierzę. Na moje nieszczęście nie doznałem halucynacji lub choćby chwilowego niedotlenienia mózgu. To coś rzeczywiście kręci się w moim cede plajerze. Do mych uszu dociera jakieś pseudosymfoniczne pitolenie, pseudooperetkowe zawodzenie, jakieś kurna szanty, postgregoriańskie pojękiwania. Coś strasznego. Bardowie z ENID powinni odłożyć elektryki i przestery na półkę, zaopatrzyć się w mandoliny i wyruszyć w tourne po wsiach Bawarii, których liczba mieszkańców nie przekracza setki. Wtedy sukces mają gwarantowany... Nacisnąłem po trzecim kawałku "stop". Co za ulga! Jeszcze jeden numer i musiałbym łyknąć psychotropy. Muszę zaczerpnąć świeżego powietrza... Uffff... Koszmar!!! Nie ważcie się dotykać tego albumu (!!!), no chyba, że macie ochotę zostać pacjentami zakładu psychiatrycznego... Wolna wola.
ocena: 1/10
www.code666.net
www.foreshadow.info
www.enid-webrealm.de
autor: Warzych


EXTINCT GODS - "Dies Nefasti"
(CDR 2006 / Scream In Flames Productions)
Techniczny death metal cieszył się wśród polskich kapel zawsze sporym powodzeniem, o czym świadczy, że można wyliczyć dość pokaźną ilość nazw: począwszy od SCEPTIC poprzez nieco zapomniany SEPSIS, aż po młodsze pokolenie, do którego można zaliczyć choćby obiecującego REDEMPTORa. Dlatego poniekąd nie zdziwiło mnie istnienie kolejnej grupy tego typu, a jej nazwa brzmi EXTINCT GODS. Zaskoczył mnie jednak pozytywnie poziom ich muzy na debiutanckim materiale "Dies Nefasti" i nie "usprawiedliwia" tego bynajmniej fakt, że nagrań dokonali w Hertz Studio, którego szefowie, bracia Wiesławscy, potrafią wyciągnąć więcej niż możliwe z każdej z kapel, jaką nagrywają. Bo też umiejętności tych pięciu koleżków bronią się same, a umiejętność wyciągnięcia właściwych wniosków z niejednokrotnego przesłuchania płyt DEATH czy tym podobnych mistrzów zaowocowała naprawdę interesującym stuffem. Żeby jednak nie było niedomówień i podejrzeń, że chcę przyszyć im łatkę kolejnego zespołu, który czerpie pełnymi garściami z dokonań bardziej uznanych artystów, dodam, że ujęli to po swojemu, chwilami nawet brutalizując mocno swój przekaz dzięki mocniejszym wokalom czy szybszym fragmentom. Ładnie udało im się zrównoważyć precyzyjne i wymagające wielu prób patenty z ekstremą i agresją, co w efekcie dało materiał zróżnicowany i nadający się do uważnego wsłuchania, ale przy tym wciągający do podscenicznych szaleństw lub chociażby machania łbem na domowej imprezce. Gitarzyści sporo kombinują, jest wiele ciekawych solówek, bas też wygrywa niezłe patenty, całość jest spójna i nie daje się jej słuchać na wyrywki - to zdecydowane pozytywy. Na drugim biegunie są bębny, które dobrze trzymają rytm - i owszem - ale ich brzmienie już nie "pachnie" Hertz'em, jest zbyt mechaniczne i nie ma tego niezbędnego powera. Również wokale chwilami zbyt natarczywie kojarzą się z tymi uzyskiwanymi przez Marcina Urbasia na płytach SCEPTIC, ale na szczęście odpowiadający za nie Adam Rodakiewicz stara się nie trzymać jednego szablonu i czasem growluje jak rasowy deathmetalowiec rodem ze Stanów. Podsumowując - więcej jest na "Dies Nefasti" plusów niż minusów, a u debiutanta to już duży atut. Podobno EXTINCT GODS planuje już nagranie pełnego albumu i jeśli wyciągną odpowiednie wnioski, może być ultra-ciekawie. Tego im, sobie i fanom technicznego death metalu życzę.
ocena: 7/10
www.extinctgods.metal.pl
www.screaminflames.eza.pl
autor: Diovis


EFFECT MURDER / BLOODPAINT - "Imanusi / Blinded"
(CD? 2005 / Metal Jeers Productions)
Białostockie Metal Jeers wyszło z ciekawą i w sumie potrzebną inicjatywą, jaką jest wspieranie lokalnej sceny poprzez wydawanie zina, prowadzenie dystrybucji oraz wypuszczanie płyt z muzyką tamtejszych kapel. Dzięki temu szansę na zaistnienie otrzymały między innymi EFFECT MURDER oraz BLOODPAINT. Ci pierwsi mają już na koncie kilka mniejszych wydawnictw oraz całkiem pokaźną ilość koncertów na terenie całego kraju. "Imanusi" to jak na razie najnowszy materiał tego bandu i mam wrażenie, że najciekawszy i najbardziej różnorodny. Już poprzednie demo, "Portrait of Fanatic", pokazało ekipę Johny'ego w pozytywnym świetle, bo pomimo jeszcze niezbyt długiego stażu, muzycy kombinowali w ramach pozornie niereformowalnego gatunku jakim jest grind/death i dowiedli, że można zagrać świeżo, a przy tym cholernie ekstremalnie. Na "Imanusi" jest pięć premierowych kawałków, które łączą w sobie szaleństwo znane z wielu krążków czeskich formacji tego typu z zaskakującymi, lekko jazzowymi zagrywkami. Szczególnie słychać to w "Total Fucking Massacre", a z kolei tradycyjne grind'owe brzmienia przynosi "Slava Panoramix'u". Szkoda tylko, że to w sumie tak krótki stuff, ale zawsze można wciśnąć repeat z cyferką "1". Heh, rosną następcy DEAD INFECTION czy SQUASH BOWELS...
BLOODPAINT, mimo że działa ciut dłużej od EFFECT MURDER, to zdaje się być znacznie mniej znany. Pochodząca z Dąbrowy Białostockiej grupa startowała jako ANTARES, nieco później nagrała "Demo '99", a po kilkuletniej przerwie zagościła w progach olsztyńskiego Selani Studio, gdzie powstało demo "Blinded". I właśnie ten materiał znalazł się na opisywanym splicie. Czteroosobowy zespół jest wierny formule old-skulowego death metalu przypominającego nieco wczesne dokonania GOREFEST (wokale, styl grania gitarzystów) i tylko od czasu do czasu podkręca tempo, co w dużym stopniu urozmaica te może nie nadzwyczaj oryginalne dźwięki, ale nie można powiedzieć, by nie przykuwały ucha. Nie brakuje też klawiszowych interludiów, co też może nie jest jakimś szczególnym novum, ale wprowadza sporą dozę klimatu.
Dla tych, którym sama muzyka to mało, oba zespoły przygotowały porcję multimediów: EFFECT MURDER - kilka koncertowych video clipów z koncertów w różnych miejscach Polski, galerię zdjęć i fragment jednej z prób, BLOODPAINT - serię zdjęć różnego rodzaju.
ocena: 7,5/10 (Effect Murder), 6,5/10 (Bloodpaint)
effectmurder.metal.pl
metaljeers.bial.pl
autor: Diovis


ENTER MY SILENCE - "Coordinate: D1SAST3R"
(CD 2006 / JMT-Music & Mystic Production)
Szlag mnie już trafia, gdy sięgam po kolejne wydawnictwo, które nie oferuje nic ponad dobre rzemiosło. Gdybym mieszkał w Finlandii i grał w nie wiadomo ilu kapelkach, to pewnie bym miał już na półce co najmniej kilka albumów ze swoim udziałem. Tak tak, ENTER MY SILENCE to kolejny zespół z kraju ze stolicą w Helsinkach i niestety jeden z tych, które nie wnoszą kompletnie nic nowego do metalu. Na szczęście są w mniejszości i po napisaniu tej recenzji uwolnię się od nich na jakiś nieokreślony czas. Do rzeczy! Ta piątka muzyków działa już od 11 lat, na koncie ma demo, debiut dla Mighty Music (nie słyszałem i pewnie nie mam czego żałować) i wydany w lutym 2006 roku drugi album. Można go podsumować właściwie w jednym zdaniu: to wszystko już było. Ale rozwinę nieco wątek i napiszę, że ENTER MY SILENCE to milion sto pięćdzięsiąty zespolik pogrywający identyczne riffy do tych, które można znaleźć na "The Jester's Race" IN FLAMES. I o ile tamten krążek był czymś naprawdę dobrym i jest nim do dziś dnia, to słuchanie jego kalki w wykonaniu kolesiów, którzy pewnie nosy noszą wyżej od głowy jest po prostu koszmarem. Równie dobrze mogliby grać w jakichś obskurnych knajpach covery dla znudzonych Finów, a potem napić się w swoim towarzystwie i wrócić do swoich żon i kochanek. Odtwórcom nie mówię "nie", ale plagiatorom zdecydowane "stop". Czasem się zastanawiam co dla wydawców jest tak atrakcyjne w tego typu zespołach i płytach? Bo nie muszą głowić się nad hasłami reklamowymi? Bo znajdą paru naiwniaków, którym wcisną to samo w innej oprawie? Naprawdę kompletnie tego nie rozumiem i z całego serca odradzam kupno tego krążka, a nawet zasysanie go z netu, bo tylko zaśmieci wasze pecety... I nie dziwię się, że przed nagraniem tej płyty odszedł od zespołu Mikko Kotomaki, by skupić się na bardziej wartościowych kapelach, jak na przykład SWALLOW THE SUN...
ocena: 1/10
www.jmt-music.net
autor: Diovis


ERESHKIGAL - "The Raping of the Divine"
(CD 2005 / The Temple of Darkness Records)
Heleniczny black metal to specyficzna odmiana tego stylu, po którą sięga zdecydowana mniejszość kapel. Z jednej strony to dobrze - nie da się tak łatwo wyczerpać tematu, a z drugiej źle, ponieważ nie mamy zbyt wielu okazji do poznania tej odmiennej od popularniejszej, skandynawskiej kultury. Trudno to sobie wyobrazić, ale pierwszą datą jaka pojawia się w monografii ERESHKIGAL jest rok 1988. Wtedy jeszcze pod nazwą FLEGETHON funkcjonował zespół zainspirowany grecką kulturą starożytną, który swoje fascynacje zamieniał na dźwięki z kręgu black/death metalu, a także, co w takiej konwencji może być zaskakujące, grindu! W 1994 nastąpiła zmiana szyldu na obecny, to również początek prac nad muzycznym fundamentem tej greckiej hordy. Nagrania ulegają jednak destrukcji i zespół zmuszony jest zaniechać planów wydawniczych. Skrawek ich twórczości zaprezentowany na tym promo, to próba odzyskania starych kompozycji. Nowe studio nie przeszkodziło w reinkarnacji ówczesnego klimatu oraz soundu, o czym zresztą przekonujemy się podczas trwania czterech kompozycji czerpiących na przemian z death, black i thrash metalu, bardziej niż na agresję stawiających na wytworzenie odpowiednio mistycznej aury ("Blapshemated"). Stare death metalowe patenty, jak chociażby te wykorzystane na potrzeby "Invocation Of The Dreaming Dead" mogą też budzić skojarzenia z teraz już niemalże prehistorycznym i zapomnianym obliczem THERION. Niech więc nie odstraszą nikogo sporadyczne klawiszowe wtręty, ani tym bardziej skromne partie skrzypiec. Smaczków tutaj co niemiara, aczkolwiek szkoda, że chociażby taki bas nie pracuje przez cały czas tak, jak przez ułamek sekundy w utworze tytułowym... Tzw. 'die-hard fans' greckich staroci, a także i naszego HOLY DEATH (dużo wspólnych mianowników!) powinni już teraz ostrzyć sobie ząbki i pazurki na całość "The Raping of the Divine", która w pełnej krasie ma zawierać 10 kawałków utrzymanych w podobnej stylistyce. Najbliższe plany zespołu zdają się być poważne, bo mowa jest już o kolejnym wydawnictwie (roboczo zatytułowanym "The Aetherial Testimony"), jak i o mającym ukazać się nieco wcześniej mini-albumie "The Ervos Arisen". Jak nie chcecie mieć zaległości, to już lepiej od razu zacznijcie się za tym materiałem rozglądać... Może to nic powalającego, a tym bardziej nowatorskiego, ale wielbiciele antycznego klimatu odnajdą to co ich najbardziej rajcuje...
ocena: 6,5/10
www.templeofdarknessrecords.com
grereshkigal@yahoo.gr
autor: kaReL


EVENT HORIZON - "Naked On the Black Floor"
(CD 2006 / Cruz Del Sur Music)
Nie tak znowu dawno temu recenzowałem amerykański PHARAOH, którego płytę wydała również włoska Cruz Del Sur Music. Przyszedł czas na kolejną prog-metalową ekipę w barwach tej firmy - tym razem to pochodzący z Włoch EVENT HORIZON. Nowa i pewnie dla większości nieznana nazwa, a muzycy poprzednio działali pod szyldem ATMOSFEAR. Jako, że niezbyt uważnie śledzę scenę w tym gatunku muzyki, ale ufam dobremu smakowi Cruz Del Sur, i tym razem się szczególnie nie zawiodłem. Od początku do końca "Naked On the Black Floor" wypełniają dźwięki przesycone klimatem FATES WARNING, może też w pewnym sensie DREAM THEATRE, QUEENSRYCHE czy zapomnianym już niemal przez wszystkich WATCHTOWER. Jednym zdaniem - solidnie zagrany kawałek mocnego metalu z różnymi fajowymi smaczkami. Muzyka opiera się więc na wiodących riffach gitarowych, ale każdy z pozostałych instrumentów ma tu swoje przysłowiowe "pięć minut" i wykorzystuje je w pełni. Dlatego roi się tu od przeróżnych solówek, wtrętów i łamańców rytmicznych, a przy tym EVENT HORIZON buduje normalne, zgrabnie zbudowane metalowe kawałki. Klawisze niezbyt natrętnie uzupełniają tę konstrukcję, choć Italiańcy nie boją się elektroniki i wtedy, gdy gitary wyciszają się, to na nich opiera się dany fragment utworu. Tak brzmi na przykład piąty na płycie "The Road To Myself". Bardziej rasowe i metalowe są natomiast dla przykładu "Deconstructed" (naprawdę bardzo dobry kawałek!), "Bited" czy też "The Flying Feather". Nie wspomniałem jeszcze o wokaliście, a to nowa twarz w zespole, bo frontmanem jest zaledwie od 2004 roku. Gianluigi Girardi nie boi się prezentować całej palety wokaliz i jedynie wtedy, gdy zaczyna przesadnie piać, może drażnić narządy słuchu. Tak jak we wspomnianym PHARAOH Tim Aymar, tak i w EVENT HORIZON tego typu przejścia z wrzasków do zaśpiewów i odwrotnie (ale to nie tak jak na przykład w SOILWORK czy metal-core'owych bandach) są odpowiednio wpasowanym w muzykę środkiem ekspresji, choć porównując Gianluigi'ego do Tima wychodzi to na korzyść tego drugiego. Pomijając już ten szczegół, muszę przyznać, że "Naked On the Black Floor" to niezła robota i jeśli tylko macie ochotę posłuchać czegoś wyrafinowanego i ambitnego, ale nie przekombinowanego (jak to w prog-metalu bywa), to ten album może stać się dla was jednym z ulubionych w tym kręgu muzycznym.
ocena: 7,5/10
www.cruzdelsurmusic.com
autor: Diovis


EXTREMIST - "Anger Speaks"
(Demo-CD 2006 / własna produkcja)
EXTREMIST pokochali stary thrash metal rodem z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. "Anger Speaks" to 3 nagrane w ubiegłym roku kawałki, w których pobrzmiewają echa wczesnej METALLICY i równie stareńkiego MEGADETH. Pewne gitarowe patenty wręcz nasuwają na myśl konkretne płyty i konkretne fragmenty tychże, ale to akurat nie jest wadą, bo w naszym kraju ostatnio jakoś mało która kapela jest skłonna do czerpania z tych naprawdę zacnych wzorców. Mankamentów doszukuję się raczej w brzmieniu, które - co w sumie zrozumiałe - nie może być perfekcyjne z racji nagrywania materiału w amatorskich warunkach, ale wiele na tym tracą same utwory. Tak energetyczna muza potrzebuje mocniejszego soundu i niezbędnej wręcz dynamiki, dzięki której lat temu 20 i więcej człowiek darł na strzępy co mu się w łapy dostało i machał łbem tak, że następnego dnia nie czuł karku, hehe. Właśnie taki thrash metal w wykonaniu EXODUS, OVERKILL, KREATOR czy SLAYER i wspomnianych wcześniej kapel doprowadzał do pozytywnego szału, co pewnie jest trochę nie do wiary dla tych, którzy wówczas dopiero przychodzili na świat. Ale wracając do 2005 roku, EXTREMIST wypada całkiem nieźle na swoim debiutanckim demo. Mają pomysły na chwytliwe riffy, wokalista odzywa się wtedy, gdy jest to nieodzowne i jeśli miałbym doradzać muzykom, to powinni głównie popracować nad solówkami, bo chwilami są zbyt długie i wtórne. Więcej ćwiczyć i już niedługo będzie cacy :) Sam pamiętam ile godzin trenowałem do nagranych wcześniej na magnetofon riffów, by zbudować jakieś solo, które nie byłoby zbyt chaotyczne, hehe, a i tak do mistrzostwa brakowało mi jeszcze wiele lat świetlnych. Na koniec podam jeszcze tytuły utworów zawartych na "Anger Speaks": "Nevermore", "Disobey" i tytułowy...
ocena: 7/10
www.extremist.metal.pl
traszyn@o2.pl
autor: Diovis


ELYSIUM - "Godfather"
(CD 2005 / Empire Records)
Wrocławski ELYSIUM znam prawie od jego narodzin, tzn. od wydanej własnym sumptem kasetki "Sunset". Przyjemny i klimatyczny był to materiał. Pamiętam, że była to jedna z mych ulubionych polskich produkcji 1997 r. ... Oj wyrosło nam ELYSIUM na poważny zespół. "Godfather" to już ich piąty oficjalny album. ELYSIUM anno domini 2005 jawi się nam jako dojrzały, w pełni świadomy muzycznie zespół, który konsekwentnie buduje swą drogę od "Dreamlands", wydanego w 2000 r. Na nowym krążku znajdziecie Państwo dziesięć utworów energetycznego grania przyprawionego ostrymi melodyjami. Kompozycje są spójne i zawodowo zaaranżowane. Nie doświadczycie tu przypadkowości. Każdy z muzyków zna swój fach. Świetnie brzmi ten album. Rasowo, mięsiście i bardzo selektywnie. Zespół, jak na poprzednich wydawnictwach, przejawia wyraźne inklinacje do szwedzkiego wysokoenergetycznego i melodyjnego grania. I cóż. Chłopaki czują bluesa ... a raczej swedish school. Nie można absolutnie zarzucić muzykom braku profesjonalizmu. Naprawdę prezentują rasowe i zawodowe granie. Brakuje mi jednak w muzyce Wrocławian głębi, która pobudzałaby pozostałe zmysły, nie tylko narządy słuchu, czegoś co sprawia, że dusza budzi się ze snu ... a serducho drży ... Nie będę często wracał do tej płyty, jeżeli w ogóle wrócę ... Cenię sobie ten zespół i mam świadomość, że znajdzie się niezła ekipa entuzjastów "Godfather". Z mojej strony ... słowa uznania za konsekwencję i warsztat.
ocena: 5,5/10
www.empire-records.com.pl
www.elysium.metal.pl
autor: Warzych

INDEX   E   [1  2   3] 



KONTAKT Z WEBMASTEREM: pete.r@interia.pl
 
i


koncert ASPHYX w Polsce

koncert ASPHYX w Polsce

Empatic

AEALO

PSYCHO MAGAZINE

klimatyczne

Leash Eye

;