01.04.2010
NEWSY

24.03.2010
RELACJE
PLEROMS GATE, FURIA - 07.03.2010, Bydgoszcz, Klub "Yakiza"

HYPOCRISY, SURVIVORS ZERO - 25/01/2010 - Berlin, Columbia Club

KATAKLYSM, BELPHEGOR, DARKEST HOUR, SUICIDAL ANGELS, RESISTANCE, 24/01/10 - Berlin, Postbahnhof


23.03.2010
NEWSY

22.03.2010
POLECAMY
DEVILSTONE OPEN AIR
VII OLSZTYN OLD UNDERGROUND "GRIND 'N' ROLL" PARTY

18.03.2010
POLECAMY
BLACKASTRIAL MAGAZINE: NOWY NUMER
WYWIADY
CARNAL

17.03.2010
NEWSY

16.03.2010
POLECAMY
THRASH METAL NIGHT VOL. 1

12.03.2010
POLECAMY
FROM HERE TO PAST 2010 - Asphyx

11.03.2010
NEWSY

09.03.2010
WYWIADY
CLOSTERKELLLER

METALEKSYKON
RUSSIAN CIRCLES

08.03.2010
POLECAMY

NIGHT OF THE ANCIENT DEATH INCANTATION vol.6
METAL WAR MACHINE II
BESTIALITY OVER EUROPE 2010
THRASH METAL MANIA
ANTI-HUMAN BEHAVIORS

03.03.2010
NEWSY

02.03.2010
KONKURSY
KONKURS CORRUPTION / CARNAL

PUSZKA PANDORY
UNWOM - "Phase 1: Inner Earth Dimension"

RECENZJE
AFFLICTION GATE - "Aeon of Nox (from darkness comes liberation)"
ALTVATER - "Chroniken"
ANDRALLS - "Andralls"
BROKEN SWORD - "Nest of Evil"
CARNAL - "Re-Creation"
DIORAMIC - "Technicolor"
DIVINE EVE - "Vengeful And Obstinate"
EFFECT MURDER - "Architects of Sense"
EGZEKUTHOR - "Czas Sumienia"
ENTHRAL - "A Spiteful Dirge"
ESCAPE FROM - "Opętani Okrucieństwem"
FATALIST - "The Depths of Inhumanity"
FORMOSUS - "Alter"
FRONTSIDE - "Korzenie"
GENITORTURERS - "Blackheart Revolution"
GOREZONE - "Brutalities of Modern Domination"
LEASH' EYE - "V.E.N.I."
LIFE AS WAR -"To Tell You This"
MALICE - "Symphony of Darkness"
MANEGARM - "Nattvasen"
MAQAMA - "Maqamat"
MERCILESS DEATH - "Sick Sanctities"
MOLOCH LETALIS - "Apoteoza Śmierci"
MOUGA - "The God & Devil's Schnapps"
OBLOMOV - "Communitas (Deconstructing the Order)"
PURE HATE - "Hate Is Coming"
RIMFROST - "Veraldar Nagli"
ROTENGEIST - "Fear Is the Key"
ROTTING CHRIST - "Aealo"
SANGRE ETERNA - "Amor Vincit Omnia"
SPACE MIRRORS - "Majestic 12: A Hidden Presence"
TARANIS - "Obscurity"
THE ELYSIAN FIELDS - "12 Ablaze" / "Suffering G.O.D. Almighty"
THE SICKENING - "Death, Devastation, Decay"
THORN.S - "2009"
TRUNAR - "Christs Not Christians"
V/A - "The Dark Side of the Blues - A Tribute To Danzig"
VIOLATED - "Only Death Awaits"
VOTUM - "Metafiction"
WHOREHOUSE - "Execution Of Humanity"

01.03.2010
WYWIADY
VOTUM

28.02.2010
POLECAMY
CORRUPTION I CARNAL NA WSPÓLNEJ TRASIE

CK ZABRZE KONCERTY - MARZEC 2010

27.02.2010
NEWSY

POLECAMY
PSYCHODELIC MISANTHROPY FEST 8

KONKURSY
KONKURS EMPTY PLAYGROUND

25.02.2010
RELACJE
TURBO / CHAINSAW - 09.02.2010, Białystok, "Gwint"

10 LAT THY DISEASE - 24.01.2010, KRAKÓW, ROTUNDA (THY DISEASE; VIRGIN SNATCH; ARMAGEDON; CEMETARY OF SCREAM; CRYPTIC TALES; HELLIAS; HEART ATACK)

POLECAMY
DEFENSEFEST 2

24.02.2010
POLECAMY
EMPTY PLAYGROUND: PRE-RELEASE PARTY
UNHOLY NIGHT
CHAINSAW METAL SLAUGHTER - LUBLIN DESTRUCTION

23.02.2010
NEWSY

WYWIADY
DECAPITATED
MAQAMA
LISOV - "A TRIBUTE TO DANZIG"

RELACJE
HYPOCRISY, DECAPITATED, HATESPHERE - 26.01.2010. MEGA CLUB, KATOWICE

21.02.2010
POLECAMY
Extreme Night vol. III

RELACJE
"CREATIVE ACT OF MUSIC TOUR 2010" - VIRGIN SNATCH, THY DISEASE, ARMAGEDON, HEART ATTACK, NAMMOTH - Rzeszów, 12.01.2010

15.02.2010
NEWSY

13.02.2010
POLECAMY
TRASA KONCERTOWA ROTTING CHRIST PO POLSCE

09.02.2010
POLECAMY
LET THE NORTH BURN TOUR

04.02.2010
NEWSY

01.02.2010
POLECAMY
EFFECT MURDER: KONCERT "EXTREME METAL UNDERGROUND" - nowa data

i


| 6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX |



MIEL NOIR - "Der Honigflugel"
(CD 2009 / The Eastern Front)
Coraz odważniej sobie poczyna izraelska The Eastern Front i coraz więcej wymaga od słuchaczy za pośrednictwem swoich wydawnictw. Tym razem mamy projekt znanego z black/folk metalowego SVARROGH i jeszcze bardziej zorientowanych na folk ALLERSEELEN, SAGITTARIUS czy STURMPERCHT Dimo Dimova. Bułgar mieszkający od jakiegoś czasu na stałe w Niemczech nie oparł się chęci poeksperymentowania z muzyką daleką od trendów na neo-folk czy martial industrial i uległ wewnętrznej pokusie, by zainspirować się z jednej strony muzyką klasyczną, a z drugiej - literaturą i filmem. W tym pierwszym przypadku głównym instrumentem użytym na "Der Honigflugel" jest fortepian, a formy muzyczne, z jakich skorzystał i które ze sobą przemieszał to etiudy, nokturny i wiele innych. MIEL NOIR nawiązuje chwilami bardzo niebezpiecznie do dokonań Chopina, Griega i kompozytorów rosyjskich, ale z racji, że nie jest wyszkolonym muzykiem wychodzi z tego czasem po prostu bezładne plumkanie i brzdąkanie na klawiszach. Niektórych odstraszy już 9-minutowy utwór tytułowy, w którym oprócz fortepianu tylko czasem odzywa się jakaś industrialna plama hałasu (trzaski, które towarzyszyły mi podczas słuchania tego utworu zrzucam na garb błędu w tłoczeniu). Jeśli jednak ktoś przetrwa ten fragment, to dalej jest nieco ciekawiej. W "Honigglut" pojawiają się dialogi z jakiegoś niezidentyfikowanego włoskiego filmu, a w kolejnych dwóch kompozycjach - z rosyjskiego (być może jest to inspiracja tej płyty, czyli ekranizacja "Zbrodni i Kary" według Fiodora Dostojewskiego) i na tym tle fortepian służy jako coś w rodzaju instrumentu odpowiednio stopniującego dramaturgię dialogów. Jest więc miejsce na smutek, złość, wewnętrzną tragedię i dylematy targające głównym bohaterem dramatu, Raskolnikowem. Z rzadka jest też miejsce na industrialne wtręty, nieco zakłócające klasyczną budowę utworów, ale w głównej mierze i można by rzec, że w 99-ciu procentach to właśnie pianistyczne improwizacje składają się na cały, trwający ponad trzy kwadranse album. Nie jestem muzykologiem, więc na kwestie muzyczne patrzę tu pod nieco innym kątem niż poprzez pryzmat poprawności z tradycyjną formułą muzyki klasycznej. Słychać, że Dimo nie jest wirtuozem, lecz zwyczajnie chciał zestawić swoje niezbyt jeszcze wyśmienite umiejętności ze stroną literacko - teatralno - filmową. Można więc potraktować ten krążek jako pewną ilustrację do wymyślonego przez MIEL NOIR czegoś na kształt spektaklu teatralnego zainspirowanego klasyką literatury, zwłaszcza wspomnianym Dostojewskim i jego twórczością. Obawiam się jednak, czy znajdzie się wielu zapaleńców, którzy strawią to wydawnictwo.
ocena: 6/10
www.myspace.com/mielnoirscapes
www.theeasternfront.org
autor: Diovis


MEMORIOQUIA - "Auradeutung"
(CD 2008 / własna produkcja zespołu)
Ten projekt jest jakby odnogą recenzowanego już w Mrocznej Strefie tworu o nazwie MEMORIA. Tym razem jednak Jonathan Carroll i Prof. B. Basely postanowili spenetrować rejony dark ambientu i noise'u, a pretekstem do stworzenia "Auradeutung" była wystawa artystycznych fotografii pod tym tytułem. Jest to niejako soundtrack do tych pobudzających wyobraźnię zdjęć wykonanych przez Sarę Ward, z którymi objechała większość australijskich galerii sztuki. Wszystkie foty można zobaczyć wewnątrz wkładki dołączonej do płyty oraz na stronie www podanej pod recenzją. Rzeczywiście, ujęcia są ciekawe i intrygujące, a każde z nich to jakiś urywek naszej rzeczywistości widzianej oczami artystki. Pozornie zwykłe miejsca i przedmioty są tu uchwycone w nowym kontekście, który sprawia wrażenie opustoszenia, statyczności i tajemniczości. I taka też jest muzyka z albumu projektu MEMOROQUIA: mroczna, chwytająca chwilę i tylko z pozoru zwyczajna. Najważniejsze jednak, że niezwykle dobrze odzwierciedla dane foto. Na przykład w "The Rule of Thirds", tak jak na zdjęciu, słychać dźwięk tłuczonej szyby, "Barred" to industrialny obraz świata maszyn, kabli i śrub, "Portal" to piękno spoczywające w pomalowanych na biało budynkach, "The Light" odnosi się do jazdy pociągiem w tunelu, "Gathering" obrazuje jakiś dziwny rytuał, "Burnt" płynie jak rozgrzana do czerwoności lawa, zaś "Distant" świetnie oddaje sekretne miejsce gdzieś w parku lub lesie. W przeciwieństwie do bardziej gitarowego materiału nagranego przez MEMORIA, tutaj wiodącym instrumentem jest szeroko pojęta elektronika. Dwaj australijscy muzycy operują czystą dark ambientową materią, do której dodają różne rzeczywiste dźwięki i czasem nakładają na to hałaśliwe plamy dźwiękowe oraz raniące uszy przestery i zniekształcenia. Razem daje to obraz zaklęty w ramach zdjęć w muzycznej oprawie. Taki multimedialny happening, którego nie należy przegapić. Takie umiejętne połączenie piękna i brzydoty, trwałości i ulotności, bezruchu i reakcji. Za pomysł i wykonanie należy się tej płycie wysoka ocena.
ocena: 8/10
www.memoria.com.au
www.memoria.com.au
autor: Diovis


METHADRONE - "Sterility"
(CD 2008 / Foreshadow Music)
Craig Pillard jest kojarzony głównie z deathmetalowym INCANTATION, z którym popełnił kilka albumów w latach 90-ych oraz doom'owym EVOKEN, którego szeregi zasila po dziś dzień. METHADRONE to jednak zupełnie inne klimaty, bowiem Pillard zajął się w swoim solowym projekcie graniem bardziej minimalistycznym, choć nie pozbawionym mroku, uroku i głębi. "Sterility" to rzeczywiście dość sterylne dźwięki pozbawione nadmiaru ozdobników i rytmiki jako takiej. Każdy z ośmiu utworów (może poza dwoma, ale o tym za chwilę) bazuje na transowych partiach gitary akustycznej i basu uzupełnionych leniwie płynącymi dźwiękami klawiszy oraz fortepianu i z rzadka odzywającymi się instrumentami perkusyjnymi (automatem). Paradoksalnie jednak, przygnębiająca i nieco senna aura unosząca się nad tymi instrumentalami z czasem wciąga i kreuje dość osobliwą całość. To takie impresje obrazujące życie w osamotnieniu, gdzieś wewnątrz natury. Dwukrotnie rozrastają się one do rozmiarów wręcz kolosalnych i tak jest w "Horizone" trwającym prawie 9 minut oraz zamykającym album "Final Transmission", które dociąga niemal 17 minut. Jedynie w dwóch numerach Craig Pillard pozwolił sobie na pójście w bardziej tradycyjną, "piosenkową" formułę. Dla jednych będzie to odskocznią od jednostajnego plumkania i jedynym interesującym atutem całości, dla innych będzie to urozmaiceniem instrumentalnego materiału. Co więc czyni, że "Self Relinquishment" oraz "Continuum of Decline" - bo to o nich mowa - są tak odmienne? Otóż gościnny udział wokalisty Davida Galasa - osoby bardzo znanej na gotycko-rockowej scenie. To on nadał wspomnianym kompozycjom nową jakość i ciekaw jestem, jak ta współpraca wyglądałaby, gdyby obaj panowie postanowili stworzyć wspólnie cały album. Dzięki charakterystycznej barwie głosu Davida można by rzec, że w tych dwóch kawałkach stroną dominującą jest jednak lider formacji LYCIA, bo równie dobrze mogłyby się znaleźć na jego solowym wydawnictwie. Nawet nieco zgłuszone i nieco archaiczne brzmienie przypomina dokonania tego wokalisty. Warto jeszcze wspomnieć, że "Final Transmission" to z kolei jedyna kompozycja, w której pobrzmiewa gitarowy przester i tu najbliżej METHADRONE choćby do EVOKEN. Tu muzyk pozwala sobie na bardziej swobodne improwizowanie.
ocena: 7,5/10
www.foreshadow.pl
www.myspace.com/methadrone
autor: Diovis


MAJDANEK WALTZ - "Hamlet's Childhood (Dzietstwo Gamlieta)"
(CD 2007 / The Eastern Front)
W naszym poranionym wojnami, zaborami, komuną i klerykalną zaborczością kraju przeczulonym na różne -izmy i -yzmy nazwa MAJDANEK WALTZ może wzbudzić kontrowersje. Bo jakżeż to?! Walc i Majdanek to dwa "gryzące" się ze sobą słowa i szczerze powiedziawszy nie mam pojęcia, skąd ten pomysł przyszedł do głowy muzykom z Rosji... Nie, żebym był zwolennikiem "poprawności politycznej" w muzyce i nazewnictwie, jak by nie patrzeć, wchodzących w skład sztuki ekstremalnej i prowokacyjnej, ale byłem w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu-Brzezince oraz w Sztutowie i wyjeżdżałem stamtąd wstrząśnięty. A przechodząc do muzyki zawartej na "Hamlet's Childhood", to mamy tu do czynienia z bardzo nastrojowym, chwilami melancholijnym graniem w stylu neo-folk. Moda na ten styl zatacza coraz szersze kręgi i chyba już tylko w naszym kraju popularność nie wiąże się z powstawaniem nowych projektów zapatrzonych w dokonania DEATH IN JUNE, CURRENT 93 czy OF THE WAND AND THE MOON. MAJDANEK WALTZ gra dość oszczędnie, chwilami minimalistycznie. Stonowane partie gitary akustycznej, punktujący delikatnie bas stanowiący tutaj o rytmice, proste partie skrzypiec i rosyjskiego instrumentu o nazwie bajan (rodzaj harmoszki). Na tak zbudowanej podstawie pojawiają się dwa wokale: męski i żeński, pełniące raczej funkcję recytatorów. Teksty to w sumie ciekawostka, bowiem zamiast męczyć swoją grafomanią, wykorzystali poezje dwóch symbolistów: Borisa Popławskiego i Maksimiliana Wołoszina oraz niemieckiego ekspresjonisty Georga Heyma. Dlatego słuchając muzyki, wokali i tekstów na "Hamlet's Childhood" za każdym razem mam wrażenie, że tej rosyjskiej ekipie na dobrą sprawę bliżej do piosenki poetyckiej, niż neo-folku. Nie ma tego mroku i transowości, co na podobnych płytach projektów z tego kręgu, jest poprawnie, lecz nie porywająco i prawie każdy z utworów melodyką przypomina poprzedni. To trochę za mało, by być zauroczonym i bez żalu odkładam ten krążek (ładnie wydany, swoją drogą) na półkę po kilku odsłuchach.
ocena: 4/10
www.theeasternfront.org
http://majdanekwaltz.woods.ru
autor: Diovis


MEMORIA - "The Midnight Ball"
(MCD 2007 / własna produkcja zespołu & Prime Cuts Music)
A to ci niespodzianka! Spodziewałem się jakiegoś przeciętnego gotyku czy czegoś w ten deseń (zasugerowałem się tutaj tym, że istnieje czeska formacja nosząca tę samą nazwę, a której album opisałem w Mrocznej Strefie), a usłyszałem tu coś, czego nie da się jednoznacznie sklasyfikować. Z jednej strony można określić zespół MEMORIA jako grający akustyczny rock, a z drugiej sięga on po rozwiązania quasi-folkowe, wywodzące się z hiszpańskiego flamenco. Gdyby nawet określić zawartość "The Midnight Ball" jako akustyczną wersję ANATHEMY, byłoby to zbytnim uproszczeniem. MEMORIA kreuje tutaj swój własny świat pełen kolorytu śródziemnomorskich festynów, nocnych spacerów ciasnymi uliczkami, zapachu egzotycznych potraw oraz smaku schłodzonego wina i nie byłoby w tym nic dziwnego, ale muzyczny duet (w tej chwili już kwartet) pochodzi z dalekiej Australii, a nie z barwnej hiszpańskiej Andaluzji. Na tyle jednak potrafi to zmylić, że nie zaglądając na stronę www zespołu przez długi czas zastanawiałem się, czemu przesyłka trafiła do mnie właśnie z Antypodów. Wyjaśnienie już znacie i pozbawiam Was w ten sposób tego pierwszego efektu, ale bynajmniej nie odbieram Wam wrażeń, jakie będziecie mieli słuchając tego mini-albumu wydanego w postaci zgrabnego digipaku (jedyna jego wada to słabo zamocowana wewnątrz płytka). "The Midnight Ball" jest zdominowany przez brzmienie klasycznej gitary, która - uwierzcie mi - wyprawia tu naprawdę niezłe cuda-niewidy, po raz kolejny dowodząc, że jest instrumentem, który potrafi przekazać naprawdę przeróżne emocje i uczucia. Raz łkająca, a raz eksplodująca mocnymi riffami, a przede wszystkim tworząca specyficzną melodykę całości, na którą nałożono przekonujące wokale Jonathana Carroll'a (głównego kompozytora w MEMORII, którego wspomógł na tym krążku grający na perkusji Prof. Basley) i trochę efektów dźwiękowych, w dużej mierze będącymi rzeczywistymi dźwiękami z południowoeuropejskich ulic. "The Midnight Ball" intryguje, relaksuje, pozwala pomarzyć i się wyciszyć. Piękna i ciekawa zaiste to płyta.
ocena: 8/10
www.memoria.com.au
autor: Diovis


MELANCHOLIA - "Jesienna Posępnica"
(CDR 2007 / własna produkcja)
Płytę otrzymałem od muzyka znanego między innymi z recenzowanego na naszych wirtualnych łamach metalowego bandu KALOT ENBOLOT - gitarzysty Tomasza. MELANCHOLIA to jednak zgoła inny muzyczny świat i pomimo skojarzeń z doom, gothic czy tak zwanym pagan ambientem, żadna z tych szufladek nie mieści sobie ani przez chwilę tego, co zawiera ten materiał. Bo "Jesienna Posępnica" to 28 minut i 10 sekund muzyki stworzonej tylko i wyłącznie (!) na gitarach klasycznych (jedynie we fragmencie utworu pt. "Świetlisty Blask Chorsa" użyte zostały gitary elektryczne). Sześć instrumentalnych impresji to jednak nie takie sobie plumkanie gitarzysty-amatora, a bardzo przemyślane i czerpiące z dokonań mistrzów tego instrumentu kompozycje. Tomasz w bardzo zgrabny sposób poukładał dźwięki, które mocno tkwią w tradycjach klasycznej muzyki gitarowej z różnych okresów historycznych i z różnych regionów świata. Słychać echa flamenco, jak i klasycznych etiud tworzonych przez wybitnych kompozytorów i gitarzystów, a muzyk posługuje się pełną gamą technik gry. Legato, tremolo, arpeggio, glissando, flażolety etc. - to wszystko nie jest obce twórcy projektu MELANCHOLIA i jeśli jest on samoukiem i nie pobierał nauk w żadnych szkołach muzycznych, to muszę przyznać, że należy tylko pochwalić Tomasza za jego umiejętności. Sam kiedyś dawno temu próbowałem uczyć się gry na "pudle" w czymś takim, jak ognisko muzyczne i wiele godzin pracy kosztowało mnie zagranie w miarę poprawnie nie tak skomplikowanej etiudy e-moll, nie pomnę już jakiego kompozytora. A tu proszę - muzyk nie tylko prawidłowo wykorzystuje różne techniki, bo każdy z sześciu fragmentów ma swój indywidualny charakter i opiera się o przekazanie za pośrednictwem gitary różnych emocji, a nastroje zmieniają się od smutku i melancholii, poprzez radość, aż po złość. Tak odczytane przez słuchacza mogą stać się miłą odskocznią od wszelkiego rodzaju hałasów, czadów i gotyków. Polecam też zapoznanie się z tym materiałem młodym gitarzystom, którzy chcieliby poznać brzmienie gitary klasycznej nie dzięki jakiemuś staremu ramolowi ze szkoły muzycznej, a dzięki metalowcowi z krwi i kości ;) Taka nauka będzie przydatna przy stworzeniu zespołu grającego na przykład neo-folk czy bardziej akustyczną odmianę rocka. Ale nie tylko. Warto przekonać się samemu.
ocena: 7/10
conclusion@poczta.onet.pl
autor: Diovis


MEDUSA'S SPELL - "Mercurian Behaviour"
(CD 2006 / Cold Meat Industry)
Albo ostatnimi czasy słucham zbyt mało różnorodnych płyt z muzyką spod znaku "Puszki Pandory", albo trafiam głównie na rzeczy z pogranicza dark ambientu i industrialu, czy też na wpół akustycznego grania. Tak też jest w przypadku opisywanych przeze mnie w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni wydawnictw. Nie posądzam w tym momencie o pójście za trendami Rogera Karmanika z kultowej Cold Meat Industry, bo to w sumie dobrze, że nie skupia się wyłącznie na mrocznych ambientach i noise'ach, ale zdarzyło mu się wydać kilka płyt z muzyką, która robi od jakiegoś czasu furorę wśród sympatyków dekadenckich dźwięków. A to ALL MY FAITH LOST..., a to (nomen omen) DECADENCE, a teraz jeszcze MEDUSA'S SPELL. Muzyka i wokalizy na "Mercurian Behaviour" mogą się kojarzyć z obrazoburczym DEATH IN JUNE, narkotycznym DECADENCE, lajtowym OF THE WAND AND THE MOON, ale też i na swój sposób z innym włoskim zespołem SPIRITUAL FRONT, który niedawno odwiedził nasz kraj grając koncert w Poznaniu. Hipnotyczny, pozornie beznamiętny głos wokalisty, akustyczne gitary, gdzieniegdzie elektroniczne plamy sampli, przemyślany i bardzo zmyślnie poukładany minimalizm dźwięków, a z drugiej strony drzemie w tych nutach jakaś podskórna, głęboko ukryta zmysłowość. Daniele Serra nie epatuje swoimi wokalizami, wręcz dawkuje słowa (anglojęzyczne z silnym włoskim akcentem), które - mam takie wrażenie - często nie pojawiają się po to, by odbiorca wsłuchiwał się w ich treść i przesłanie, ale raczej akcentują ich współbrzmienie z muzyką. A ta - jak już napisałem - to w dużej mierze akustyczne, delikatne pasaże i tylko tu i ówdzie poczyna przeważać elektronika, która szemrze sobie, płynie i dodaje prostocie gitarowych utworów specyficznego klimatu. Całość płyty to swoista opowieść podzielona na 10 odcinków (Act I - Act X) - raz krótszych, a raz dłuższych. Warto jeszcze wspomnieć, że MEDUSA'S SPELL to nie tylko wokalista i gitarzysta Daniele Serra, ale też obsługująca wszelkie instrumenty klawiszowe Mara Lasi.
ocena: 6/10
www.coldmeat.se
www.medusaspell.com
autor: Diovis


MZ.412 - "Infernal Affairs"
(CD 2006 / Cold Meat Industry)
Mam kaca, głowa mnie boli i słuchanie nowego MZ.412 to nienajlepszy pomysł na rozpoczęcie dnia... Zrecenzuję tę płytę innym razem...
Tak jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Powstający podobno przez 7 lat najnowszy krążek szwedzkiej formacji, tak jak i poprzednie, nie należy do łatwo przyswajalnych, a już zupełnie nie polecam go słuchać w depresyjnych momentach lub gdy za oknem grzeje Słońce (nota bene - gdy piszę te słowa, schowało się za chmurami po raz pierwszy od wielu dni). Nie na darmo określa się MZ.412 współtwórcami black industrialu, czyli czegoś z pogranicza muzyki rytualnej, eksperymentalnej i noise'u. Niech nie zwiodą was dźwięki pierwszego (a właściwie drugiego, bo pierwszy to krótkie intro) na płycie, tytułowego "Infernal Affairs" - bombastyczne, quasi-symfoniczne pasaże z militarną rytmiką przypominające dokonania innej szwedzkiej ekipy PUISSANCE, bowiem dalsze fragmenty krążka to w dużej mierze po prostu frontalny atak na narządy słuchu. Jeszcze z pozoru spokojny wstęp "Vredens Skvadron" tego nie zapowiada, ale dalej przeważa już charakterystyczna tylko dla Szwedów rytualna rytmika połączona z rzężeniami, przesterami, burczeniami i innymi dźwiękami prosto z czeluści piekieł. Na przykład taki "Point of Presence" to numer zbliżony chwilami do twórczości BRIGHTER DEATH NOW, głównie dzięki samplom różnych dziwnych głosów i kakofonicznym dźwiękom. Może trochę przesadziłem z tym totalnym noise'm, bo wyjątków od powyższej reguły jest sporo. Choćby środkowa część albumu, na którą składają się: częściowo ambientowo-industrialny "Lord, Make Me an Instrument of Your Wrath", wypełniony wyłącznie szeptem "Epilogue" oraz zdecydowanie ambientowy "Inkant". Albo mocno symfoniczny, choć przy tym niepokojący "Infernal Affairs II" umieszczony już prawie pod koniec płyty. Jeśli ktokolwiek kiedykolwiek był fascynatem MZ.412, i tym razem się nie zawiedzie, bo to płyta przemyślana, trudna w odbiorze, a przy tym mroczniejsza od 98% wydawnictw z muzyką metalową. Mało wytrzymałym na hałas i piekielny, wyrafinowany klimat - zdecydowanie odradzam.
ocena: 8/10
www.coldmeat.se
autor: Diovis


MURCOF - "Remembranza"
(CD 2005 / The Leaf Label)
Mogę się założyć, że każdy z Was po raz pierwszy widzi przed oczami tę nazwę. MURCOF, bo nim właśnie mowa, pochodzi z Meksyku (wreszcie jakiś inny ciekawy projekt obok HOCICO) i ma na swoim koncie już jeden album "Utopia" z 2003 roku. W zasadzie bardzo długo krążek "Remembranza" nie mógł znaleźć się w moich rękach, ale gdy zobaczyłem jak pozytywne recenzje zbiera ten projekt i zachwala go sam guru szwedzkiej sceny - Nordvargr w końcu po wielu bojach i trudach udało mi się dostać ten album.
Pierwsze, co nasuwa się przy kontakcie z muzyką MURCOF, to myśl jakim cudem jest to meksykański projekt... Dźwięki bowiem kompletnie nie wskazują, iż człowiek odpowiadający za MURCOF pochodzi z kraju Tequili i szalonych latynoskich macho. Na dobrą sprawę muzykę MURCOF mógłbym określić jednym zdaniem: muzyka do snu. Wszystkie 9 utworów, które znalazły się bowiem na "Remembranza" utrzymanych jest w bardzo lekkiej, nastrojowej, ale i zarazem mrocznej konwencji. Obok zimnych, tajemniczych sampli mamy tu także wykorzystane dźwięki fortepianu, instrumentów smyczkowych, które przeplatane z delikatnie wplecionymi elektronicznymi beatami i innymi wstawkami prezentują się naprawdę całkiem nieźle. Płyta wytwarza znakomity klimacik, który w sam raz pasuje w nastrojowe wieczory wypełnione nostalgią. Wszystko tu wręcz brzmi podręcznikowo, przez co materiał naprawdę wciąga i hipnotyzuje. Chwilami całość w znaczny sposób przypomina dokonania COIL'a, a więc wiadomo jaki nastrój towarzyszy płynącym z głośników dźwiękom. "Remembranza" jest z pewnością bardzo interesującym krążkiem, który jak dla mnie jest na obecną chwilę sposobem na ucieczkę od wciąż tych samych, dronowych czy burczących płyt, które w ostatnim czasie kilogramami przychodzą na moją i tak już przepełnioną półkę. Przy tej płycie można naprawdę się rozmarzyć i odpłynąć od codziennych szarych problemów - wystarczy tylko wziąć jakiś trunek do ręki, odpalić sobie "Remembranze" i pozwolić ponieść się płynącym dźwiękom. Płyta jak dla mnie rewelacyjna i mimo, że wyszła już parę miesięcy temu, to jak najbardziej zachęcam do poszperania po różnych mailorderach i nabycia sobie tej płyty, gdyż naprawdę warto. Dark ambient wysokich lotów!!!
ocena: 8/10
www.murcof.com
autor: Tomasz Lewicki


MEIN TAG MIT EVA - "Heilig Heldenland"
(CDR 2005 / Lohenfeste)
Z twórczością tego zespołu miałem okazję się już zapoznać przy okazji kompilacyjnego wydawnictwa niemieckiej Lohenfeste - "In Wusten Lohen". Ówczesne wrażenia należały do tych z cyklu mieszanych. Z jednej strony MEIN TAG MIT EVA zaciekawiło mnie różnorodnością tworzywa muzycznego, w którym tkało swoje dźwięki, a z drugiej raziło nieco prymitywizmem formy. Właściwie podobnie jest w przypadku pełno wymiarowego debiutu "Heilig Heldenland"... Przede wszystkim przesadą było wypchanie krążka aż ponad 76 minutami muzyki. To raz, a dwa - ponownie MEIN TAG MIT EVA trochę drażni niekonsekwencją i prostotą formy oraz brzmienia. Za dużo tu także na mój gust kompozycji instrumentalnych. Na szczęście nie można wytknąć tej płytce wyłącznie tego, co może denerwować i odrzucać. Bo francusko-austriacka formacja potrafi wytworzyć specyficzny klimat i nawet jeśli skacze co chwilę z jednego podgatunku muzyki w inny, to zdarza się jej uczynić to z gracją i lekkim mrugnięciem oka do słuchacza / odbiorcy. Choćby takie na pozór stonowane "Someone Died That Night" z niskim, prawie gotyckim głosem wokalisty, po którym następuje prawie taneczne "Das Neue Rom und der Regen". Szkoda tylko, że niektóre z kompozycji są po prostu zbyt długie, bo efekt suspensu traci przez to na mocy. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę jeszcze na kilka fragmentów tej płyty. Numer tytułowy nawiązuje do neo-folkowego grania w stylu legendarnego BLOOD AXIS (minimalizm tego utworu jest wprost porażający), niepokojące, "Serbischer Winter" jest zbudowany na bliskich noise'owi dźwiękach, a "Meddig Alszol Meg (+ Oseink Remenye), choć oparty na jednym motywie porywa ciekawą rytmiką i melodyką. Dodam jeszcze, że teksty utworów są głównie w języku niemieckim, ale są też liryki anglo-, francusko- i węgierskojęzyczne. Podsumowując: album bardzo nierówny, ale może twórcom chodzi o pewien eksperyment, który częściowo się na pewno udał.
ocena: 6/10
www.geocities.com/meintagmiteva
www.geocities.com/lohenfeste
lohenfeste@yahoo.de
autor: Diovis


MOLJEBKA PVLSE / HOROLOGIUM - "Kaukasus"
(CD 2005 / Beast Of Prey)
Coraz prężniej działająca firma Beast Of Prey przygotowała kolejną niespodziankę dla fanów muzyki dziwnej, zakręconej i eksperymentalnej. Oto bowiem po wydawnictwach, na których udzieliły się tak cenione na całym świecie projekty jak DESIDERII MARGINIS, H.E.R.R. i DEAD MAN'S HILL, tym razem przyszła kolej na szwedzką MOLJEBKA PVLSE, a ta, jeśli ktoś jest zorientowany, miała też epizod w kultowej Cold Meat Industry. "Kaukasus" to wspólne dzieło tego tajemniczego tworu oraz polskiego HOROLOGIUM (w składzie muzyk tworzący również w noise'owym TOTENHAUS i militarnym KRĘPULCU) i bardzo byłem ciekaw, jak połączenie doświadczenia z młodością wypadnie w konfrontacji z konceptem opowiadającym o Gruzji i innych krainach, na których terenie leży pasmo gór Kaukazu. Płytę rozpoczyna monotonny, pełen niepokoju, darkambientowy utwór o tytule "I" (każda z siedmiu kompozycji jest oznaczona kolejną cyfrą rzymską) i nic nie wskazywało, że klimat będzie ulegał jeszcze wiele razy transformacjom przed końcem tego krążka niczym matematyczna sinusoida. W drugiej odsłonie pojawia się szczątkowa rytmika, wysamplowane głosy, a wszystko zaczyna pulsować i drgać. Trzeci fragment to ponownie esencjonalny dark ambient. W kolejnym utworze całość nieznacznie się ożywia, by po chwili nastąpiło po raz kolejny wyciszenie. W szóstej części ni z gruszki, ni z pietruszki, na industrialnym tle znalazły się fragmenty przedwojennych pieśni i sample głosów w języku włoskim. Tak nawiasem mówiąc, autorzy mogli się pokusić o wynalezienie czegoś pochodzącego z Gruzji, Armenii czy też Azerbejdżanu. Na koniec jest jeszcze krótki, ledwie trzyminutowy utwór z numerem "VII", w którym na hałaśliwym tle mamy dźwięki jakiegoś strunowego instrumentu i głosy wycięte tym razem z francuskich piosenek (i tu akurat twórcy byli już bliżej, bo Charles Aznavour - sławny szansonista z Francji - był gruzińskiego pochodzenia ;) Ogólnie rzecz biorąc, oba projekty nagrały naprawdę intrygujące i ambitne dzieło. Jedna z ciekawszych pozycji w świecie dark ambientu ostatnich miesięcy! Dodam, że płyta wydana w nakładzie 555 sztuk.
ocena: 8/10
www.beastofprey.com
info@beastofprey.com
www.moljebka.com
autor: Diovis


MOST OF THE TACITURN - "Silent Accuser"
(CDR 2005 / Dying Art Productions)
Być może to, co teraz napiszę wyda się kuriozalne i wywoła śmiech co u niektórych, ale chińska scena eksperymentalna rozwija się coraz potężniej. Tak, dokładnie - chińska scena! Już jakiś czas temu mogliśmy zaznajomić się ze składanką wydaną przez pochodzący właśnie z tego kraju Chaos Pro, a tymczasem pojawił się już kolejne wydawnictwa: Quin Dynasty, czy też Dying Art Productions. I właśnie ten ostatni label wypuścił nie tak dawno płytkę pochodzącego również z Chin projektu MOST OF THE TACITURN. Prawdę mówiąc nie mam pojęcia, czy jest to debiutancki materiał, czy tez kolejny album, gdyż niestety nie otrzymałem żadnych informacji o tym projekcie. Wiem tylko, iż płyta "Silent Accuser" poświęcona jest wszelakim masakrom, zagładom ludzkości, ludobójstwo i tym podobnym "miłym" sprawom. Zaczyna się dość ostro - od agresywnych dźwięków death industrialnych z całą dawką wrzasków, lecz później jest już nieco bardziej spokojniej, o wiele bardziej mrocznie i tajemniczo. Muzyka przekształca się w bardzo niepokojące, dronowe odgłosy, które z każdą sekundą piętrzą się i wwiercają w głowę odbiorcy wywołując poczucie grozy i lęku. W tle mamy jakieś dziwne jęki, syreny alarmowe i uderzenia blachy o metal, co tylko dopełnia klimatu. Dalej jest jeszcze bardziej ponuro i złowieszczo - krzyki przeplatane z chórami, cała masa zgrzytów i tym podobnych industrialnych łomotów, które wierzcie mi, wytwarzają świetny "ciemny" klimat. Z kolei dalsza część "Silent Accuser" to przejście jakby w militarne sfery - rytmiczne, marszowe kotły wybijające rytm, na którym to zastosowane zostały sample z przemówieniami pewnego znanego niemieckiego (beznadziejnego notabene) malarza pokojowego z pedalskim wąsikiem i grzywką... Przyznam, że nie rozumiem tego posunięcia, gdyż cały mroczny klimat z pierwszej części tego krążka całkowicie zatracił swój charakter. Całość brzmi tak, jakbyśmy mieli do czynienia z dwoma różnymi wykonawcami, co przynajmniej dla mnie jest sporym minusem tego wydawnictwa. Takie połączenie "Awaken" NORDVARGR'a do "Sturmgeweiht" TURBUND STURMWERK. Końcówka "Silent Accuser" to z kolei ponowne przejście do klimatu z początku - a więc znowu bardzo mroczne i ponure dźwięki. Odnoszę wrażenie, że twórca MOST OF THE TSCITURN jeszcze sam nie do końca wie, jaką drogą chce podążać, gdyż taki rozrzut stylistyczny nie zdarza się często. Przed twórcą zatem jeszcze sporo pracy, ale i tak warto sięgnąć po ten materiał chociażby dla ciekawości. Mnie jakoś ten album nie porwał, ale z drugiej strony nie jest to też beznadziejny glut.
ocena: 6/10
autor: Tomasz Lewicki


MARCHING RUNES / GHOSTS OF BRESLAU / RUKKANOR - "Scontrum Act IV"
(CDR 2005 / War Office Propaganda)
Po kilku miesiącach oczekiwania możemy w końcu trzymać w rękach czwarta część z serii wydawniczej "Scontrum". Również w tym przypadku na krążek składają się trzy militarne projekty: pochodzący z Finlandii MARCHING RUNES, oraz dwa nasze krajowe projekty": GHOSTS OF BRESLAU oraz RUKKANOR. O oprawie wizualnej nie będę się sporo rozwodził, bo tak jak w poprzednich częściach "Scontrum" krążek znajduje się wewnątrz drewnianych okładek z wklejonym zdjęciem w środku. Pora jednak przejść do muzyki zawartej na płycie. Tak więc krążek otwiera fiński MARCHING RUNES prezentujący potężny militarny industrial, nieco przypominający na przykład KARJALAN SISSIT, mamy więc grzmiące kotły i werble, do tego całość opatrzona samplami i na koniec stara wojenna pieśń patriotyczna. Trzeba przyznać, że trzy kawałki tego projektu robią naprawdę bardzo dobre wrażenie. Jako drugi na płycie zaprezentował się nasz krajowy, wrocławski projekt GHOSTS OF BRESLAU, jeden z czołowych przedstawicieli polskiej sceny militarnej. I podobnie jak w przypadku poprzednich wydawnictw tego projektu, również tu mamy do czynienia z wysoka klasą. Poszczególne utwory są spójne i wciągające. W przeciwieństwie do MARCHING RUNES więcej tu spokojnych i patetycznych momentów, niż grzmiących kotłów. Panujący podniosły klimat świetnie przenosi słuchacza w nastrój zadumy i refleksji. Mocna rzecz. Na koniec mamy trzy utwory innego polskiego projektu - RUKKANOR. Po bardzo dobrym materiale "Requiem For..." z niecierpliwością czekałem co tez tym razem stworzył ten projekt i nie zawiodłem się. Bardzo dobre kompozycje, osadzone podobnie jak w przypadku GHOSTS OF BRESLAU w podniosłym, melancholijnym klimacie, momentami z użyciem kotłów i sampli z przemówieniami wojennymi. Rewelacja to ostatni kawałek "The Flowers of War", utrzymany w klimacie a'la SOPHIA, czy ARDITI - świetna rzecz. Podsumowując "Scontrum Act IV" okazał się być naprawdę bardzo dobrym krążkiem i wszyscy maniacy militarnych brzmień jak najszybciej powinni zaopatrzyć się w to wydawnictwo. Nakład to tylko 36 kopii.
ocena: 8/10
www.waroffice.org
autor:Tomasz Lewicki


MORTAL FRAKTAL - "Fearscapes"
2004 / Apocalyptic Radio
Ostatnimi czasy modne stało się wydawanie płyt w niekonwencjonalny sposób. A to pudełka DVD, a to tekturowe oprawy lub też inne drewniane "opakowania". Tak też jest w tym przypadku. Niemiecka Apocalyptic Radio po raz kolejny pokazała swoją pomysłowość i talent do wydawania różnych cacek. Tym razem w oczy rzuca się okrągła metalowa blacha z czerwonym "cedeerem" oraz nałożonym kołem zębatym, a całość jest skręcana śrubą! Czego to ludzie nie wymyślą?... Czas jednak przejść do dźwięków zawartych na "Fearscapes". Od pierwszych sekund dochodzi do słuchacza, że oto ma przed sobą bardzo niestrawny power electronics. W pierwszym utworze umieszczono klawiszowe wstawki melodii połączone z hałaśliwymi przesterami. Dalej jest jeszcze bardziej ekstremalnie. Krzyki, wysokie częstotliwości i antymuzyczne plamy "dźwiękowe" atakują słuchacza bez litości. Tak, tak, tu nie ma zmiłuj się! Płytę kończy równie ekstremalny utwór utrzymany w stylistyce harsh noise, co tylko dopełnia efektu antymuzycznego sadomasochizmu. Totalna rzeźnia! Jeśli jednak nie straszne są wam takie klimaty i lubicie potorturować się czasami hałaśliwymi i pokręconymi dźwiękami, to możecie sięgnąć po MORTAL FRAKTAL. Nie jest to może rzecz do słuchania z kobietą przy świecach, ale warto poszerzać horyzonty. Na zakończenie dodam, że pozycja ta jest ściśle limitowana do obłędnej ilości... 30 sztuk! Kto pierwszy, ten lepszy.
ocena: 6/10
www.apocalyptic-radio.de
autor: Tomasz Lewicki


MROK - "res Divinae"
CDR 2004 / Beast Of Prey
Po dwuletnim milczeniu doczekaliśmy się w końcu nowego materiału krakowskiego, nieświętego projektu MROK. Dla niewtajemniczonych nadmienię, że jest to jednoosobowy projekt, za którym kryje się człowiek o tajemniczej ksywce Orias Drakhmoor, a "Res Divinae" jest drugim po "Eternal Madness" pełnym albumem tego autora. To tyle wstępu. Czas jednak przejść do rzeczy, czyli do zawartości muzycznej nowego krążka. A zatem całość to koncepcyjna płyta podzielona na dwie części: Perdition - zatracenie, obraz drążących w ciemnościach emocji, oraz Damnation - potępienie, etap cierpień, smutku i bólu. Od pierwszych sekund docierają bardzo mroczne i posępne dźwięki, utrzymane w stylistyce dark ambientowej, co powiem szczerze wprowadza w bardzo diabelski klimat. Na uwagę zasługuje też wykorzystanie fragmentu ekranizacji "Dziadów", co jeszcze bardziej dopełnia złowieszczej atmosfery. Druga część, Damnation, to już bardziej potężne dźwięki, więcej tu industrialnych zgrzytów i innej maści hałasów. Głębokie brzmienia uzupełnione, jak np. w utworze "Hallowed By Martyr Blood" przez chóralne pieśni jeszcze bardziej intensyfikują poczucie grozy i lęku. Podsumowując, bardzo mocna pozycja dla wszystkich miłośników mrocznych i diabelskich klimatów. Na pewno jedna z najlepszych polskich płyt wydanych w 2004 roku. Należy także nadmienić, że jak każda pozycja ze znaczkiem Beast Of Prey, płyta jest niekonwencjonalnie wydana w formacie A-5, w ściśle limitowanym nakładzie 222 sztuk.
ocena: 8/10
http://beastofprey.glt.pl
autor: Tomasz Lewicki


MEIN TAG MIT EVA - "Freiheitsfeuer"
CDR 2004 / Lohenfeste
Lohenfeste jest nową, małą podziemną firmą wydawniczą z Niemiec, która właśnie zadebiutowała wypuszczając w świat austriacko-francuski projekt MEIN TAG MIT EVA. "Freiheitsfeuer" jest trzecim materiałem w dorobku tej grupy, poprzednie dwa z 1996 oraz 2000 roku ukazały się jednak w formie kasetowej. Na nowy krążek składa się siedem kompozycji, które ciężko zaszufladkować pod jeden gatunek. Sam zespół określa swoją muzykę jako "Cold Germanic Electro Ambience", stwierdzając przy okazji, że jego muzyka nie jest przeznaczona dla każdego i trzeba się z tym zgodzić. Pomimo tego, że projekt ten istnieje już prawie 9 lat trudno mi się przekonać osobiście do muzyki tworzonej przez MEIN TAG MIT EVA. Rozrzut stylistyczny na "Freiheitsfeuer" jest dość spory, no bo czego na tym materiale nie ma?! Mamy tu momentami spokojne ambientowe przestrzenie, które po chwili przechodzą w dźwięki industrialne, folkowe, a nawet w klimaty dark electro, trance oraz elementy noise! Szczerze przyznam, że mnie coś takiego zbytnio nie przekonuje. Mieszanie mimo wszystko elementów folkowych z transowo - klubowo - tanecznymi nie przypada mi do gustu. Oczywiście, jest w tym coś oryginalnego i odmiennego od reszty, ale mnie mimo wszystko to nie wciąga, choć zdaję sobie sprawę, że komuś innemu może przypaść do gustu MEIN TAG MIT EVA. Reasumując, debiut wydawniczy Lohenfeste nie okazał się czymś szczególnym i mam cichą nadzieję, że kolejne pozycje wydawane przez tę firmę będą już znacznie lepsze. Póki co, "Freiheitsfeuer" niestety mnie nie przekonał.
ocena: 4/10
www.geocities.com/lohenfeste
lohenfeste@yahoo.de
autor: Tomasz Lewicki

i


koncert ASPHYX w Polsce

koncert ASPHYX w Polsce

Empatic

AEALO

PSYCHO MAGAZINE

klimatyczne

Leash Eye

;

























































Obsługę strony zapewnia: www.grenweb.pl
KONTAKT Z WEBMASTEREM: admin@grenweb.pl.