Wywiady

Tym razem, z uwagi na gabaryty tekstu obejdzie się bez dłuższego wstępu. Mając naiwną nadzieję, że choćby połowa z Was, Drodzy Czytelnicy, dotrwa do końca wspomnę tylko tyle, że Gavin Foo i Shah Zaini, którzy obsługują wiosła i mikrofony w australijskim KHARIOT, zostawili na koniec wiele ciekawostek związanych z biografią zespołu, który swym debiutem złożył fanom metalowej awangardy olbrzymią obietnicę.

Mroczna Strefa [Kępol]: Cześć Gavin! Tu Kępol z Mrocznej Strefy. Pisałeś, że czekaliście na kogoś zainteresowanego wywiadem z Wami. Czy to oznacza, że nie udzieliliście wcześniej żadnego wywiadu? Myślałem, że pierwsze sukcesy macie już za sobą: nagrody, koncerty z nimi związane, no wiesz...
KHARIOT [Gavin]: ?Witaj Kępol. Udzieliliśmy jednego radiowego wywiadu, ale ani jednego dla webzinów. Znam Twój punkt widzenia, ale mnie chodziło o zainteresowanie naszą muzyką, a nie kwestiami promocyjnymi/prasowymi.?

MS.: Dobra, właśnie dostarczyliście swój wszechpotężny debiut zatytułowany ?Disymposium?, na którym oferujecie cały kosmos brzmień i muzycznych motywów, a który z drugiej strony, nie traci ani na mocy ani na spójności! Jak mówi info na Wasz temat ? słuchacie DEATHSPELL OMEGA, ATHEIST, MASTODON i w Waszej muzyce jest to jak najbardziej słyszalne, ale używacie chyba tych inspiracji bardziej jak cegiełek do budowy nowych form, zamiast szablonów do kopiowania, co nie? Wydaje mi się, że jesteście dalecy od bycia zespołem, który ślepo miałby podążać za czyimiś twórczymi wytycznymi...
K.: ?Jakież to prawdziwe. Osobiście uważam ? i wypowiadając się za resztę muzyków myślę, że oni też ? że czasami ludzi nie określa to czego słuchają. Wierzymy w wizjonerstwo i integralność muzyki tych kapel i odnosimy się do nich, lecz stworzenie naszego własnego stylu jest nadrzędnym celem. Poza tym, rzeczone zespoły i te o których wspominamy, dla każdego brzmią zupełnie inaczej i wypuszczają materiał nie mieszczący się w standardowych ramach i o to właśnie chodzi ? o dotarcie do słuchacza, który chce posłuchać nowych brzmień. Nasz album zrecenzowano już kilka razy od czasu premiery i jedyna prawidłowość jest taka, że recenzenci albo w lot zgadują skąd pochodzą pewne smaczki bądź riffy, albo zupełnie nie wiedzą o co nam chodziło i piszą coś w stylu: ?to zupełnie nie brzmi jak ten czy tamten zespół?. To była prawdopodobnie moja wina, że podając nasze inspiracje, pisałem: ?dla fanów tej czy tej kapeli?, zamiast ?brzmi jak...?. Jeśli chcesz usłyszeć coś co brzmi dokładnie tak jak zespół, który akurat uwielbiasz, to prawdopodobnie będziesz musiał poczekać na kolejną płytę tej właśnie kapeli. Chciałbym skłonić ludzi do słuchania nowych rzeczy, a nie czegoś co już istnieje. Sprzedawanie naszego brzmienia nie należy do najłatwiejszych i jeśli ktokolwiek jest w stanie ująć je w słowa, to prosimy go o niezwłoczny kontakt.?
KHARIOT [Shah]: ?Gdy wyjściowy zalążek naszego zespołu został uformowany w roku 2008, wszystko co wiedzieliśmy to to, że musimy zrobić coś zupełnie innego. Oczywiście każde z nas miało swe własne, odrębne inspiracje, jakie rzuciliśmy na stół. Używamy ich w takim charakterze, w jakim używać się ich powinno. To inspiracje, a nie zasady do przestrzegania, czy schemat, w jaki trzeba się wpasować. Jak wyjaśnił to już Gavin ? możesz usłyszeć jakiś pojedynczy riff i dojść do wniosku, że brzmi to jak jakaś zagrywka tego czy innego zespołu, ale całościowy kształt utworu nie będzie tożsamy z żadną kapelą. Nie chcemy by ludzie mylili nas twierdząc, że brzmimy dokładnie jak zespół A czy zespół B. Nie jesteśmy nimi, lecz kochamy je i gdy uważnie posłuchasz naszej muzyki, stanie się jasne, że przez nasze kawałki przeświecają małe elementy ich twórczości, które nawet jeśli nie będą się kojarzyć całościowo, to na pewno odnajdziecie je w partiach poszczególnych instrumentów.?

MS.: ?Disymposium? to Wasz debiutancki album, który wydaliście na własną rękę. Muszę przyznać, że widać, iż zainwestowaliście w niego co nieco, bo został on wydany w sposób niezwykle profesjonalny! Ten digipack jest naprawdę fantastyczny! Ciężko było uwolnić taką bestię własnym sumptem? Jest ktokolwiek, kto pomógł Wam w tym?
G.: ?Dzięki. Wymagało to dużego nakładu pracy. Nie licząc właściwej produkcji i grafiki wykonanej przez Alexa Eckmana-Lawna, nad całością tego wydawnictwa czuwałem sam. Zaprojektowałem layout i stworzyłem cały koncept, wybrałem fotografie tworzące tło książeczki, zebrałem razem wszystkie elementy. Nie było to aż tak trudne, jak myślałem że będzie, ale z drugiej strony to była moja robota, a ja jestem perfekcjonistą. Zaprojektowałem to cacko tak, jak chciałbym widzieć każdą płytę, jaką kupuję, gdyż wizualna strona muzyki jest ważna i musi do niej pasować.?

MS.: Ciężko powiedzieć cokolwiek na temat cech charakterystycznych każdego utworu z osobna, gdyż eksplodują one milionem dźwięków, dysonansów i harmonii. Za znak rozpoznawczy Waszego stylu można uznać zarówno swobodną grę sekcji rytmicznej jak i skomplikowane, technical metalowe partie gitar, lecz jedno i drugie można przypisać każdej kompozycji na ?Disymposium?. Wprawdzie mogę powiedzieć, że np.: ?Upon Thy Mortal Throne? posiada najsilniej zaznaczoną linię melodyczną, a w ?Cacophony of the Insane? mamy odniesienia do stylu gry Adriana Belew, ale całościowo materiał jest niezwykle trudny do ogarnięcia przy pierwszych przesłuchaniach. Od zawsze chcieliście grać tak złożoną, trudną w odbiorze muzykę? Wszystkie partie na ?Disymposium? zostały skrupulatnie przemyślane przed sesją nagraniową? Każda kompozycja jest logiczna, ale Wasza muzyka zdaje się mieć wiele wspólnego z instrumentalnymi improwizacjami...
G.: ?Na samym początku nie byliśmy tak właściwie jeszcze pewni w jakim kierunku chcemy podążyć. W miarę postępu twórczego i upływającego czasu, zrozumieliśmy jaki jest nasz cel, a jest nim spójność indywidualnych partii. Dotarło do nas, że od początku naszym celem było pisanie takiej muzyki, jakiej chcielibyśmy posłuchać. Shah i ja gramy wspólnie od dłuższego już czasu i dotarliśmy do punktu, w którym każdy z nas wie, co myśli drugi. On może rzucić jakiś riff, a ja w mgnieniu oka usłyszę w nim coś, do czego zagram kontrastującą, lecz komplementarną partię i vice versa. Na płaszczyźnie osobistej słyszę muzykę głęboko w sercu, zanim jeszcze wypłynie ona z gitary. Cała trudność polega na wydobyciu jej. Zabawne, że nie potrafię czytać nut i posługiwać się tabulaturami na Guitar Pro. Guitar Pro nie ma funkcji ?feelingu?. Od zawsze byłem fanem improwizacji, ale w przypadku ?Disymposium? przemyśleliśmy wiele w kwestii płynności oraz struktur. Większość utworów ma charakter linearny, zgodny z prądem z jakim my czy tekst płyniemy. Jest kilka partii, jakie zostały napisane, lecz które wynikają z improwizacji... ale nie... Nie ma improwizowanych rzeczy. Może jedynie w przypadku Mikey?a [Michael Rule ? perkusista ? przyp. autora].?
S.: ?Wiem, że gdy miałem te 16, 17 lat miałem wiele pomysłów na muzykę, z których nigdy nie skorzystałem, bo zespoły w jakich wówczas grałem nie były brane na poważnie. Ciężko więc było skrzyknąć grupę ludzi, którzy podzielaliby moją wizję. Gavin został wtedy przeniesiony do zupełnie innej szkoły, a ja musiałem wyjechać do Singapuru zaraz po liceum, by przez kilka lat odbyć służbę, co uniemożliwiło nam granie prób. W odpowiedzi na Twoje pytania dotyczące chęci tworzenia złożonej muzyki ? owszem, od zawsze chciałem tworzyć coś w ten sposób. Gdy wróciłem do Australii i poukładałem swoje życie na nowo, Gavin i Mike byli pierwszymi ludźmi, do których zgłosiłem się z pomysłem przywrócenia zespołu do życia i od kiedy podzielamy swą wizję muzyki ? formacja funkcjonuje. Gdy byłem dużo młodszy brałem lekcje gry na pianinie, moja wiedza teoretyczna na temat muzyki jest więc obecnie mocno ograniczona i nie jestem zbyt dobry w czytaniu nut. Teoretyczny aspekt muzyki okazał się pomocny przy pisaniu pewnych partii, lecz całościowo staramy się zawsze podążać za tym, co brzmi dla nas dobrze i dobrze komponuje się z resztą muzycznego schematu. W dużej mierze jestem podobny do Gavina, bo najpierw nucę sobie coś pod nosem, a później staram się przełożyć to na gitarę. Wszelkie partie uzupełniające są dodawane przez resztę zespołu i wspólnie myślimy nad tym jak poskładać je razem w pożądany sposób. Rzadko kiedy improwizujemy. Można powiedzieć, że prawie wszystko trafia na swoje miejsce i to ze ściśle określonego powodu.?

MS.: Wspomniane, skomplikowane struktury są dla Was ciężkie do wypracowania, czy przychodzą one raczej naturalnie, na drodze spontanicznej, muzycznej ekspresji? ?Disymposium? brzmi w sposób niezwykle zaawansowany, lecz z drugiej strony ? szalenie naturalny. Wiele wysiłku włożyliście w proces komponowania i nagrywania tej płyty?
G.: ?Wiele naszych struktur to kwestia riffów, niestandardowego metrum, itp. Sposób, w jaki łączymy te struktury może się wydawać złożony, ale poszczególne partie nie są wcale aż tak szalone (przynajmniej nie dla mnie). Sposób pisania naszej muzyki skupia się bardziej na nakładaniu warstw, atmosferze i feelingu. Każda partia uzupełnia inną w zakresie harmonii. Rytmiczne rozmieszczenia, kontrasty, etc., są dokładnie tym co sprawia, że brzmią one potężnie. Mogę policzyć na palcach jednej ręki momenty, w których ja i Shah gramy ten sam riff w tym samym czasie. Jeśli chodzi o nagrywanie, to nie spieszyliśmy się i fakt, że jestem (przynajmniej tak mi się wydaje) wykwalifikowanym producentem i że posiadam cały stos sprzętu do nagrywania, był tu zdecydowanie pomocny. Większość śladów oklepaliśmy dość szybko, lecz zdarzało się też, że byłem bliski uduszenia kogoś, gdyż efekt nie był wystarczająco dobry i jestem pewien, że inne zespoły też zmagają się z podobnymi problemami. To kwestia perfekcjonizmu.?
S.: ?Najbardziej wymagające było najprawdopodobniej składanie do kupy pozornie nie przystających elementów tak by brzmiały jak utwór, a nie efekt działania ?kopiuj-wklej?. Jestem wielkim fanem THE CHASM i ich epickich konstrukcji utworów. Nie wydaje mi się byśmy brzmieli jak oni, lecz ich muzyka była na pewno wielką inspiracją, przynajmniej dla mnie podczas pisania riffów. Odcisnęło się to na wielu naszych aranżacjach, gdyż wielokrotnie wałkowaliśmy dany utwór, nim zawyrokowaliśmy: ?to chyba będzie tam brzmieć dobrze.? Wiele rozważaliśmy nad postacią poszczególnych fragmentów czy utworów, nawet gdy wydawało się, że numer był już w pełni napisany. Było to mocno frustrujące, bo nawet jeśli jakiś utwór brzmiał dobrze, to za tydzień nie był już tak zadowalający. Była to naturalna progresja początkowego procesu twórczego. Z czasem staliśmy się dużo lepszymi sędziami i krytykami tego co robimy, więc było to poddawane coraz mniejszym modyfikacjom. Wszystkie utwory stworzyliśmy zanim zaczęliśmy nagrywać. Napisaliśmy je na próbach i tam wałkowaliśmy do upadłego. Ich struktury utrwaliły się w naszych umysłach nim zaczęliśmy grać je na koncertach czy nagrywać w studio.?

MS.: Pojawiło się wiele głosów, z którymi w pełni zgodzić się nie sposób, że granie w awangardowym duchu stało się dzisiaj czymś w rodzaju chorej i niesmacznej mody. Jasne, że zawsze pojawią się zespoły, które będą brzmieć dla kogoś mało przekonująco, ale odnosi się to również do muzyki oldschoolowej. Jak czujecie się będąc częścią zjawiska przełamywania muzycznych barier? Przychodzą takie chwile gdy macie tego wszystkiego dosyć i widzicie progresję czy awangardę rzeczywiście w barwach wspomnianego trendu, a nie przyszłości sztuki dźwiękowej? Interesuje mnie poza tym to, jak muzycy rozumieją te dwa terminy: ?progresywny? i ?awangardowy?. Powiecie coś na ten temat?
G.: ?Rozmawiałem o tym z bardzo wieloma ludźmi i zarówno termin ?awangardowy?, jak i ?progresywny? są niezwykle luźne. Wielu odbiorców wie, że naszą muzykę klasyfikujemy jako ?progresywny metal ekstremalny?, lecz nawet ja nie jestem co do tego przekonany. Brzmienie jest definiowane podług stereotypów, tak więc ciężko jest opisać to jak brzmimy, zanim ktoś nie usłyszy nas na własne uszy. Nie ma punktu odniesienia. Dzisiaj określenie ?progresywny? używane jest tylko w jednym celu ? na opisanie czegoś, co brzmi w sposób ?inny?. W odniesieniu do tego coś może być progresywne strukturalnie, technicznie, lub w najgorszym wypadku ? ze względu na tempo. Chodzi o to, że istnieje masa świetnej muzyki, którą ignorujesz ponieważ przywiązujesz wagę do gatunkowych etykiet, szukając nowych rzeczy w obrębie gatunku, jaki Cię interesuje. Wielu słuchaczy utknęło w ramach jednego gatunku i spisują na straty wszystko spoza niego. Słucham bardzo wielu zespołów i metalowych i spoza metalu. Każdy z nich ma jakąś etykietkę gatunkową, lecz brzmi indywidualnie, jego muzyka opiera się na jakiejś wizji. Nie nazwałbym GORGUTS zespołem death metalowym. Nazwałbym ich GORGUTS.?
S.: ?Za jedno nienawidzę szufladek: Słucham z uwielbieniem muzyki różnego rodzaju. ?Progresywny? czy ?awangardowy? to dla mnie bardziej określenia niż nazwy gatunków. Oznaczają one, że jakiś zespół jest innowacyjny, wybiegający w przyszłość, gotowy do eksperymentowania. Tak długo jak na świecie będą ukazywać się płyty, tak długo jedne zespoły będą chciały wpasować się w styl, jaki już znają, a inne popychać granice gatunkowe dalej. Ani w jednym, ani w drugim, nie ma niczego złego. Całkiem podoba mi się wiele ?nowych, oldschoolowych? kapel i na pewno wyłowisz z całego tego muzycznego morza wiele wartościowych, ale i wiele niepotrzebnych rzeczy. Problem z zespołami, które chcą pchnąć granice dalej jest taki, że nie należą one do żadnego gatunku, lecz podążają pewnymi szlakami, np.: death czy black metalu, lecz grają zbyt technicznie by klasyfikować je jako black metalowe, lecz z drugiej strony zbyt wiele w ich muzyce blackowego klimatu, by nazwać ją death metalową. Albo wykorzystują one elementy zupełnie spoza ram metalu, lecz ich muzyka jest zbyt ciężka by nie wrzucić jej do metalowego tyglu. Co się więc dzieje? Ludzie wrzucają je do szufladki z napisem ?awangarda? lub ?progresyw?, co etykietuje dany zespół tak, jakby brzmiał dokładnie tak samo jak inny z tej szufladki. Myślę, że opisywanie muzyki ze względu na jej rzeczywiste brzmienie jest lepszym pomysłem niż takie kategoryzowanie.?

MS.: Ty i Michael Rule graliście wcześniej w innych zespołach. Czemu zdecydowaliście się opuścić te kapele? Obaj Chcieliście poświęcić się KHARIOT czy Wasze decyzje mają charakter zbiegu okoliczności?
G.: ?W chwili, w której opuściłem NOCTIS byłem poza krajem i nawet miksowałem i nagrywałem z tamtejszego miejsca. Przyszedł czas nagrań, a ja wciąż czekałem na swoją zgodę na pobyt. Chłopaki dokooptowali Simone Dow do koncertowego składu. Znałem ją jeszcze zanim dołączyłem do NOCTIS i jako, że była bliską przyjaciółką zespołu, jej przejście w szeregi było nieuniknione. Patrzę na to w tym momencie z zupełnie innej perspektywy niż wtedy, ale najważniejsze, że stało się tak dla dobra zespołu a w proces artystycznej twórczości KHARIOT wciąż miałem spory wkład, więc wyszło jak najlepiej.?

MS.: Jak już wspomniałeś ? wcześniej grałeś w NOCTIS, wraz z którymi wydałeś EP. Odkryłem, że ich muzyka jest zdecydowanie bardziej melodyjna i atmosferyczna niż to, co wypływa spod szyldu KHARIOT. Niektóre elementy, jak choćby powiew norweskiej awangardy spod znaku ENSLAVED, są właściwe dla obu szyldów, ale oni wydają się bardziej zwróceni w stronę klimatycznego grania w stylu KATATONIA lub GREY WATERS. Oznacza to, że definitywnie porzuciłeś tę konwencję by pójść w kierunku muzyki o wiele bardziej brutalnej i złożonej? Słuchałeś już ?Silent Atonement? - pełnogrającego debiutu Twojego byłego zespołu?
G.: ?Nie jestem w stanie powiedzieć na pewno jaka długoterminowa wizja przyświecała NOCTIS, ale usłyszałem w ich muzyce coś innego i postanowiłem dołączyć. Stało się to niedługo po tym, jak zespół został powołany do życia. Większość utworów napisał już Dan, a ja nie zostałem w zespole na tyle długo by mieć jakiś realny wpływ na postać jego twórczości. Wiele utworów z ich debiutu słyszałem natomiast na żywo. Pogląd jakobym zostawił za sobą wspomnianą konwencję grania jest nieprawdziwy. Wciąż słucham wielu kapel grających w ten sposób, a to czego słucham przekłada się poniekąd na mój styl gry. Weź dla przykładu riff otwierający ?Malediction Eclipse? albo kontrapunktową sekcję czystych gitar w ?The Hermit?. Jedno i drugie wzorowane jest na właściwym tej muzyce fingerpickingu, choć ja używam swojej własnej techniki hybrydowego przekładańca, która wnosi tu subtelną, acz istotną różnicę.?

MS.: Wizualna strona Waszej debiutanckiej płyty zasługuje na osobne potraktowanie. Wykorzystaliście nie tylko grafiki Alexa Eckmana-Lawna, czy Wasze zdjęcia, lecz również pewne surrealistyczne obrazy. Czyje to malowidła? Były dla Was pewną inspiracją podczas komponowania materiału na ?Disymposium??
G.: ?Uwielbiam odpowiadać na to pytanie, a nie każdemu, jak na razie, ową zagadkę udało się rozwiązać [śmiech]. Te trzy obrazki są tak naprawdę częścią jednego tryptyku surrealisty XV wieku nazwiskiem Hieronymus Bosch. Całość zatytułowano ?Ogród Ziemskich Rozkoszy?. Te trzy fragmenty, które wykorzystaliśmy pochodzą z części ?piekło?. Nasze teksty mają kilka metaforycznych warstw, jednym z podtekstów konceptu lirycznego ?Disymposium? jest człowiek i jego pociąg do grzechu i stąd piekło. Nie jestem religijnym człowiekiem i ciężko zainteresować mnie tego typu tematyką, ale wspomniana część obrazu ma w sobie coś, co dobrze oddaje to, co robimy ze swą muzyką i swoją wizją ? jest surrealistyczna, mroczna i inna od pozostałych konwencji. Wypracowanie takiego stylu i punktu widzenia, szczególnie w tamtych czasach, było dla Boscha albo wyczynem albo czymś naturalnym.?

MS.: ?Disymposium? było nagrywane w Southern Darkness Studio, a jego mixem i masteringiem zająłeś się sam. Zawsze będzie można narzekać, że ?to czy tamto można było zrobić lepiej?, ale dla mnie, odwaliłeś dobrą robotę. Produkcja jest niezwykle czytelna, nie ma żadnego problemu w wyłapaniu dźwięków tego czy innego instrumentu. Było to dla Ciebie najważniejszym założeniem? Masz duże doświadczenie w produkowaniu muzyki?
G.: ?Jak już wspomniałem, jestem inżynierem dźwięku, studiującym na Western Australian Academy of Performing Arts (WAAPA) oraz właścicielem Southern Darkness Recordings. Stworzenie muzyki to jedno, a zarejestrowanie jej i uchwycenie partii różnych instrumentów to zupełnie inne doświadczenie. Prawdopodobnie to jest dokładnie to co kocham najbardziej w samodzielnym produkowaniu muzyki. Wiem jak to powinno brzmieć, wiem jak osiągnąć to od strony technicznej i pozwoliłem by moje doświadczenie wzięło tutaj górę. Jestem niezwykle drobiazgowy jeśli chodzi o miksy utworów i późniejszą ich obróbkę. Spędziliśmy niemal tydzień na wyłonieniu brzmienia bębnów. Gitary zajęły 2 -3 miesięcy. Dysponuję jednak odpowiednim sprzętem i równie dobrze moglibyśmy nagrać je w miesiąc gdybyśmy tylko chcieli, ale w ten sposób udało nam się uchwycić esencję tego o co nam chodziło. Tak właściwie to nie mam żadnych zastrzeżeń odnośnie gotowego materiału i znam wielu producentów, którzy mają podobny syndrom. Tak czy inaczej, wiem juz co następnym razem będę mógł zrobić lepiej.?

MS.: Istnieje opinia, że większość metalowych produkcji w Perth wyjeżdża na taśmie z Depth Studios Geoffa Eatona. Wy się wybiliście... Jakie inne studia macie jeszcze w Perth?
G.: ?Tak właściwie to prawda, za pewnym wyjątkiem Aidana Bartona z Sovereign Studio. Ktoś powinien zająć się statystykami w tej kwestii. Myślę jednak, że nie chodzi tu o konkurowanie ze sobą poszczególnych placówek. Jest ich całkiem sporo i wielu inżynierów, którzy znają się nawzajem. Scena trzyma się razem i myślę, że opiekujemy się sobą nawzajem (?). Osobiście nie mam pojęcia czego moglibyśmy się spodziewać, gdybyśmy zaangażowali w ten proces kogoś z zewnątrz. Kondensując czas trwania swojego dzieła do 58 minut tej najwartościowszej muzyki, chcesz by brzmiało to dokładnie tak jak zaplanowałeś. W razie czego lepiej jest winić siebie za pewne rzeczy. Zarówno Aidan, jak i Geoff realizują nagrania swoich zespołów i prawdopodobnie mają podobne podejście. Każdy kto w tym siedzi powinien spróbować!?

MS.: Scena Perth cieszy się opinią odizolowanej i jest tam wiele utalentowanych kapel. Jakiś czas temu wypytałem NEVERBORN ? wybitny zespół! Ale również NEXUS, MALIGNANT MONSTER, CLAIM THE THRONE można tu przywołać. Jak opisałbyś wspomnianą scenę? Dostrzegasz jakieś zalety rzeczonego odizolowania?
G.: ?Niesamowite w Perth jest to, że każdy ma tu wszystkiego pod dostatkiem [O! To podobnie jak u nas ;) ? przyp. autora]. Odizolowanie pewnie się do tego przyczyniło, bo nie wszyscy artyści odwiedzają ten zakątek Australii, a jeśli już, to oscyluje to w okolicach kilku gigów na wschodnim wybrzeżu. Jest wiele mniej znanych zespołów, które nigdy nie zapuszczają się w nasze rejony. To wzmaga apetyt.?

MS.: Ty, Shah Rezza Zaini i Michael Rule graliście w zespole gdy byliście w liceum. Zalążek KHARIOT? Co wówczas graliście?
G.: ?Shah i ja mieliśmy zespół (bez Mike?a), który wygrał szkolną bitwę kapel [śmiech] i w tamtym czasie to było niezłe pierdolnięcie. Po prostu zeszliśmy się i na próbach ogrywaliśmy covery metalowych kapel, robiliśmy głupoty, przesłuchiwaliśmy każde CD jakiegokolwiek zespołu, jakie którykolwiek z nas przyniósł ze sobą. Shah pomógł mi dotrzeć wówczas do zupełnie innego stuffu i chyba nigdy nie będę w stanie wystarczająco mu podziękować. Jeśli chodzi o Mike?a, to uczyłem go wtedy grać na gitarze. Nie ma sensu komentować jego dalszej drogi, wystarczy spojrzeć kim się dzisiaj stał... Jak świat światem pierwszym perkusistą w zespole był Tama. Był też mentorem Mike?a.?
S.: ?Gdy miałem 15 lat graliśmy z Gavinem covery dla zabawy. Gdy zaczęliśmy brać to na poważnie, inni naprawdę się tym nie interesowali, więc przerodziło się to bardziej w społeczną twórczość niż cokolwiek innego. To był czas żeby wyjść, pograć covery i i trochę powygłupiać się po wszystkim. Z Mike?m grałem dwa lata później. Już wtedy grał sporo na perkusji, ale złamał nogę, więc wylądował za basem właśnie w tej kapeli. Graliśmy cover OPETH?a i powstał całkiem bzdurny black/death metalowy kawałek, który stworzył podwaliny pod riff do ?Spectral Monarchy?. Nosiliśmy corpse painty i robiliśmy z siebie durniów, wszystko w imię dobrej zabawy. Ku naszemu zaskoczeniu, wygraliśmy też wtedy bitwę kapel. Gdy ukończyłem liceum, zanim musiałem wracać do Singapuru, Mike?owi zagoiła się noga i razem z nim ogrywaliśmy na próbach kilka pomysłów, jakie miałem na muzę technical metalowego projektu. Wówczas przepadałem za PSYCROPTIC.?

MS.: Zagraliście na Western Front Metal Awards ? swego rodzaju lokalnym ewencie w Waszym kraju. Ty i Michael otrzymaliście wówczas nagrody. Jakie znaczenie wspomniane wyróżnienie miało dla Was wtedy, a jakie ma dzisiaj? Zostaliście już docenieni za granicą?
G.: ?Wiele znaczy takie wyróżnienie za coś, co kochasz robić. Gram odkąd właściwie pamiętam. Myślę, że dobrze wiedzieć jak daleko zaszedłem i jestem wdzięczny za wsparcie jakie otrzymałem. Mamy wielu słuchaczy za granicą, ale zawsze szukamy sposobności by dotrzeć w nowsze rejony. Z naszym brzmieniem ciężko zaskarbić sobie uwagę odbiorcy, szczególnie przy pierwszym przesłuchaniu.?

MS.: Mieliście mały problem ze znalezieniem basisty. Jak trafiliście na Darrena Joya? Wielu przesłuchaliście zanim go wybraliście?
G.: ?Po prostu rozwiesiliśmy w kilku miejscach w okolicy ogłoszenie, że poszukujemy basisty. Było kilku kandydatów i było wielu, jakich poprosiliśmy o wspólną grę zanim ruszyły przesłuchania i którzy odmówili z braku czasu. Darren wyróżniał się, gdyż odgadnięcie jego kierunku rozwoju nie zabrało nam zbyt wiele czasu, dodatkowym atutem była wytrzymałość.?

MS.: Gdzieś przeczytałem, że pracujecie już nad kolejnym, pełnym albumem pod tytułem ?Esoteric Prophecies?. Roboczy czy ostateczny tytuł? Kiedy premiera?
G.: ??Esoteric Prophecies? to rzeczywiście tytuł naszej nowej płyty. Tytuł i koncept albumu mieliśmy gotowy już od kilku miesięcy, ja wrzuciłem go ostatnio do biografii zespołu żeby sprawdzić czy ktokolwiek to zauważy. Póki co nie jest to oficjalna informacja, tak więc... dobre spostrzeżenie! Pracujemy właśnie nad kolejnym koncept albumem. Tym razem nie tyle nad głównym tematem, ile nad pewną spójną historią. Jeśli chodzi o detale w rodzaju ? czego dotyczyć będzie owa historia lub kiedy dokładnie płyta się ukaże ? wszystko to jeszcze trzymamy w tajemnicy. Mamy nadzieję wyrobić się w drugiej połowie 2012 roku.?
S.: ?Planujemy końcówkę 2012, ale nie wiemy jeszcze co z tego wyjdzie. Ja muszę skończyć studia i stracimy wiele czasu w związku z moimi podróżami służbowymi. Miejmy nadzieję, że to się wkrótce skończy. Póki co chcę wszystkich zapewnić, że jestem naprawdę zaangażowany w ukończenie tej płyty.?

MS.: Rozejrzycie się za wydawcą? Kto będzie producentem, a kto zajmie się okładką?
G.: ?Jedno mogę powiedzieć na pewno, a mianowicie to, że nie będzie kompromisów, wszystko zostanie dopięte na ostatni guzik ? od samej muzyki, przez okładkę, aż po osobę wydawcy. Naczelnym celem będzie obecnie dostać się pod skrzydła jakiegoś wydawcy i pchnąć muzykę dalej. Nagraniami i produkcją najprawdopodobniej znów zajmę się ja, szukamy natomiast kogoś, kto zajął by się masteringiem. Szata i koncept to pewnie znów będzie moja działka. Jeśli chodzi o grafika, to jeszcze się nie zdecydowaliśmy. O ile chciałbym pozostać przy Alexie, o tyle kocham sztukę i nic nie poradzę, że chcę szukać innych sposobów na wyrażenie naszej muzyki. Zobaczymy co z tego wyniknie.?

MS.: Co dokładnie oznacza nazwa Waszego zespołu?
G.: ?Sporo czasu zabrało znalezienie tej właściwej. Shah przyniósł chyba aramejską (choć mogę się mylić) pisownię słowa Iskariota, czyli Kerayot. Raz jeszcze podkreślam, że nie mam nic wspólnego z religijnością, ale wymowa tego słowa po prostu brzmiała dobrze. Rozpatrzyłem ten wyraz w różnych kombinacjach i pojawiła się nazwa. Myślę, że to dobrze, że nie musi ona niczego oznaczać, gdyż to pozwala definiować muzykę ze względu na to czym naprawdę jest.?
S.: ?KHARIOT jest bękartem słowa Kerayot. Kerayot, w języku parafian znaczy ?gromadzić się?, lecz jest to również określenie Judasza Iskarioty. Iskariota (Iscariot) jest z kolei, w rzeczy samej, metatezą słowa sicarius, a to po łacinie ?morderca?. To po prostu nie ma dla nas większego znaczenia, a brzmi fajowo.?

autor: Kępol (grudzień 2011)



<<<---powrót