Wywiady

MROCZNA STREFA (Narmer): Witaj Heinrich!!!! Całkiem niedawno Rebellion vol. II dobiegła końca. Proszę, pokuś się o maleńkie podsumowanie tego wydarzenia. Bądź co bądź, była to pierwsza krajowa trasa Decapitated po tegorocznej reaktywacji.
Heinrich: "Witajcie metale! Właściwie niewiele pamiętam... A tak poważnie, mieliśmy wielkie obawy co do frekwencji organizacji itp. itd. Koniec końców trasa dla nas, innych zespołów jak i organizatorów okazała się sporym sukcesem. Stosunkowo młoda firma Sophiria Management stanęła na wysokości zadania i wszystko dopięte było na ostatni guzik. Metali pod sceną nie brakowało więc nastroje potrasowe jak najbardziej OK. Z naszej strony tyle, ziarno zasiane reszta w rękach ludu."

MS: Powoli dobiegający końca, rok 2010, jawi się jako kolejny, bardzo intensywny w Twoim wykonaniu. Czy ty w ogóle śpisz:)??? Ogarniasz "to wszystko", w co jesteś uwikłany??? Czy też całkowicie dajesz się ponieść szaleństwu??? Szereg działań, jakie podejmujesz jasno sugeruje, iż nie masz wątpliwości co by tu ze sobą zrobić.
H.: "Nieee... dlaczego? Właściwie to co ja w tym 2010 zrobiłem? Większość czasu spędziłem na trasach z Decap.
Właściwie to kilka spraw z innymi zespołami jakoś się samo uporządkowało."

MS: Należysz do grona najlepszych basistów w tym kraju. Chciałbym Ci zadać w związku z tym jedno pytanko. Jak to jest, być jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym)? Miłe uczucie??? Nie narzekasz czasem na potencjalny brak wolnego czasu??? Powiedz co nie co o swych inspiracjach. Czemu akurat bas??
H.: "Nie chcę być fałszywie skromny, ale co to znaczy "najlepszy" w odniesieniu do muzyka? Najszybszy? Najbardziej widowiskowy? Najładniejszy? Czy inny naj? Być może dla czternastoletniego młodego adepta gitary basowej mogę być już jakąś tam personą, ale co na to Wojtek Pilichowski czy Billy Sheehan ? Jak to jest być "najlepszym", cóż... Pamiętam jedną sytuację - jedziemy we trzech w podmiejskim autobusie linii 723 z Warszawy do Legionowa: Daray, Orion i ja. Telepie jak cholera, tłok patrzymy na siebie nikt nic nie mówi, w końcu Darek się śmieje i mówi: - "Gwiazdy!... Rocka!.." - leżeliśmy ze śmiechu. Jak to jest ? - Normalnie...
Z moim czasem jest niestety słabo, bo cały czas pracuję zawodowo, a jest jeszcze życie prywatne i trzeba to wszystko jakoś pogodzić. Inspiracje: Jeżeli miałbym w tej chwili podać tylko jeden zespół, to od kilku lat jestem wielkim fanem Gojira. Jeżeli pytasz ogólnie - słucham metalu, rocka, jazzu, muzyki filmowej, czasem słucham K44 i dobrego Pop'u. Jest na tym świecie masa naprawdę dobrej muzyki i chyba łatwiej byłoby mi napisać czego nie lubię. Czemu bas? Cóż przeważnie jest tak samo, doszedłem do zespołu, gdzie wszystko już było z wyjątkiem gitary basowej. Kupiłem więc bas, potem już zawsze postrzegano mnie jako basistę i mamy rok 2010."

MS: Zanim przejdę do pytań związanych z kapelami, w których pogrywasz. Zadam pytanie, które zapewne słyszałeś już niejednokrotnie. Nie miałeś przypadkiem ochoty robić muzykę na tzw. własny rachunek??? Wiesz, własny band, miliony wywiadów, tłumy groupies i te wszystkie inne rozkosze związane z pozycją frontmana.
H.: "Nie nadaję się do tego. Jestem typem żołnierza, dostaję konkretne zadania i je wykonuję. Planowanie i koncepcja to nie moja domena. Z rozsądku wiem że na dłuższą metę albo bym się tym strasznie zmęczył albo robiłbym to zwyczajnie źle. Pewni ludzie nie powinni robić pewnych rzeczy, więc zostanę przy tym co wychodzi mi najlepiej. Co do robienia samej muzyki, owszem, bo mam mnóstwo pomysłów które zwyczajnie nie pasują do stylistyki bandów w których gram i oj... będzie tego kilka GB na moim komputerku. Może kiedyś nad tym siądę i wpuszczę w net ot tak po prostu... A wiesz, wywiadów nie lubię :-) Grupies mam w domu :-) Rozkosze trasowe ? Chyba byliśmy na różnych trasach ;-)"

MS: Na początku roku dołączyłeś do Decapitated. Opowiedz troszkę o kulisach tego wydarzenia. Jak wieść gminna niesie, szykujecie się do nawiedzenia pewnej sadyby na północy kraju. Możesz zdradzić jakieś pikantne szczegóły???
H.: "Kiedyś Wacek już proponował mi staż w Decapitated, ale wtedy odmówiłem. Nie czułem się na siłach i zwyczajnie się bałem. Gdy tym razem dowiedziałem się, że Wacek kompletuje załogę wiedziałem, że do mnie drugi raz już nie zadzwoni. Więc ja zadzwoniłem do Krakowa i zapytałem czy ma już basistę. Powiedział, że szuka i że cieszy się, że się odezwałem. Reszta poleciała szybciutko. Pod koniec lutego 2011r. zespół Decapitated wchodzi do studia Radia Gdańsk zarejestrować następcę "Organic Hallucinosis". Więcej pikanterii w swoim czasie."

MS: UnSun.
H.: "Każda bajka ma swój koniec. Wraz z sesją nagraniową płyty "Clinic For Dolls" zakończyliśmy współpracę. Musiałem zdecydować co chcę robić w życiu, a death metal cały czas gra mi blasty w duszy. Będę śledził poczynania Mausera i dopingował Unsun."

MS: Czy macie zamiar "odmrozić" Vesanię??? Jak wspomniałeś, chęci są.
H.: "A propos pytań o coś na własny rozrachunek. A czym jest dla mnie Vesania ? Chęci są - są też czyny. Nie zdradzę szczegółów, ale wyskoczymy z kapelusza szybciej niż się ktokolwiek zorientuje. Jak zwykle w przypadku tego zespołu wszystko odbędzie się na opak kompletnie pozbawione jakiegokolwiek sensu i jak zwykle będzie to strzał w 10! He he pewny siebie, ale mam podstawy ku temu..."

MS: Rootwater. Tutaj sprawa wydaje się być poważna. Jak ze zdrowiem Maćka??? Wiem, ze nie jest to miejsce to roztrząsania tego typu spraw, ale wielu chciałoby wiedzieć, czy jest możliwy powrót na scenę?
H.: "Maciek ma się dużo lepiej. Cały czas musi na siebie uważać. Na szczęście najgorsze ma już za sobą i powoli wraca do siebie. Co do powrotów na scenę, to jest to pytanie do Niego. Osobiście trudno mi rokować cokolwiek i nie mam pojęcia co bym zrobił będąc w jego sytuacji. Myślę, że po takich doświadczeniach człowiek przewartościowuje sobie wszystko na nowo. Jeżeli kiedykolwiek zobaczę go na scenie - będę szczęśliwy. Jeżeli nie, uszanuję Jego decyzję w 100%. Co do samego zespołu Rootwater, nawet jeśli kiedykolwiek stanie na nogi, mój czas w jego szeregach dobiegł końca."

MS: Masachist. Kolejny ciężki temat:) Należy przyjąć, że jest to studyjny projekt??? Czy też może jakieś pojedyncze sztuki wchodzą w grę??? Czy będzie kontynuacja debiutu??? Nikt nie wymiękł na robocie???
H.: "Masachist jest dla mnie czystą formą Death Metalu. O jego egzystencji stanowią najbardziej chlubne metalowi zasady. Nie jest to forma zarabiania pieniędzy, zdobywania jakiejś tam sławy, czy wyścigi z innymi kapelami kto szybciej. Jest to forma totalnej alkoholizacji, destrukcji, nihilizmu i zdziczenia robiąc przy tym trochę hałasu. Daj metalowi trochę prądu i wódy, to zorganizuje podziemny festiwal. Tak, tak, lubię to ;-). Gdy dołączyłem do tej chlubnej gromady zuchów umówiliśmy się, że jest to projekt studyjny. Co prawda chłopaki zagrali kilka sztuk, ale raz, że nie mogłem być na koncertach, bo byłem na wyjeździe z Decap, dwa - nie chciałem, bo nie tak się umówiłem. Kontynuacja debiutu będzie na 100%. Czy ktoś wymiękł ? Zobacz te mordy na wkładce - przecież to kwiat polskiej estrady..."

MS: Jesteś również właścicielem studia "Sound Division". Proszę, odkryj karty tego tajemnego przedsięwzięcia.
H.: "Nie samym metalem człowiek żyje. Romantyczne czasy gdy wierzyłem że będę grał w Rammstein odeszły bezpowrotnie. Czynsz płacić trzeba, a i jeść też czasem. Praca w "rozrywce" (jakby to nie brzmiało) to naprawdę ciężki chleb i co najgorsze jest to totalnie nie przewidywalne zajęcie. Dzisiaj jesteś bogiem, a jutro cię nie ma. I wielu chłopaków się już na tym przejechało. Trochę przypadkiem, trochę świadomie w jakimś momencie życia zacząłem prowadzić sale prób dla muzyków. Po kilku latach, kilku większych lub mniejszych perturbacjach i przełomach jestem panem co lata z kabelkami, naciska czerwony guzik, robi mądre miny i nazywa się dumnie "realizator dźwięku". Muszę sprostować stwierdzenie "właścicielem" - otóż właścicielem jest mój dobry przyjaciel Tomek Hryniszyn i jest to jeden z tych mecenasów sztuki, którzy inwestują w muzykę, bo wierzą w jakieś tam idee. I choć jest to biznesman twardo stąpający po ziemi, który potrafi zarabiać pieniądze. Jakoś dziwnie poczynania związane z tym studiem kompletnie mijają się ze wszystkimi szkołami biznesu jakie zna świat ;-). Reasumując jestem tam głównym sprawcą zamieszania, ale nie właścicielem. Oczywiście z racji upodobań muzycznych skierowani jesteśmy na mocniejsze brzmienia, tak więc zapraszamy - www.myspace.com/sounddivisionstudio :-)

MS: Ok. Dzięki wielkie za poświęcony czas. I co, należy życzyć powodzenia w działaniach. Skorzystaj z przywileju odpowiadającego, rzucając krwawym mięsem w tłum!!!
H.: "Ech, i w kogo tu rzucać... Mam apel! Niestety, mamy czasy gdzie net jest wszędzie i wytworzył się nam nowy typ fana. "Metalowiec YouTube'owy" - najmądrzejszy, elokwentny, erudyta, słuch absolutny, mistrz angielskiego, karate, gra na wszystkim - potrafi wypierdzieć na liściu Reign in Blood. Zna wszystkie kapele, a na portalach społecznościowych ma "dodanych" wszystkich muzyków... Tylko, że nie tak to ma działać. Każdy wie o co chodzi, więc ruszcie czasem swoje tłuste tyłki sprzed monitorów i zróbcie jakąś rozpierduchę na mieście, wpadnijcie na gig, najebcie się jak ludzie, bo mam wrażenie że duch rock'and'rolla w narodzie ginie ;-) Tyle smędzenia! Dzięki za wywiad! Pozdrawiam wszystkich prawdziwych Metali!"

autor: Narmer (listopad 2010)



<<<---powrót