Wywiady

Czy naprawdę potrzeba wstępu do takiego wywiadu? Wątpię. Ale może napiszę, tak zupełnie od siebie, że wywiady takie jak ten wcale nie muszą mieć dramatycznego wydźwięku. Czymże muzyczne podziemie mogłoby się poszczycić, gdyby zespoły takie jak MYOPIA kręciły puszczane na 'jedynce' teledyski? Być może tak jak wysuwający się z rękawa "Rumble Fish" na wspomnienie o "Ojcu Chrzestnym", być może na podobnej zasadzie MYOPIA potrzebna jest wszystkim tym fanom VOIVOD, THE DILLINGER ESCAPE PLAN, DECAPITATED czy EPHEL DUATH, którzy zajechali we własnej głowie każdy wyprodukowany przez nich dźwięk? A może 'dźwięk'? hmm? nie istnieje?

Mroczna Strefa [Kępol]: Tu Kępol z 'Mrocznej Strefy' czasoprzestrzennego kontinuum. Witajcie Panowie! MYOPIA to forma artystycznego życia wykazująca wzmożoną aktywność wbrew czynnikom środowiskowym. Nie odkryję w tym momencie koła jeśli stwierdzę, że habitat, który ów muzyczny organizm zamieszkuje cechują wyjątkowo trudne warunki, które złożyły się na to, że kolejny, trzeci już, pełny album studyjny musieliście wydać na własną kieszeń. Do jak wielu drzwi zapukaliście nim okazało się, że będziecie musieli sobie radzić sami? Zdaje się, że Selfmadegod Records pokusił się o wznowienie Waszego studyjnego debiutu, czyli "Enter Insect Masterplan". Nie byli zainteresowani wydaniem kolejnych krążków?
MYOPIA [Bogdan Kubica]: "To jest nasz czwarty studyjny album. Pierwszy to "Subconsciously Unconscious", który co prawda miał formę CDR, ale miał też profesjonalną wkładkę i był całkowicie profesjonalnie nagrany z Szymonem Czechem w studiu Selani, a więc traktujemy go jako pełnoprawny, pełny studyjny album (jeśli kiedyś wytłoczymy go ponownie, to być może wszyscy uznają go za nasz pierwszy album). Wcześniej było jeszcze jedno demo "Unknown Controls" nagrane szybko w dość amatorskich warunkach. Selfmadegod faktycznie wypuścił reedycję naszego drugiego albumu, ale słabo się to sprzedawało i o kontynuacji nie mogło być mowy."
MYOPIA [Robert Słonka]: "Cześć! Największy wysiłek mający na celu zainteresowanie wytwórni naszą muzyką wykonaliśmy przy poprzedniej płycie "Biomechatronic Intervention". Efekt tych działań był zerowy, więc tym razem ograniczyliśmy się do wysłania propozycji współpracy do kilku największych krajowych wytwórni. Z Mystic Production rozmawialiśmy przez kilka tygodni, jednak suma sumarum nie zdecydowali się wydać "Simultaneous Simulations" pod swoim szyldem, więc zrobiliśmy to sami."

MS.: Jak myślicie - gdzie leży przyczyna obojętności szeroko rozumianego rynku muzycznego na propozycję takich grup jak MYOPIA? Ostatnio sam Marek Pająk miał przecież niemały problem z wytłoczeniem nowego AMORPHOUS, a wydawało by się, że lud nazwisko kojarzy, a i krajowa - i nie tylko - estrada gościła owego jegomościa na swych deskach nie raz i nie dwa. W przeciwieństwie do wspomnianej nazwy, MYOPIA nie oferuje jednak twórczości strawnej dla co najmniej połowy metalowych biesów. Czy rzeczywiście musi być tak, że ta ambitniejsza, trudniejsza w odbiorze muzyka nie znajduje chętnych co by rękę podali, co by otworzyli przed nią jakieś drzwi? W końcu taki choćby TOOL raz na zawsze udowodnił, że jak najbardziej może być inaczej. W końcu ludzi doceniających nieszablonowe granie nie zabrakło, czego potwierdzeniem niech będzie żniwo cokolwiek pochlebnych recenzji, jakie "Simultaneous Simulations" cały czas zbiera i to spod naprawdę uznanych piór ? Jak zdiagnozowalibyście ów 'błąd w sztuce'?
B.K.: "TOOL być może niczego nie udowodnił, tylko zrobili to ci, którzy w ten zespół zainwestowali, gdyby nie oni, TOOL może do dziś grałby sobie w swoim garażu. Jest mnóstwo fajnej muzyki na świecie, która nigdy nie trafi do szerokiej publiczności, z drugiej strony pełno badziewia jest wydawane co roku i nie wiadomo do końca, co i kto o tym decyduje, przez jakie filtry to wszystko przechodzi. Nasze płyty od ponad dziesięciu lat otrzymują w 90-95% bardzo dobre lub dobre recenzje, ale to na pewno na nic, poza naszą satysfakcją, się nie przekłada. Gdyby ktoś liczący się nas wydał i powiedział, że to teraz trzeba kupować i tego trzeba teraz słuchać, to pewnie tak by się stało, ale jakie kryteria trzeba spełnić, nie mam pojęcia."
R.S.: "Trudno mi do końca zrozumieć czym kierują się wytwórnie płytowe. Zrozumiałe jest, że zysk jest naczelną sprawą przy decyzjach jaki band wziąć do swojej stajni, jednak w świecie muzycznym funkcjonuje wiele kapel, które pomimo zawiłości sztuki jaką serwują znajdują spore grono wielbicieli. Przykładem niech będzie choćby THE DILLINGER ESCAPE PLAN, czy większość twórczości Mike'a Pattona po odejściu z FAITH NO MORE. Do tego dołożyłbym jeszcze jeden wątek, a mianowicie zamykanie oczu przez wytwórnie na zespoły, które rozwijają scenę metalową, kształtują jej peryferia i poszerzają granice metalu, a do takich zaliczyłbym MYOPIA. A może po prostu za mało się staramy i nie potrafimy przekonać ludzi w wytwórniach do naszej muzyki?"

MS.: Staracie się promować "Simultaneous Simulations" na własną rękę, czy szukacie kogoś, kto spełniłby tę rolę? Macie jakąś strategię koncertową na najbliższe miesiące?
B.K.: "Płyty poszły w wiele miejsc, co owocuje recenzjami i wywiadami w sieci i na papierze. Jeśli ktoś Cię wydaje, to zapewnia również jakąś promocję, my wydając płytę samodzielnie musimy radzić sobie sami. Gdybyś jednak chciał zostać naszym managerem wolontariuszem, gdyż nic na muzyce nie zarabiając nie możemy Ci nic zapłacić, to oczywiście przyjmiemy Cię z otwartymi ramionami. Strategii koncertowej nie mamy żadnej na chwilę obecną z powodów logistycznych (jesteśmy rozsiani po Polsce), finansowych (do koncertów band naszego pokroju zawsze musi dopłacać) i czasowych (może udało by nam się wspólnie wyrwać na jedną sobotę w miesiącu). Chodzi nam jednak czasami po głowie, żeby się zebrać i spróbować zagrać kilka sztuk na żywo, co mogło by zaowocować pierwszym w naszej karierze nagraniem koncertowym czy DVD."
R.S.: "Sami promujemy własną muzykę i to głównie w internecie, gdyż jest to najprostsze i przynosi określony efekt. Pojawiają się recenzje płyty, a w ślad za nimi wywiady. Mamy kilku zaprzyjaźnionych fanów-redaktórów na których zawsze możemy liczyć jeśli chodzi o promocję MYOPIA. Recki pojawiają się też w ogólnopolskich pismach (Metal Hammer, Teraz Rock), więc wydaje mi się że funkcjonujemy w świadomości fanów pokręconego grania, co zresztą potwierdza ilość ściągnięć naszej ostatniej płyty z rapidów (kilkadziesiąt tysięcy). Co do koncertów nic się nie zmieniło, na razie nie mamy takich planów, co najwyżej luźne rozważania na ten temat."

MS.: Na oficjalnej stronie internetowej MYOPII zainteresowani mogą znaleźć wideoklipy do takich utworów z repertuaru grupy jak pochodzący z demo "Subconsciously Unconscious" "Experiment of Elimination", czy "Re-control", który trafił na "Biomechatronic Intervention". Stworzeniem obrazu do tego drugiego zajmował się Marcin Zaremba ze studia graficznego 'Lontia'. To on stworzył poprzednie wideo? Planujecie wizualne uzupełnienie jakiegoś kawałka z najnowszej płyty?
B.K.: "Nie mamy żadnego konkretnego pomysłu na chwilę obecną, ale fajnie byłoby znów coś zmontować, tak więc prędzej czy później możecie się jeszcze czegoś po nas spodziewać w formie klipu czy jakiegoś dvd. Klip do "Experiment of Elimination" został zrobiony przez ówczesnego szefa Selani Studio, był to bonus - jeśli zespół wykupił sesję nagraniową na co najmniej 100 godzin, to miał klip gratis, robiony amatorsko w wolnym czasie przez pana Adama. My mieliśmy akurat 100 godzin."
R.S.: "Marcin Zaremba to bardzo zdolny grafik, który wspiera nas od kilku dobrych lat. Dzięki niemu mamy fajną stronę internetową, jest twórcą naszych ostatnich multimediów (relacja ze Studia X - nagrywanie "Biomechatronic Intervention", teledysk "Re-Control"), ponadto opracował graficznie moje rysunki i przygotował wkładkę do "Simultaneous Simulations". Dodam, że już wkrótce będzie tworzył na naszej stronie stałą galerię zdjęciową poświęconą Szymonowi Czechowi. A to tylko wycinek prac, które wyszły spod jego komputerowej myszki [śmiech]. Tak, że zachęcam inne zespoły do współpracy z Marcinem (www.lontia.pl)"

MS.: "Simultaneous Simulations", podobnie jak poprzednie albumy, nagrywaliście pod protekcją Szymona Czecha - realizatora, który współpracował z takimi technical metalowymi szyldami z naszego podwórka, jak choćby SCEPTIC, NYIA czy ANTIGAMA. Co w największym stopniu zadecydowało o Waszym przywiązaniu do olsztyńskiego Studio X? Czemu konkretnie przesuwaliście termin realizacji nagrań materiału na najnowszy krążek?
B.K.: "W przypadku ostatniej płyty tylko bębny były nagrane w Studiu X, a cała reszta została zrobiona w Elephant Studio Szymona Czecha. Poprzednie dwie płyty były w całości nagrane w Studiu X i nie przyciągało nas tam samo miejsce, tylko osoba Szymona Czecha, który akurat tam wtedy pracował. Kiedy w 2001 roku usłyszałem "Pathetic Being" SCEPTIC i zobaczyłem nazwisko Szymona Czecha w roli producenta, to pomyślałem, że chciałbym nagrać płytę z tym człowiekiem, i właśnie dlatego udaliśmy się w 2002 do Selani Studio nagrać nasz pierwszy album. Z realizatorem dogadywaliśmy się bez słów. Po tym nagraniu stwierdziliśmy, że jeżeli jeszcze coś w życiu mamy nagrać, to tylko z Szymonem, i tak zleciało dziesięć lat, a my zrobiliśmy z nim kolejne trzy płyty. Jak wiadomo Szymon odszedł, i cholernie zaburzyło nam to koncepcję na przyszłość."
R.S.: "Cieszę się, że mogłem nagrywać dwie płyty pod okiem Szymona. Praca z nim to było wielkie doświadczenie, był profesjonalistą i nie wypuścił ani grama muzy, do której nie był przekonany. Zawsze gotów do analizy granych fragmentów, do bólu dokładny i precyzyjny. A przy tym świetny znawca muzyczny, dzięki czemu proponował czasem rozwiązania o których nie mieliśmy pojęcia przed wejściem do studia - dzięki temu muza pomimo przygotowania, tak naprawdę kształtowała się podczas sesji nagraniowej. Szymon inspirował. Do tej pory nie umiem pojąć tego, że odszedł, lecz wiem że komponuje teraz i nagrywa w innym wymiarze."

MS.: Szymon Czech pomógł Wam wykonać "Intrough" i "Outrough", czyli - jak nietrudno się domyślić - intro i outro najnowszej płyty. Zagrał on również solo w utworze "Hyperreality". Istnieje niekoniecznie uprzejma, stereotypowa opinia, że realizatorzy nagrań to zazwyczaj niespełnieni muzycy. Jak wygląda to w przypadku Szymona? Widać po nim, że najchętniej zrobiłby karierę jako zawodowy muzyk, czy granie traktował po prostu jako pasję, utrzymując się z nieco innej działki muzycznej działalności?
B.K.: "Muzyka była jego totalną pasją, a on sam realizował się na różne sposoby. Grał w PROPHECY, NYIA i THIRD DEGREE (widziałem go raz na żywo z NYIĄ - szaleństwo), był świetnym realizatorem robiąc dziesiątki płyt, nagłaśniał koncerty, grał jako muzyk sesyjny. Uwierz mi, trzeba być wielkim, żeby to wszystko ogarnąć na tak wysokim poziomie, i pod tym względem ja nie dorastam mu do pięt. Udzielał się muzycznie na płytach innych zespołów nie po to, by się spełnić, ale dlatego, że te wszystkie zespoły go o to prosiły wiedząc, że na pewno zrobi coś fajnego. W 2005, kiedy przyjechaliśmy do Studia X nagrać "Enter Insectmasterplan", mieliśmy skompletowanych tylko siedem utworów, a do jednego były tylko bębny. Nagrałem te bębny, żeby się nie zmarnował pomysł, licząc po cichu, że być może coś się na bieżąco naszemu ówczesnemu gitarzyście Kamilowi uda skomponować. Nic jednak nie szło. Szymon wyczuł rytm, chwycił swoje siedem strun, wpadł w trans i po kilku godzinach powstał utwór "Clones". Moim zdaniem Szymon był spełniony w każdym calu, i teraz kiedy już go nie ma, to pewnie jego akcje pójdą w górę i niedługo stanie się legendarny i kultowy. I słusznie."
R.S.: "Szymon był kompletnym i świadomym muzykiem. Nie wiem czy wolałby zająć się tylko i wyłącznie tworzeniem własnej muzy i zrezygnować z pracy w studiu. Na pewno sprawiało mu to dużą frajdę i angażował się w to maksymalnie. W wymiarze artystycznym bycie muzykiem i jednocześnie profesjonalistą w studiu daje kompletne możliwości kreacji dokładnie tego co się zamierza uczynić muzycznie. Natomiast jeśli rozpatrywać to czysto finansowo, to oczywiście praca w studiu przynosi dochody, życie z własnej, trudnej muzyki (a taką grał Szymon) jest w naszych warunkach chyba niemożliwe."

MS.: No i cóż? Pytania lecą nieubłaganie, a mnie nie pozostaje nic innego jak dołączyć się do całej litanii superlatyw, pod którymi podpisali się tacy branżowi krytycy jak choćby naczelny powyższego serwisu - Wojciech Szymański, Arek Lerch czy Paweł Brzykcy i przytaknąć z ukontentowaniem, że tzw. warsztat spożytkowany jest u Was co najmniej należycie! "Simultaneous Simulations" to album szalenie przemyślany, złożony, ambitny, arcy-kosmiczny w warstwie instrumentalnej i przepysznie wymagający w tekstowej swej płaszczyźnie, lecz niezwykle słuchalny dla fanów połamanego rytmicznie metalu technicznego czy po prostu - cięższych odmian muzyki progresywnej. Odnoszę wrażenie, że jeśli ktoś kocha bardziej wymagające, ambitniejsze granie, to wręcz nie gra roli o jakiej jego odmianie mówimy i w moich oczach MYOPIA winna 'zagadać' bez problemu w uszach miłośników takich kapel, jak choćby THE DILLINGER ESCAPE PLAN, ALARUM, ATHEIST, obecny DECAPITATED, SCEPTIC, PRESCIENT, CORONER czy nawet - IMMOLATION. Macie jakiś wgląd w 'garnitur stylistyczny' muzyki słuchanej przez fanów, którzy entuzjastycznie odpowiedzieli na Waszą twórczość? Można mówić o praktycznej stronie pewnego uniwersalizmu twórczej propozycji MYOPII?
B.K.: "Jeśli ktoś sięga po naszą muzykę, to z reguły ociera się o wymienione przez Ciebie nazwy lub inne zespoły grające połamane rytmy i 'kwaśne' gitary, rzadziej można trafić na miłośnika heavy metalu, który powie, że nagraliśmy fajną płytę. Muzyka, którą serwujemy jest definiowana na wiele sposobów, ale wyrobiliśmy sobie pewien styl muzyczny, który jest z nami kojarzony i widząc nasze logo na płycie mniej więcej wiadomo, czego można się spodziewać: jeśli szukacie wyłącznie klasycznego thrashu, heavy metalu, death czy black metalu i nie macie otwartych umysłów, to nasza nazwa powinna działać jak ostrzeżenie - lepiej po to nie sięgaj, ale jeśli interesuje was dysharmonia, arytmia i taka ilość motywów, że można by nimi obdzielić kilka 'klasycznych' płyt, to widząc nasze logo oczy zaświecą wam jaśniej."
R.S.: "No to po kolei [śmiech]. "Simultaneous Simulations" jest albumem przemyślanym w warstwie instrumentalnej, jest oczywiście płytą mocno techniczną, ale mam wrażenie, że pokręcenie muzy nie przeszkadza i utworów słucha się z przyjemnością [śmiech]. Materiał powstawał około dwóch lat i co ciekawe, zastosowaliśmy zabieg powtórzeń pewnych motywów muzycznych w różnych utworach, czyli dana fraza znajduje swój odpowiednik w innym numerze - na pewno jest dosyć trudne do wychwycenia, zwłaszcza po pierwszym przesłuchaniu, ale zachęca to do rozgryzania płyty (porównajcie wstępy do utworów "Simulations 1" i "Simulations 2"). Myślę, ze nasz słuchacz na pewno wymaga od muzy pewnej dozy skomplikowania, nieprzewidywalności, oraz braku schematycznego grania. To chyba najlepiej definiuje MYOPIA, każdy utwór był dla nas konkretnym wyzwaniem przy tworzeniu i z każdego jesteśmy bardzo zadowoleni - nie ma na tej płycie zapychaczy ani zanudzaczy, jest czysta metalowa kreacja, która mocno wymyka się definicjom gatunku. I o to chodzi!"

MS.: Osobiście przyznaliście się do inspiracji kanadyjskim VOIVOD, którego wpływy słychać w Waszej muzyce chyba najsilniej. Gdzieś przewinęło się nawet określenie 'polski VOIVOD' ukute na potrzeby scharakteryzowania Waszego stylu gry. Moim zdaniem równie obecne są w Waszej muzyce elementy maniery wykonawczej takiego choćby MESHUGGAH, które są świetnie wyczuwalne w wyciszonej końcówce "Time Machine" czy w "Posthistory" dla przykładu. Jak reagujecie na określenia typu 'polski VOIVOD'? Moim zdaniem MYOPIA jest daleka od replikowania muzyki tego szyldu, a taki przydomek często sugeruje właśnie to ostatnie?
B.K.: "Tak to właśnie jest, raz coś kiedyś wspomnisz nieopatrznie czy nawet przypadkowo, a inni przyklejają do ciebie etykietę już na stałe. Po raz pierwszy usłyszałem określenie 'polski VOIVOD' w 2002 i wtedy brzmiało to dumnie, ale lata mijały, a określenie przylgnęło, uparcie powtarzane. Ujmy nam to nigdy nie przynosiło, ale też trzeba powiedzieć, że przez ostatnie 16 lat VOIVOD niczego ciekawego nie zrobił, podczas gdy my zarejestrowaliśmy nasze najlepsze nagrania, więc ciężko nas z nimi porównywać równolegle w ostatniej dekadzie, a bardziej ogólnie nasza muzyka była zawsze bardziej połamana i aranżacyjnie zaawansowana w zupełnie innym kierunku. VOIVOD wraca do gry nowym albumem, na razie słyszałem tylko trzy utwory, i choć zapowiada się to nieźle, to wciąż inne granie w porównaniu do nas. Być może jakiś młody krytyk, dla odmiany, porówna ich do MYOPII?"
R.S.: "Jesteśmy jak najdalsi od naśladowania i kopiowania jakiejkolwiek kapeli, co najwyżej możemy mówić o fascynacjach 'wieku dojrzewania', oraz pewnych muzycznych inspiracjach. VOIVOD niewątpliwie jest zespołem, który wywarł wpływ na moje podejście do granej muzyki, na pewne myślenie muzyczne. Chodzi przede wszystkim o poszerzanie gatunku jakim jest metal, w moim przypadku jest to specyficzna gra na gitarze co zawdzięczam wielkiemu mistrzowi Denisowi Piggy Damour - nie używam prawie w ogóle powerchordów, gram określone akordy (oparte najczęściej o dysonanse, akordy zmniejszone i zwiększone, sekundy i trytony), które budują klimat, a przede wszystkim powstają utwory oparte o konkretną harmonię. Słuchacze bardzo często dopatrują się inspiracji jazzowej w konstrukcji utworów i mają rację. To przecież muza gdzie operowanie określonymi składnikami akordów jest kluczowe, by osiągnąć zamierzony klimat. Od harmonii przejdźmy do rytmiki. Tutaj faktycznie Fryderyk Thordendal z MESHUGGAH jest muzykiem, który rytmikę gitarową rozwinął w sposób niebywały - można wiele razy odsłuchiwać dany motyw, uczyć się i inspirować. Nie funkcjonujemy w próżni, wydaje mi się, że każdy muzyk ukształtowany jest przez swoich mistrzów, jednak znalezienie własnego stylu to klucz do własnego sukcesu."

MS.: We wczesnych latach istnienia zespołu, nim sięgnęliście po dokonania VOIVOD, graliście przeróbki utworów METALLICA. Utwory z mojego ukochanego i, co by nie powiedział, najbardziej technicznego w ich dyskografii "? And Justice For All" często trafiały wówczas na Wasz roboczy stół? Jak opisalibyście ten konkretny punkt zwrotny, w którym stało się zupełnie jasne, że to nie punk rock będzie Waszą muzyczną parą kaloszy w przyszłości?
B.K.: "W całości zrobiliśmy tylko dwa numery z "and justice", tytułowy i "Harvester of Sorrow", zagraliśmy je nawet na kilku koncertach. Ja prywatnie ćwicząc sobie na bębnach, grałem fragmenty prawie wszystkich utworów z tej płyty, bo swojego czasu był to dla mnie idealny wzorzec do naśladowania. Co do własnego stylu muzycznego, to od zawsze wiedzieliśmy, że chcemy wejść w świat zawiłego thrash metalu. Ja i Robert Kocoń poznaliśmy się grając w pseudo punkowym zespole, ale tam nic wtedy nie działo się na poważnie, ostry punk jest super i gdybyśmy wtedy produkowali prawdziwe punkowe dźwięki, to pewnie gralibyśmy to dłużej, ale twórca zespołu produkował marne kawałki, które były parodią MOTORHEAD, a na koncercie robił show machając tanim winem. Bez wahania więc utworzyliśmy własny twór."
R.S.: "METALLICA była zespołem, który wywarł na mnie duży wpływ. Jako nastolatek przerobiłem sobie riffowo pierwsze trzy płyty od A do Z. I choć różnimy się z chłopakami w ocenie ulubionego materiału Mety, to bezsprzecznie trzeba przyznać, że nie da się ominąć twórczości Amerykanów, ukształtowali mocną muzę drugiej połowy lat 80-tych. Nie znam gitarzysty (oczywiście mojego pokolenia [śmiech]), który nie rozgryzał ballady "Fade To Black", prawie każdy miłośnik wiosła kostkował "Metal Militia", oraz powoli rozkminiał potężne "Battery". Dodam tylko, że na pierwszym koncercie METALLIKI byłem 26 (!) lat temu w katowickim Spodku, przy okazji promocji "Master of Puppets" w 1988 roku i z moim kumplem kupiliśmy jako pierwsi bilety wystane w kilometrowej kolejce. Koncert był niesamowitym przeżyciem, a do domu wróciłem z trofeum: kawałkiem ręcznika Jamesa Hetfielda [śmiech]."

MS.: Komponując i aranżując materiał na "Simultaneous Simulations" nie baliście się posłużyć dysonansowymi, dysharmonicznymi riffami i połamaną rytmicznie sekcją do stworzenia, wbrew pozorom, całkiem chwytliwych momentów, czego świetnym przykładem jest jak dla mnie "Simulation II". Wiele kapel zwykle dzieli funkcje między tego typu 'przeszkadzajki', których zadaniem jest wówczas posiać nieco chaosu w utworach i bardziej ułożone motywy, mające z nimi kontrastować. Wy wypracowaliście na swym najnowszym krążku granie, w którym nie sposób wytyczyć sensownej granicy między dwoma, wspomnianymi światami. Intencjonalne posunięcie, czy raczej nieświadomy proces rozwoju, w którym tylko ja dopatrzyłem się rzeczonej drogi?
B.K.: "I jedno, i drugie zarazem. Jeśli nie nagrasz przed wejściem do studia profesjonalnego 'pilota', a my tego jeszcze nigdy nie zrobiliśmy, to do końca nigdy nie wiesz, jak to będzie gadało po odpaleniu wszystkich fajerwerków. Z drugiej strony, świadome powstanie 'chwytliwych momentów' wygenerowaliśmy na przykład nielicznymi, ale zawsze, fragmentami jednolitej, industrialnej wręcz perkusji, która przy zawiłej gitarze nadaje całości odpowiedni drive, natomiast w "Simulation II", "Regime of Simulacrum" czy "Hyperreality" chwytliwości w niektórych miejscach, moim zdaniem nadaje tutaj wokal."
R.S.: "Dysharmonii i połamane struktury nie traktujemy jako 'chwilowej przeszkody w drodze do przebojowych momentów' [śmiech]. To esencja naszej gry i definicja naszego stylu. Od samego początku założeniem było granie nieszablonowe i nieprzewidywalne, a na "Simultaneous Simulations" przybrało ono dodatkową formę: mocy i kopa [śmiech]. Udało nam się połączyć dwa światy: dysharmonię zamknęliśmy w twarde, metalowe struktury. Natomiast proces ten jest zarówno nieświadomy (spontaniczny i niekontrolowany), jak i świadomy (podążanie w kierunku osiągnięcia określonego efektu muzycznego). Krótko: rozwijamy się jako świadomi muzycy, ale nadal komponujemy naturalnie i spontanicznie."

MS.: Kolejność utworów na krążku nie wydaje się przypadkowa. Wasz koncept równoległych symulacji - do którego za chwilkę przejdziemy - jest podawany odbiorcy stopniowo i myślę, że utwory zostały do tego adekwatnie dopasowane. Album w widoczny sposób się rozwija, wprowadzając do całości pewne nowe elementy, jak przykładowo melodyjne dysharmonie w "Simulation II" czy bardziej 'amerykańskie' zagrywki w "Deja Mort", w którym z początku słychać ATHEIST'yczną współpracę perkusji i gitar, po kilku minutach zaś Schuldiner'owe pasaże. Wszystkie zabiegi świetnie współgrają z pewnym 'odkrywaniem kart' zamysłu lirycznego Waszej najnowszej płyty, prowadząc słuchacza do efektywnego i na swój sposób - epickiego finału. W takich przypadkach pytanie może być tylko jedno: Co pojawiło się jako pierwsze - pomysł na teksty czy na utwory? Wszyscy w zespole odpowiadacie za jedno i drugie?
B.K.: "Każdy jest odpowiedzialny za swój instrument i poszczególne indywidualne partie bez większych problemów czy sporów łączymy potem w jedną całość. Prawie zawsze na początku jest gitara, potem ja robię bębny, następnie powstaje ścieżka basu i na końcu wokal. Partie wokalu to fuzja pomysłów Roberta Koconia i moich, natomiast co do tekstów, to do tej pory, z wyjątkiem jednego, ja napisałem wszystkie. Zawsze mam pomysły na przynajmniej dwa albumy do przodu. Te pomysły to ogólne koncepcje całości, jakby krótkie opowiadania, historie, które później zostają rozbite na osiem rozdziałów w postaci tekstów. Same teksty powstają w różnym stadium komponowania materiału, z reguły pod koniec. To właśnie chciałbym zmienić przy następnej płycie, i napisać teksty trochę wcześniej, najlepiej na bieżąco, żeby mieć możliwość na być może jeszcze lepsze aranże. Następny koncept jest już oczywiście gotowy."
R.S.: "Ta płyta rzeczywiście rozwija się. Mam wrażenie, że z każdą minutą słuchacz wciągany jest coraz dalej do świata, w którym czuje się coraz mniej pewnie. Otaczające dźwięki rozbijają znane struktury muzyczne. Każdy z utworów na płycie jest mocno przemyślany, gdy komponowaliśmy materiał byliśmy pewni każdego z jej momentów - nawet teraz, z perspektywy, nic bym w niej nie zmieniał, wszystko tak jak zaplanowaliśmy zagrało. I powrócę do pytania: Muzyka na "Simultaneous Simulations" z każdą minutą 'gęstnieje' i ani na moment nie odpuszcza. Dodam, ze płyta zwarta jest muzycznymi 'klamrami' - wstęp i zakończenie to te same motywy, które pozwalają słuchać ją w nieskończoność [śmiech]. Można to odczytać w ten sposób, że światy symultaniczne wprawione w ruch nie mają końca."

MS.: No i dobrnęliśmy do płaszczyzny lirycznej "Simultaneous Simulations". Nie wiem czy to artykulacja wokalna Roberta Koconia tak podziałała na moją wyobraźnię, ale teksty na Waszej ostatniej płycie objawiły mi się nie tyle jako płynnie wykładany, sfabularyzowany koncept, ile jako zbiór empirycznych tez padających z ust przedstawicieli przyszłej populacji ludzkiej, którzy, przeprowadzając swoiste sympozjum, pochylają swe mądre głowy nad własną ewolucją. Ewolucją, która przeniosła się do przestrzeni wirtualnej, gdzie powstała zupełnie nowa rzeczywistość, mamiąca ich urokiem swego superrealizmu. Dzięki temu nie wiadomo która rzeczywistość jest tą prawdziwą, nie wiadomo nawet ile tych rzeczywistości jest. Wszystko to podaliście w wyrafinowanie oszczędnej formie, cechującej się zimnym futuryzmem. Od początku było jasne, że teksty na "Simultaneous Simulations" przybiorą taką formę? Braliście również pod uwagę opcję z fabularnym konceptem, bohaterami, intrygami, pościgami samochodowymi, jakimś symbolicznym romansem i happy endem? [śmiech].
R.S.: "Bogdan jest autorem tekstów, a więc oddaję mu głos [śmiech]."
B.K.: "Tym razem tak miało być. Na każdej poprzedniej płycie pojawiali się jacyś bohaterowie, indywidualni lub zbiorowi i byli oni jasno zdefiniowani. Tym razem narratorem jak zwykle jest Twór MYOPIA, a nie do końca zdefiniowanym i jedynym zarazem bohaterem jesteśmy my, ludzie. Chciałem wprowadzić tutaj postać androida, który zyskuje świadomość starego, umierającego naukowca, a ów naukowiec nowe życie, ale wprowadziło by to raczej większy zamęt, a ten wątek nie zostałby w pełni wykorzystany, zostawiam to więc na przyszłość. Twoja interpretacja całego konceptu jest bardzo fajna, więc nie będę już żadnych standardów od siebie dodawał, bo powiedziałem to już wielokrotnie w innych wywiadach odpowiadając na proste pytanie typu 'o czym są teksty?'. Zawsze czekam na to, by ktoś przeczytał opowieść i przedstawił swoją interpretację. Tutaj to właśnie ma miejsce. Dodam więc tylko, że symulacje mają głównie miejsce na bliźniaczej planecie Aerth w Układzie Abneveroth, gdzie trafiamy za pomocą wehikułu czasu ze specyficzną dysfunkcją."

MS.: We wspomnianych wersetach wyczuwam szkołę takich produkcji ze świata filmu jak "Matrix", "EXistenZ" czy "Trzynaste Piętro", jakie swego czasu rozpętały dość intensywną dysputę filozoficzną na temat 'istoty istnienia', że tak nomen omen napiszę. Moje przypuszczenia mają jakieś poparcie w rzeczywistości? A może w Hiperrzeczywistości?
B.K.: Mają poparcie w jednym i w drugim świecie i można by tu dodać "Equilibrum", "K-Pax", "?", "Memento" i wiele innych oraz cały cyberpunkowy świat Williama Gibsona. To co obejrzałem i przeczytałem zawsze, choćby podświadomie, wpływa w jakimś stopniu na to, co napiszę. Bezpośrednią jednak inspiracją w tym wypadku była książka Jeana Baudrillarda "Symulakry i symulacja".
R.S.: "Jeśli chodzi o "Matrixa", to poprzednia nasza płyta "Biomechatronic Intervention" przypominała sytuację, która wydarzyła się przed tym co opisali Wachowscy. Dojście do samoświadomości Mega-Komputera (Supermegagrid), a następnie przejęcie kontroli nad rzeczywistością to swoisty 'Pre-Matrix'. Natomiast mam wrażenie, że ostatnia płyta (choć w konwencji SF) opisuje dobrze znaną nam codzienność, zatracenie poczucia prawdy i fałszu, życie tym co kreuje telewizja/prasa/internet czyli media, oraz kierowanie się faktami sztucznie stwarzanymi na równi z realnie istniejącymi. Z czasem nie jesteśmy już pewni czy jesteśmy realnością, czy też wykreowaną własną repliką."

MS.: No a z tym wszystkim, jak to czasem bywa, przepięknie współgra okładka płyty. Z tego co zamieściliście we wkładce mam rozumieć, że frontową grafikę (rysunek) wykonaliście samodzielnie, podczas gdy całą szatą w środku książeczki zajął się Marcin Zaremba? Ciężko nie zauważyć, że zarówno on, jak i Szymon Czech stanowią jakby kolejnych, 'okołozespołowych' członków rodziny MYOPIA. Traktujecie ich jako dodatkową, acz silnie związaną część tego czym obecnie jest ten zespół?
B.K.: "Na tej płycie staliśmy się po raz pierwszy praktycznie samowystarczalni, bo wszystkie rysunki, z jednym wyjątkiem autorstwa Roberta Koconia, wykonał Robert Słonka, a Marcin, grafik komputerowy, zestawił to wszystko w jedną całość, czyli zrobił przygotowanie do druku i nadał całości trochę kosmicznej przestrzeni. Szymon był naszym przyjacielem i zawsze stanowił pewnego rodzaju część naszego zespołu, teraz wspomaga nas z innego wymiaru. Marcin od jakiegoś już czasu wspomaga nas od strony techniczno- informatycznej kreując po części nasz wizerunek."
R.S.: "Jestem autorem prawie wszystkich rysunków, zarówno okładki, jak i tych, które znalazły się we wkładce płyty (jeden rysunek do utworu "Regime of Simulacrum" wykonał Robert Kocoń). Wszystkie prace powstały w ołówku, a potem na swój graficzny warsztat wziął je Marcin Zaremba i nadał im kosmiczno-schizofreniczny klimat. Efekt pracy wydał nam się bardzo fajny, tak więc gdy będziemy na etapie projektowania kolejnej płyty to zadania są już podzielone [śmiech]. Mam takie rysunkowe napady, gdy miałem kilka lat naszkicowałem swój pierwszy komiks, a w następnych latach kolejne (m.in. chyba pierwsze w Polsce "Gwiezdne Wojny"), potem przyszedł czas na odjechany cykl "Smoki i żywe latarnie" a teraz na "Symultaniczne Symulacje"."

MS.: Płyt takich jak "Simultaneous Simulations" nie nagrywają raczej ci, którzy chwytają za gitarę wyłącznie przy przysłowiowym ognisku. Takiego czegoś po prostu nie da się zarejestrować w sytuacji, gdy instrument trafia pod czyjąś strzechę przypadkowo i dla mnie Wasz profesjonalizm jest bezdyskusyjny, nawet jeśli nie utrzymujecie się z grania (A może, poniekąd właśnie dlatego?) Po prostu go słychać. Istnieje jednak szereg opinii, jakoby osoba bez muzycznego wykształcenia czy znajomości nut, nie miała prawa nazywać siebie stu procentowym muzykiem. Komentarz muzyków MYOPIA w tej sprawie brzmi?
B.K.: "No cóż, mnie jest trochę szkoda, że nigdy nie trafiłem do szkoły muzycznej. Nigdy nie chodziłem nawet na lekcje gry. Wszystkiego nauczyłem się sam poprzez cierpliwość, upór i systematykę. Nie mogę nazwać siebie stuprocentowym muzykiem, bo nim po prostu nie jestem. Jestem zwykłym amatorem, ale nie przeszkadza mi to w realizowaniu swojej pasji, zawsze daję z siebie wszystko i czuję się muzycznie spełniony, a jeśli ktoś ma inne zdanie, to jego problem."
R.S.: "Odpowiedzią niech będzie muzyka, którą nagrywamy. Każdy z nas jest samoukiem, miłośnikiem muzy, jesteśmy wrażliwi i wyczuleni na dobre dźwięki w przyrodzie [śmiech]. Nie będę odkrywczy jeśli powiem, że pewne predyspozycje muszą być poparte określoną pracą, godzinami spędzonymi na ćwiczeniu, by czuć pewność w grze. Ale ważniejsze dla mnie jest mieć wizję muzyki, czuć pewną indywidualność w podejściu do materii dźwięku i znaleźć to coś, co wyróżnia nasz band wśród tysięcy tego typu kapel. Obecnie nie skupiamy się na doskonaleniu techniki, ale tylko na dobrych kompozycjach i rozgryzaniu motywów, które na pierwszy 'rzut ucha' nie dają się ogarnąć [śmiech]."

MS.: W przeszłości był problem z muzykiem na stanowisku gitarzysty, więc jak w związku z tym wygląda pozycja Roberta Słonki? Są racjonalne przesłanki by zaryzykować stwierdzenie, że trafiliście na 'tego właściwego kata sześciu strun'?
B.K.: "Oczywiście! Nie planujemy żadnych rozstań tylko następne utwory. Na poprzedniej płycie, "Biomechatronic Intervention", pierwszej z Robertem, dotarliśmy się odpowiednio, a na najnowszej rozwinęliśmy skrzydła, tak więc może być tylko lepiej!"
R.S.: "Odpowiem w ten sposób: cieszę, że parę lat temu wpisałem w allegro słowo VOIVOD, a obok niego wyskoczyła tajemnicza nazwa MYOPIA [śmiech] - dzięki temu poznałem chłopaków i zaczęliśmy wspólną przygodę z muzyką. Nagrałem z MYOPIA dwie płyty i zaczęliśmy komponowanie na kolejny album. Dzięki temu realizuję się muzycznie i rozwijam po prostu jako człowiek [śmiech]. A poza wszyscy lubimy piwo, chodzić po górach i snuć wizje futurystyczno-kosmologiczne. Czy trzeba czegoś więcej?!"

MS.: Dzięki wielkie za wywiad!
B.K.: "To my dziękujemy! Już od dawna tak miło się nie rozmawiało!"
R.S.: "To prawda [śmiech] Dzięki!"

autor:  Kępol (luty 2013)



<<<---powrót