Wywiady

Poniższy wywiad miał się oryginalnie ukazać w pewnym papierowym magazynie, lecz z przyczyn niezależnych od autorów materiałów do tego periodyku nigdy do tego nie doszło. Nie znam przyczyn takiego stanu rzeczy, nikt nie raczył nawet przeprosić za to, że ktoś się wysila, poświęca swój cenny czas, a potem wszystko staje w próżni… Cóż, kilka tych wywiadów, które nie ukazały się w wersji drukowanej, pojawia się w naszym serwisie, bo tu słowo dane komukolwiek staje się ciałem, nie pustą obietnicą bez pokrycia. Oto jeden z nich… Z pewnym takim zadziwieniem wsłuchuję się w kolejne, dopiero teraz przeze mnie odkrywane rzeczy nagrane przez nasz krajowy CULTES DES GHOULES. Rozpocząłem od epki „Odd Spirituality”, po czym sięgnąłem po pierwszy i jak na razie jedyny album „Haxan”, a teraz katuję mini-album „Spectres Over Transylwania” i pierwsze demo „Angel of Poison And Heath”. Każdy z tych materiałów ma w sobie to diabelskie „coś”, co na kształt transu dociera głęboko do jaźni słuchającego. Nawiedzone wokalizy, blackmetalowa surowość, okultystyczna otoczka, rzeźbienie w apokaliptycznym tworzywie a la HELLHAMMER - to wszystko i jeszcze więcej można znaleźć na tych, jak i innych produkcjach CULTES DES GHOULES, o których tu nie wspomniałem. Do tych słów, jak i mówiącej swoim językiem muzyki brakuje jedynie wiedzy o tej formacji i dlatego zadałem kilka pytań u samego źródła, a odpowiadał KTOŚ Z CULTES DES GHOULES.

Mroczna Strefa [Diovis]: Hail! Ki czort sprawił, że tak na dobrą sprawę jeszcze do niedawna byliście znani jedynie bardzo wnikliwym maniakom podziemnych klimatów? Czy to oznacza, że wciąż jeszcze istnieje coś takiego, jak bardzo hermetyczny i elitarny underground, do którego dostęp mają nieliczni i że nie wszyscy jeszcze robią coś wyłącznie dla zarobku, a gdy to im nie wychodzi, odchodzą z „biznesu”?
Cultes Des Ghoules: „Ave. Chyba można to i tak ująć, choć dla nas nie ma w tym wszystkim za wiele hermetyzmu. Dla nas czeluści podziemia pełne setek zajebistych kapel to środowisko naturalne. Ale większość ludzi zadowala się tym, co im podadzą na tacy, jak wszystkim w życiu, i nie mają pojęcia o cudach i klejnotach znajdujących się poza kredowymi magazynami i kolorowymi reklamami ociekającymi szumnymi sloganami. W tym nie ma niczego hermetycznego, to wszystko jest łatwe do zdobycia, no ale trzeba mieć chęć by włożyć w to minimum wysiłku. To jest właśnie Podziemie, świątynia dla wszystkich, którzy potrafią wyrwać się z ogólnospołecznego marazmu, świątynia o nienaruszalnych fundamentach. Podziemie jest cały czas silne, choć zmienia format przez wszystkie te lata, i żaden Internet tego nie zabija, wbrew urojeniom starych wiarusów (lub przede wszystkim gówniarzy udających „weteranów”).”

MS: Mi osobiście CULTES DES GHOULES było dotąd znane bardzo słabo. Powiem nawet, że jeśli słyszałem ze dwa kawałki w ogóle, to musiałem być nieźle czymś innym zajęty, że nie zwróciłem na nie uwagi. Autentyczny błąd z mojej strony, ale o tym potem... Co było impulsem dla stworzenia zespołu? Kiedy to nastąpiło i czy poród był bolesny?
CDG: „No cóż, przeznaczenie zawsze się dopełnia, prędzej czy później. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, to nikt z nas nie pamięta, kiedy dokładnie to się zaczęło. Ten zespół nie powstał z inicjatywy kilku kumpli, którzy po prostu chcieli sobie coś pograć w wolnym czasie. Impulsem była chęć wyrażenia satanizmu w formie klasycznego, nonkonformistycznego Black Metalu, idąc nieco pod prąd aktualnych w tamtym czasie trendów. Pierwsze zarysy tekstów, potem muzyki, przybierając wreszcie formę, która wymagała powiększenia składu. Proces ten trwał w okresie 2004-2006, kiedy to wreszcie w zespole znaleźli się wszyscy, którzy mieli w nim grać.”

MS: Z tego co mi wiadomo, w składzie funkcjonowali z początku muzycy znanego maniakom ekstremalnego black/death metalu muzycy BESTIAL RAIDS. Co się stało, że już nie są częścią CULTES DES GHOULES? Czyżby działalność ich kapeli oraz stworzenie DOOMBRINGER były aż tak czasochłonne? A może są inne tego powody?
CDG: „To pytanie wolimy zostawić bez komentarza.”

MS: Kiedy zaglądam do różnych zebranych przez siebie materiałów nt. CULTES DES GHOULES, rzuca mi się w oczy, że bardzo szanowana jest pierwsza demówka „Angel of Poison And Death”. Jak sądzisz, dlaczego? Pierwsze rzeczy są naprawdę aż tak dobre i kultowe hehe?
CDG: „To był po prostu udany materiał, który jak widać potrafi sprostać próbie czasu.”

MS: Jak bardzo różni się obecne muzyczne oblicze CULTES DES GHOULES od tego, co prezentowaliście na rzeczonej demówce? Widzisz jakieś istotne różnice?
CDG: „Tak, różnica jest ogromna. To demo to pierwsze z pierwszych pomysłów, same początki. Ale od tamtej pory dużo się nauczyliśmy, jak lepiej eksplorować nasz potencjał, jak skuteczniej manipulować słuchaczami i wprowadzać ich w piekielny trans. Demo to jedynie prymitywna ejakulacja siarki, lecz wraz z „Haxan” pojawiła się metoda („w tym szaleństwie”).”

MS: Materiał ten był wznowiony w 2007 roku na limitowanej kasecie przez Under the Sign of Garazel / Flagellum Haereticorum, a w tym roku ukazało się wydanie w digipaku firmowane przez bliżej mi nieznaną Societas Oculorum Arcanorum. Co różni obie te edycje, poza samym nośnikiem oczywiście? Jakieś ciekawostki?
CDG: „W zasadzie niczym. Brzmienie jest identyczne, nie ma żadnych pedalskich bonusów, niepublikowanych gówien, wszawych rehów ani innych marketingowych chwytów. Również szata graficzna została przygotowana tak, aby jak najbardziej przypominała tą z taśmy.”

MS: Demo numer 2 to “Treading the Darker Paths”. To był jakiś istotny postęp wobec pierwszego demo, czy może wręcz przeciwnie - pewien regres, bo o to przecież niektórym kapelom chodzi...? Weźmy pierwszy przykład z brzegu - DARKTHRONE. W dodatku nikt tego materiału nie wznowił hehe...
CDG: „Czemu miałby to być regres, i skąd ten przykład z DARKTHRONE? Na „regres” mogą sobie pozwolić zespoły z dłuższym stażem, które mają swój styl i mają w tym jakiś cel, a jaki regres może robić zespół, który nagrał dopiero pierwsze demo i nie jest jeszcze do końca pewien co robić dalej? Drugie demo było naturalną kontynuacją, składało się zresztą z kawałków pochodzących jeszcze z pierwszego okresu naszej działalności. Nagrywaliśmy je z myślą o EP dla Garazel/FH, ale brzmienie nam nie wyszło, i dlatego nie wznawiamy tego. Ten materiał mógłby nadwątlić naszą reputację.”

MS: Epkę „Odd Spirituality” już znam swoimi uszami. Muszę przyznać, że ten rodzaj surowego, chorobliwego grania black metalu bardzo mnie kręci. Prostota, 666% Zła, nawiedzone wokalizy... Bardzo mi to przypomina te wszystkie podziemne rzeczy, które powstały jeszcze w latach 80. i na początku lat 90., choć wówczas nikt tego nie nazywał black metalem. Mam tu na myśli choćby HELLHAMMER, wczesny MESSIAH i tym podobnych, z tym, że potraficie też zagrać cholernie szybko, ale tak czy siak, jest w tym i pomysł, i ten oldskulowy, niewymuszony duch tamtych czasów. Co o tym sądzisz? Jesteście zadowoleni z tego stuffu?
CDG: „Tak, jesteśmy bardzo zadowoleni. Jak po seksie z nieletnią Azjatką. Trochę cię poniosło w tym pytaniu, więc nie wiem, co jeszcze mógłbym dodać.”

MS: Ponownie za wydaniem tej siedmiocalowej epki stał Garazel, a rok temu ukazało się kasetowe wydanie Morbid Jehovah Productions. Pewnie obie wersje są już wyprzedane i to już prawdziwy rarytas?
CDG: „Tak, wszystko się rozeszło, ale czy to taki rarytas to nic nam o tym nie wiadomo. Na allegro chyba nikt sobie tego nie wyrywa?”

MS: Cholernie byłem ciekaw jedynego jak do tej pory pełnego albumu CULTES DES GHOULES - nagranego w 2008 roku „Haxan” i nie czuję się zawiedziony, bo to muza, jaką - co jeszcze raz podkreślę - bardzo sobie cenię. Z jednej strony trzymacie się ram black metalu, ale oprócz tego słychać tu klimaty wczesnego VARATHRON, MORTUARY DRAPE, BARATHRUM, BEHERIT, a nawet klimaty znane z płyt AMEBIX czy nawet GALLHAMMER. Bardzo nawiedzeni byliście podczas nagrań tego necro-materiału? Gdzie w ogóle nagrywaliście?
CDG: „Ramy black metalu i OPRÓCZ tego klimaty wczesnego VARATHRON, MORTUARY, BEHERIT? Ale te zespoły właśnie grają BLACK Metal, więc co masz na myśli z tymi „ramami BM”? AMEBIX jest nam całkowicie nieznany, GALLHAMMER lubimy, ale się nimi nie inspirujemy. Nagrywaliśmy w Czarnej Chatce, miejscu, które w przeciwieństwie do Białej Chatki, jest przesiąknięte czystym, przedwiecznym złem. Jako ciekawostkę mogę zdradzić, że byliśmy trzeźwi. Nigdy nie odurzamy się niczym podczas prób bądź nagrań. Jest czas na zabawę, i jest czas na poważne sprawy, i obu tych rzeczy nigdy nie mieszamy.”

MS: W trzy lata po wydaniu tego albumu przez Garazel trzymacie w ręku wydanie bardzo cenionej w podziemiu firmy Hell’s Headbangers Records. Czujecie dumę, że udało się Wam w ten sposób wypłynąć poza nasz kraj? Z tego co wyczytałem w necie, sporo osób właśnie przy tej okazji poznało po raz pierwszy CULTES DES GHOULES, są z tego faktu zadowoleni i chcą więcej.
CDG: „Już pierwsze demo przetarło nam szlak wiodący poza Polskę, a pierwsze wydanie „Haxan” ugruntowało naszą pozycję na scenie. Dzięki HHR materiał ten był przede wszystkim łatwiej dostępny w Stanach, i tyle. Duma? Nieszczególnie, ale zadowolenie tak, bo fajnie się z nimi współpracuje. Byliśmy tylko nieco zaskoczeni tą propozycją, bo HHR to firma o profilu raczej thrash/deathmetalowym, i my chyba dość istotnie odstajemy od tego, ale nie wnikamy w to.”

MS: Doczekaliście się przy okazji „Haxan” także wersji winylowej i kasetowej. Do pełni szczęścia brakuje już tylko chyba picture-LP hehe. Są jakieś różnice między tymi wszystkimi edycjami, poza wklejonymi na różnych nośnikach nazwami wydawców?
CDG: „Tak, dość zasadnicze, bo każdy format ma zupełnie inny layout. CD przygotowaliśmy sami i jest bardzo ascetyczny, ale po nawiązaniu współpracy z Of Crawling Shadows Records postanowiliśmy skorzystać z pomysłów szefa tej wytwórni i dla LP zrobić całkowicie odmienną okładkę i szatę. Późniejsza wersja kasetowa to rozwinięcie pomysłów z LP, choć wszystko jest inne, to jednak w podobnym klimacie.”

MS: Cóż to za dziewoja tak wspaniale się wydziera na początku i pod koniec ostatniego na albumie „The Impure Wedding”?
CDG: „To nawiedzona sucz francuskiego pochodzenia. Również obiekt moich fantazji seksualnych. Większych wskazówek nie mogę udzielić.”

MS: Czas poruszyć temat tekstów, bo wydaje mi się, że to sprawa dla Was istotna. To, że poruszają kwestie okultyzmu, skolomancji, czarownic, starożytnych rytuałów, opętania i tym podobnych przyjemności to rzecz oczywista bez wsłuchiwania się w teksty. Możesz powiedzieć coś więcej na temat inspiracji i samego procesu ich tworzenia?
CDG: „Niechętnie, bo nie wiem, jak opisać słowami to, co się wtedy z nami dzieje. Chodzi o to, by przekazać pewną myśl, zasadniczy element naszych wierzeń religijno-filozoficznych, odzianą w odpowiednie metafory. W tym zespole, jeśli chodzi o wybór formy przekazu, staramy się wzorować na hermetycznych tradycjach okultyzmu. W myśl prastarych tradycji ezoterycznych przesłanie nie może być podane wprost, tak aby każdy profan mógł robić z tego użytek. Sam proces odnajdywania i dobierania odpowiednich metafor i symboli to istny trans, dający większą przyjemność niż większość „społecznych” rozrywek, bo pozostawia dużo trwalsze efekty.”

MS: Nazwa CULTES DES GHOULES to tytuł jednej z ksiąg w micie Cthulhu. Czy ujawnisz skąd u Was wiedza na temat tej publikacji i kto wpadł na pomysł nazwania zespołu w taki sposób?
CDG: „To pomysł inicjatora tego zespołu, zaczytanego w prozie Lovecrafta. Pisarz to fascynujący i kultowy, od dekad niezmiennie niepokojący swoich czytelników. Czymś takim z założenia miało być CdG w świecie muzyki, i niektórzy widzą w naszej twórczości pewien wspólny mianownik, pomimo tego, że poza nazwą nie ma w naszych dokonaniach żadnych nawiązań do dorobku Mistrza.”

MS: Do omówienia pozostały nam jeszcze trzy wydawnictwa. Na początek może o splicie „Conjurers of Archaic Powers” z 2009 roku, który dzielicie z GOAT TYRANT. To wyłącznie premierowe kawałki CULTES DES GHOULES?
CDG: „Tak, skomponowane i nagrane z myślą o tym splicie.”

MS: Ciekawostką dotyczącą tego materiału jest winylowe wydanie krajowej Agonia Records, o którym nigdy nie słyszałem, choć śledzę na bieżąco to, co wydają. Czy ta edycja pomogła Wam jakoś w sianiu Zła na naszej planecie?
CDG: „Bardziej pomogła nam wersja kasetowa, ponieważ wydali to ludzie, którzy wiedzieli co z takim materiałem zrobić i komu wysłać. Natomiast Filip niespecjalnie to reklamował, to chyba był tylko taki jego kaprys, wydać materiał, który po prostu mu się podoba. On wydaje czasami takie rzeczy, poza „komercyjnymi” materiałami, ale wtedy niespecjalnie dba o promocję, jak np. wydany nieco później album HEXENTANZ. Rewelacyjny materiał, tylko kto to kupi? Nam to akurat nie przeszkadza, ważne, że mamy to wreszcie wydane na LP, tak, jak to sobie pierwotnie zamierzyliśmy. A jeśli ktoś nie chce tego kupić, tylko dlatego, że jest to wydane przez Agonia, co jak wiemy miało miejsce, to możemy się ewentualnie uśmiechnąć z politowaniem.”

MS: W bieżącym roku (2011 - przyp. autora) ukazały się dwie pozycje z logo Waszego bandu. Jedna to epka, a właściwie jak na razie tylko mini-album „Spectres Over Transylwania”, ponownie wydany przez Garazel. Składa się na to tylko jeden długi utwór. Czy to coś nowego w twórczości CULTES i czy faktycznie inspirowaliście się historią Drakuli?
CDG: „To nasze ostatnie jak dotąd nagranie, uskutecznione latem zeszłego roku, a zmiksowane na początku roku bieżącego. Dracula nie miał z tym nic wspólnego, choć mamy cichą nadzieję, że po wydaniu tego MCD przybędzie nam fanów wśród nieletnich fanek CRADLE OF FILTH.”

MS: Jesienią tego roku ukaże się dzięki Hell’s Headbangers Records również winylowe wydanie tego materiału. Chyba cieszy Was, że ten format polubił CULTES DES GHOULES? Osobiście zbieracie winyle?
CDG: „Owszem, cieszy. Sami też namiętnie zbieramy muzykę w tym formacie.”

MS: Drugie wydawnictwo z tego roku to ponownie split-EP, tym razem ze SZRON pt. „Ridden With Holy Grace / The Black Prophecy”. Znalazł się na nim jeden numer, który jest kontynuacją „Supreme Black Illumination” z epki „Odd Spirituality”. Faktycznie nawiązuje do tamtego kawałka?
CDG: „Jak najbardziej. „Supreme Black Illumination” to tekst zainspirowany filmem „Egzorcyzmy Emily Rose”, natomiast „Ridden with Holy Grace” jest zainspirowany niemieckim dramatem psychologicznym – „Requiem”. Oba filmy opowiadają o tej samej postaci, lecz prezentują zgoła inne spojrzenie na kwestię owego opętania. I tak, jak „SBI” odnosi się klimatem do horroru, czyli pierwszego filmu, i opisuje prawdziwe, diaboliczne opętanie, tak „RWHG” jest krytyką na chrześcijański zabobon. Do takich przynajmniej przemyśleń skłoniła autora tego tekstu niemiecka wersja mitu o Anneliese. To jest właśnie to, co łączy oba utwory, owo pośrednie źródło inspiracji, jakim jest postać tej wieśniaczki.”

MS: Na pewno macie już w planach kolejne wydawnictwa. Czy nadal będą przeważać wydania typu EP, splity? Kiedy stworzycie drugi pełny album? Wiadomo już coś na ten temat?
CDG: „Owszem, całkiem sporo, mamy gotową większą część materiału na drugą, pełno grającą płytę o tytule „Henbane”. Będzie to sześć kawałków, o ile czegoś później nie wywalimy. A potem będą ze dwa mniejsze wydawnictwa, w tym jeden split EP, choć zarzekaliśmy się, że żadnych splitów więcej nie robimy.”

MS: Pozostała jeszcze kwestia muzyki, a właściwie to inspiracji, o których już napomknąłem przy okazji pytania o CD „Haxan”. Nie przekonacie mnie, że słuchaliście już takiej muzy mając po lat kilka, ale możesz ujawnić kiedy zaczęła się w Was fascynacja tego typu dźwiękami?
CDG: „No ja to się urodziłem już z długimi włosami. Ale poważna fascynacja zaczęła się gdzieś ok. 1992 roku, od klasycznego heavy i thrash metalu po coraz mroczniejsze style. Pozostali członkowie zespołu są o kilka lat młodsi, więc u nich ten okres zaczął się też nieco później, choć zamiast od licencji Mystic Prods zaczynali od płyt, które poniekąd ukształtowały nasze brzmienie.”

MS: Wokale to mocny punkt zespołu. Przypominają to, co wyprawia ze swoim głosem Attila Csihar. Którymi wokalistami inspiruje się frontman Waszego zespołu i kogo sobie najbardziej ceni pod tym względem?
CDG: „O ile wiem, to on w istocie jest wielkim fanem Attyli, oraz Magusa Wampyra Daolotha i Fenriza. I pewnie jeszcze kilku innych, ale o tych trzech wspomina najczęściej.”

MS: CULTES DES GHOULES składa się z muzyków mieszkających w Kielcach i Radomiu, które to miejsca nigdy nie obfitowały w zespoły z szeroko pojętego metalowego nurtu. Starałem się zasięgnąć języka u ludzi słuchających tego typu dźwięków z owych miast, ale nikt Was nie kojarzy. Czy to kwestia tego, że tak dobrze się ukrywacie, czy po prostu większość tych ludzi tak naprawdę słucha jakichś bardziej przyswajalnych rzeczy i nawet nie wiedzą co dzieje się gdzieś na cmentarzach i piwnicach w ich rodzinnych miastach hehe?
CDG: „Ciekawe kogo żeś tak podpytywał, bo nikt nam do głowy nie przychodzi. O ile w Kielcach jest jeszcze trochę ludzi słuchających modnego metalu, tak w Radomiu ostało się niemal wyłącznie woodstockowe towarzystwo. Dla ludzi tutaj „oldschool” kończy się na SLAYER i DEICIDE, więc możemy z takimi osobnikami pogadać o wszystkim, ale nie o muzyce, a zwłaszcza o Black Metalu. Nie idzie takim łbom niczego wytłumaczyć. Jak niegdyś wspominałem w rozmowie, że owszem, gram w zespole, i to jest black metal, to wywoływało to lawinę pytań w takim oto stylu: „Ooo, grasz w kapeli? A graliście już jakieś koncerty w Radomiu? Gdzie można was posłuchać, macie myspace? DLACZEGO nie gracie koncertów? Ale jak to??” Nosz kurwa, i jak tu gadać z kimś takim? Chuj opada. Jak wytłumaczyć czym jest BLACK Metal komuś, dla kogo ten termin odnosi się do ostatnich płyt SAMAEL? Teraz, gdyby ktoś mnie spytał, czy mam coś wspólnego z CdG to chyba bym bezczelnie zaprzeczył.”

MS: To wszystko ode mnie. Dzięki! 666!
CDG: „Ode mnie też. Dziękówa. 69!”

autor:  Wojciech „Diovis” Szymański (2011)



<<<---powrót