| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SEPTICFLESH

"The Great Mass"

Season Of Mist Records (CD 2011 ) 

I po raz pierwszy w życiu nie wiem. Nie wiem, czy znajdę słowa adekwatne do tego, co ogarnęło moje ciało, duszę moją po przesłuchaniu tego albumu... Myślę, że ścieranie się płyt tektonicznych i wszystkie zjawiska im towarzyszące są niczym w porównaniu z "The Great Mass". Totalny kataklizm, przeżycie na poziomie transcendentalnym, daleko poza zmysłami przeciętnego homo-sapiens. Zapowiadający tę płytę "The Vampire of the Nazareth", grafika Seth'a Siro Antona były jedynie przedsmakiem świata pełnego mroku, czeluści piekielnych, przy których Hades jawi się jako miejsce miłe i przyjemne. Transformacja, jaką SEPTICFLESH przeszło od pierwszego swojego albumu, poprzez "Communion" z 2008 roku, aż do tej produkcji, to metamorfoza do poziomu, którego poszukiwałam bezustannie i oto jest. "The Great Mass" jest tym punktem w świecie dźwięku, od którego dla mnie, muzycznie zaczyna się wszystko. Absolutnie perfekcyjne, symfonicznie - metalowe arcydzieło. Christos Antoniou, Seth i Sotiris wytyczyli nowe ścieżki, jeśli chodzi o brzmienie gitar, łącząc kompozycję klasyczną z ciężką muzą: masywne, hebanowe brzmienie, które mogłoby spowodować zaćmienie Słońca - mnie osobiście rzuca na glebę i buciorem dociska głowę w wierno - poddańczym pokłonie. Kapitalne orkiestrowe aranże, gothic-funeral, epickie wątki... Tajemne meandry dźwięku, które chyba tylko Grecy potrafią wydobyć na światło dzienne... Wysublimowane partie wokalne neo-klasycznego śpiewu połączone z ogromną maestrią Filharmonic Orchestra z Pragi dały światu 10, perfekcyjnie przemyślanych, cudownie skomponowanych utworów. Pełnych dynamiki, przytłaczających swoją wielkością i przestrzennym dźwiękiem. Zaangażowanie około 150 orkiestrowych muzyków, udział mojej drogiej Androniki Skoula (CHAOSTAR) i Iliany (MEDEN AGAN) to smaczek, obok którego obojętnie przejść nie mogę. Magiczne, pełne ekspresji, lamentu vocale przywodzące na myśl klimat DEAD CAN DANCE... nieziemskie. Świetna produkcja. Specyficzne i miażdżące w stalowym uścisku brzmienie jest w dużej mierze zasługą Petera Tägtgren'a, producenta płyty, którego nikomu raczej nie trzeba przedstawiać. Koncept połączenia chorych wizji, kinowego rozmachu i symfonii pochłoniętej przez wszechobecny mrok i nuta awangardy - okazał się strzałem w dziesiątkę. "The Great Mass" to pełne dramatyzmu dzieło skończone i pomyślane w ten sposób, że kto raz je usłyszy, przepadł na zawsze. Jest jak skąpany w mroku przedziwny eksperyment, którego rezultat przerósł oczekiwania Mistrza. Masywność dźwięku to również zasługa sekcji dętej: rogów, trąbek, puzonów oraz tub. Dźwięk jest przygniatający. "The Vampire of the Nazareth" to epopeja bryzgająca brudnym, pełnym emocji vocalem Setha, co w połączeniu z maestrią gry Fotisa na perkusji po prostu brutalnie bije w twarz, ale jednocześnie zabiera w przestrzenie dotąd nie znane, dzięki czystemu vocalowi Sotirisa. I jeszcze coś... sopran chłopca otwierający kawałek to majstersztyk emocjonalny. Moja czarna dusza została zaprzedana bez reszty drugiemu utworowi - "A Great Mass of Death". Podwójna stopa perkusji Fotisa, nokautujący i zabijający mnie vocal Setha i chór... Jakby tego było mało, uwiódł mnie czysty, cudny vocal Sotirisa i partie vokalne Androniki i Iliany, dzięki którym pakt z demonem został przypieczętowany. Umarłam. Jak w hipnotycznym transie słucham i słucham i słucham. A potem złapał mnie w swoje sidła "Oceans of Grey". Silny, spokojny i za moment sprzecznie rozedrgany i mroczny. Niezwykła kompilacja sił ciemności i muzyki. Kocham to. Świetny "Rising", genialnie zagrany "Apocalypse" z orkiestrą zepchniętą w tył i jadowicie złym, przesiąkniętym złowieszczą obietnicą końca tego świata głosem Setha. Totalnie zwariowany "Mad Architect" - przesiąknięty obłędem improwizacji fortepianowej... No i zamykający "Theriantrophy" z tak misternie splecionymi partiami Setha i Sotirisa, którego głos świetnie harmonizuje z demonicznym, na wskroś opętańczo brzmiącym vocalem tego pierwszego. "The Great Mass" to dla mnie album, którym SEPTICFLESH wpisuje się w kanony nieśmiertelności godnej olimpijskich bogów. Bluźnierstwo?? Tak!!! To płyta,która jest współczesną wizją niezmierzonej okultystycznej machiny, która łączy świat fantazji z rzeczywistością, posągowym pięknem marmuru, cielesnością i nihilizmem. Bluźnierczy obraz, kolaż demonów, bogów, chorej wyobraźni, która kreuje świat bliższy niż się nam wydaje. "The Great Mass" - album, od którego dla mnie, od dzisiaj zaczyna się muzyka. Ocena: w skali od 1do 10... jak dla mnie 12.

ocena:  12 / 10

www.septicflesh.com


www.myspace.com/septicfleshband


www.season-of-mist.com


autor: Luna



<<<---powrót