| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

WASTES

„Into the Void of Human Vacuity”

Code666 (CD 2017) 

Niewielka, funeral doom/death metalowa scena we Francji wypuściła właśnie na wolność formację WASTES, która debiutuje materiałem specyficznej supergrupy powołanej do życia przez Laurenta (MOURNING DAWN, INBORN SUFFERING, FUNERALIUM). Obok niego działają pod tym szyldem David (SORDIDE, YEAR OF NO LIGHT), Kostas (m.in. PANTHEIST) i - w nieco mniejszym stopniu - Nadine (ASHTAR) oraz Fred i Julien (ATARAXIE, FUNERALIUM). Ktokolwiek zna te wszystkie nazwy, ten wie, że tu nie może być przypadków i odrabiania pańszczyzny. To wszystko nieprzypadkowe persony, które odnajdują się na „Into the Void of Human Vacuity” doskonale i tym albumem dowodzą, że w kupie jest siła. Podzielony na siedem części jeden utwór w sposób wręcz dewastujący pokazuje moc funeral doom metalu, jakiego mi osobiście brakowało przez te ostatnie miesiące. To tak niekomercyjny i łączący wszelkie atuty tego gatunku materiał, który pod dowództwem będącego między jednym a drugim przedsięwzięciem Laurenta nabrał ‘mocy urzędowej’ i spełnia wszelkie kryteria świetnego stuffu dla wszystkich, którym nieobce są przeraźliwie wolne tempa, równie ohydne, momentami bliskie black metalowi wokale, aura niczym z koszmaru i wgniatające w glebę gitarowe riffy, tudzież sekcja rytmiczna spowalniająca pracę serca do minimum. Praca gitar może chwilami swoją wielowarstwową psychodelią uderzać niczym ESOTERIC, ale ma w sobie coś ponad to i sieje zniszczenie. Tego trzeba posłuchać, żeby się przekonać, jak to się wdziera w uszy, umysł i podświadomość. Dramaturgia jest nie tak typowa i bije surowizną i brudem, a nie studyjną obróbką, a więc nie tak daleko WASTES od jeszcze bardziej spowolnionego HELLHAMMER, WINTER czy wspomnianego ESOTERIC (sam się zastanawiam, czy to możliwe?...), tyle, że mamy rok 2017, a nie lata 80-te czy 90-te poprzedniego stulecia. Stąd nieco inne podejście, inne wokale, więcej detali i smaczków, wirusowych wręcz zakażeń chorobliwego typu (a jakże!) i perwersyjnie elegancko dawkowanych klawiszy, które jedynie podkreślają gitarowy stan pacjenta, na którego karcie widnieje tajemniczy napis WASTES. Wobec takich albumów nie jestem obojętny, bo obijają mi psyche w takim stopniu, że wręcz odżywam i podziwiam, że tworzący coś takiego są w stanie zapodać rzecz traumatycznie przepiękną w każdym calu, tak emocjonalnie dogłębną i ekstremalnie chorą, że chociaż przez ten czas potrafię zapomnieć, że brakuje mi, kuźwa, nowego albumu EA. Jeśli sekretne towarzystwo spod tego znaku nie ruszy się w końcu ponownie, uznam, że na chwilę obecną pod tytułem rok 2017 mają swoich chwilowych, mam nadzieję, następców, choć nie grających aż tak epicko i majestatycznie. A do tego wszystkiego świetną okładkę ‘wysmażył’ im meksykański grafik Tony Sandoval. Patrzcie i uczcie się, jak można narysować coś tak prostego, a przy tym oryginalnego.   

 

ocena:  9/ 10

www.facebook.com/wastesdoom


www.code666.net


autor: Diovis



<<<---powrót