| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

SPELLBOUND DAZZLE

"Unreal Fairytales"

Limited Access Records (CD 2010) 

Gatunki metalowego (choć nie tylko) grania, mają to do siebie, że im dalej w las, tym mniej pozostaje dla potomności do odkrycia. Tak przynajmniej można sądzić do chwili, w której to człowiek przesłuchuje taki "Unreal FairyTales" i myśli sobie - można. I naprawdę - w konfrontacji z takim materiałem nie ma sensu dochodzić, czy jest to zwykłe łączenie niekoniecznie pasujących (pozornie) stylów grania będące wynikiem pewnej kalkulacji podyktowanej chęcią zaklepania sobie tej czy innej niszy, czy też uprawianie najprawdziwszej dźwiękowej alchemii (choć w tym przypadku akurat szala przechyla się zdecydowanie na stronę tej drugiej alternatywy)... Tak czy inaczej - można nagrać album kipiący milionami wpływów, którego słucha się naprawdę spójnie i przy którym nieprzyjemne uczucie dźwiękowego przesytu nie towarzyszy wcale odbiorcy. Cóż pozostaje do dodania, gdy przykładowo - Mike Patton i jego FANTOMAS'owa świta wypuszczają taki "Suspended Animation", w którym muzyka rodem z dziecięcych kreskówek idzie łeb w łeb z deathowo - grindowymi cięciami, że o patentach progresywnych już nawet nie wspomnę. Albo gdy taki ULVER żeni na jednej płycie swing z muzyką symfoniczną i industrialem? SPELLBOUND DAZZLE nie załamali rąk i wypuścili album, który - również przykładowo - jest zdaniem Siggi Bemma najlepszym krążkiem od dziesięciu lat! A sir Siegfried Bemm, u którego to włosi nagrywali to przecież gospodarz słynnego Woodhouse Studio, gdzie rejestrował i THERION i KREATOR i TIAMAT i pieron wie kto jeszcze... Wygodnie jest anonsować swoją produkcję w tak entuzjastyczny sposób? Być może, ale ciężko nie zgodzić się z faktem, że SPELLBOUND DAZZLE na taką rekomendację zasługują. Żeby nie być gołosłownym polecę Państwu lekturę utworu "SBD", w którym to wokalista zapomina, że przecież "wszedł" jak by był włoskim odpowiednikiem Johna Wettona, czy innego Adriana Belew (żartobliwa strona KING CRIMSON, charakterystyczna dla takich utworów z dorobku Frippa i spółki jak choćby "Indoor Games", czy "Happy With What You Have to Be Happy With" da tu o sobie znać jeszcze nie raz) i na chwilkę "staje za mikrofonem" w RED HOT CHILI PEPPERS, choć koniec końców, w refrenie i tak przywdziewa brodę Serji Tankiana (wygląda na to, że SYSTEM OF A DOWN to w ogóle ważny dla chłopaków zespół). Jest sporo miejsca na tak zwany pastisz, czy generalnie - zapożyczenia bezpośrednie i tutaj przoduje chyba "Rullo", który zabiera w podróż sentymentalną nie tylko tych, których w latach osiemdziesiątych porwał "Zew Cthulu" i którzy przy instrumentalnym monumencie zamykającym "Ride the Lighting" najchętniej głową machali, ale również fanów CREED'a (tu na modłę thrashową!!!) , którzy życia bez "Wheathered" nie widzą. Są wreszcie motywy folkowe i wpływy tak zwanej polki i w tym miejscu dobre przykłady to zwariowana "Ruska", "So Close" czy przepiękne "Outro". Nie można zapominać też o echach muzyki QUEEN z połowy lat siedemdziesiątych, czyli ery niezapomnianej przez środowiska rockowe "Night At the Opera" - płyty, której aura unosi się nad "Unreal FairyTales" niezwykle często i gęsto. Najbardziej daje o sobie znać w takim "Monster", gdzie wokal radzi sobie z wyciągnięciami Freddie'go, wspomnianym "Ruska", czy "W.I.T.M. (When I Touch Myself)", podczas którego "Królowa" składa wizytę na "Dworze Karmazynowego Króla"... ufff, miękko się robi w kolanach, gdy ktoś z tak rozbrajającą pewnością siebie, bez echa niedomagań sięga po bezpośrednie nawiązania do dorobku tak znaczących, rozpoznawalnych, a przede wszystkim - wymagających reprezentantów ambitnego rocka... zaraz, zaraz... przecież "Unreal FairyTales" to płyta metalowa... ;]

ocena:  9/ 10

www.myspace.com/spellbounddazzle


www.la-records.com/


autor: Kępol



<<<---powrót