| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

RUSTY PACEMAKER

“Ruins”

Solanum Records (CD 2015) 

Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie nowego rozdziału życia. Oczywiście nie zawsze to się udaje, ale dobrym przykładem na to, że jednak należy próbować jest RUSTY PACEMAKER, czyli tak naprawdę solowy projekt muzyka z Austrii ukrywającego się pod tym nickiem. Po kilku latach od wydania swojego pierwszego krążka „Blackness And White Light” ten już ponad 40-letni multiinstrumentalista powraca materiałem „Ruins”, którego powstanie też ma ciekawą historię. Prace nad utworami miały miejsce w 2011 roku, a pre-produkcja w roku następnym, gdy Rusty postanowił skasować ścieżki solowe gitar i w ich miejsce stworzyć coś, co będzie miało bardziej spontaniczny charakter. Najpierw powstały linie perkusji (odpowiada za nie sprawdzony już przez niego poprzednio Franz Lochinger wraz z inżynierem dźwięku Norbertem Leitnerem), a dopiero potem, stopniowo, cała reszta. W 2015 roku, w Klangschmiede Studio E zrobiono miks i mastering, a po latach czterech od chwili zamysłu „Ruins” w końcu ujawniło się na CD. Nie wiadomo więc, czy Rusty Pacemaker jest takim profesjonalistą i szczególarzem, czy może to już taka jego tradycja, że kolejne albumy powstają przez wiele lat. Myślę jednak, że ten muzyk nie musi się sprężać, bo to jego pasja i nie stoją mu nad głową włodarze jakichkolwiek firm wydawniczych. Zresztą mimo tego, że tworzone przez niego dźwięki są dość oryginalne, to nie mają szczególnie komercyjnego przebicia. Wystarczy napisać, że „Ruins” - z symboliczną okładką, na której widnieje nieżywy ptak leżący na krawężniku - to przemieszanie elementów prawie że doom metalowych, 'klimatycznych', rockowych i na poły akustycznego dark folku. Niedbałe wokalizy Rusty'ego, zbliżone trochę głosowo do Snake’a z VOIVOD (nie wiem jednak czy nie wynika to ze skromnych możliwości Pacemakera), uzupełnia od czasu do czasu, tak jak na poprzednim albumie, również niezbyt wyjątkowa wokalnie Lady K. Co do samej muzy, to z zestawu dziesięciu utworów wyróżniają się na pewno zaczynający się spokojnie i niemrawo (momentami wręcz ‘Floydowsko’), z czasem bardziej doom’owo - heavy metalowy kawałek tytułowy czy też uwodzący prostotą i pewną taką powtarzalnością „Night Angel”. Kilka z tych numerów ma taki posmak lat 90-ych, gdy atmosferyczny metal zataczał coraz większe kręgi, ale RUSTY PACEMAKER równoważy to takim połowicznie akustycznym rockiem z bardziej heavy metalowymi solówkami gitarowymi, które z kolei nie rzucają na kolana, lecz nieco lepiej jest już z samymi kompozycjami, a te potrafią swoją urokliwą melodyką zaskakiwać (np. „Made of Lies” czy „Knowing”). W niektórych momentach mogą zadurzyc się fani ANATHEMY, ale tej bez orkiestralnego zadęcia i ciężkich gitar. RUSTY PACEMAKER po raz kolejny pokazuje, że można zelektryfikować bardziej akustyczne granie i stworzyć z tego taki heavy/doom’ową wersję nagrań na przykład OF THE WAND AND THE MOON. Może nie porywającą, ale ze wszech miar dobrze wchodzącą w uszy. 

ocena:  7,5/ 10

www.rustypacemaker.com


rustypacemaker.bandcamp.com


www.solanumrecords.com


autor: Diovis



<<<---powrót