| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

BATUSHKA

"Litourgiya"

Witching Hour Productions (CD 2015) 

Grają nazwiska - taki potoczny i popularny wśród szeroko pojętego grona entuzjastów muzycznych zwrot można usłyszeć lub też przeczytać gdy mowa o tzw. supergrupach, które czy to z definicji czy faktycznie, nie spełniają roszczonych wobec nich oczekiwań. Polska scena muzyki metalowej, a ściślej - ekstremalnej - zrodziła odpowiedź i na to zjawisko, co dokonało się za sprawą grudniowego wydawnictwa jednego z głównych zakładów przetwórstwa soniczno-diabolicznych wibracji w kraju nad Wisłą, czyli Witching Hour Productions. Jak zapewnia stajnia, BATUSHKA jest przedsięwzięciem znanych i cenionych przez nas muzyków, lecz zamiast wabić i mamić ksywkami, nazwiskami czy choćby nazwami aktów macierzystych postanowili realizować je anonimowo, w myśl tezy, iż do słuchacza winna przemawiać przede wszystkim muzyka. No i do mnie akurat przemówiła, powiem ja Wam szczerze, bo gdy wydawało mi się, że mój prywatny, niepisany konkurs na największe krajowe, metalowe objawienie anno domini 2015 weźmie szturmem "The Devil Inside" EMBRIONAL i żadna świeżo powołana do życia (czy po prostu poznana w zeszłym roku przeze mnie) załoga nie nabędzie prawa do konkurowania ze wspomnianymi, niczym erupcja wulkanu z ciemnego piekła uderza BATUSHKA! Początkowo, gdy narodowość członków tej załogi była mi nieznana, byłem niemal skłonny zaryzykować "zabieg" dekapitacji stawiając na opcję, że pochodzą oni zza wschodniej naszej granicy. Coś takiego może sugerować nie tylko nazwa, ale i język, w jakim poczynione zostały wszędobylskie na tym albumie zaśpiewy o klerykalnym - że tak ujmę - charakterze. "Litourgiya", gdyż taki nadano mu tytuł, to materiał będący stylistyczną i na wskroś blasfemiczną w wymowie fuzją modernistycznie oszlifowanego blackened death metalu i muzyki sakralnej. Jeśli jego odsłuch wciąż macie jednak przed sobą i właśnie próbujecie wyobrażać sobie jak też debiut BATUSHKI może brzmieć, radzę kliknąć alternatywnie w stosowny link pod tekstem, bo choćby pobieżnego zarysu tego, o czym tu rozprawiam po prostu nie da się przewidzieć. Niby jest to granie złożone gatunkowo z dwóch, trzech - nie licząc pewnych smaczków czy pomniejszych niuansów - konwencji, a jednak śmiało mogę tu napisać, że nigdy w historii muzyki ekstremalnej nie powstała płyta taka jak ta i prawdopodobieństwo, że się mylę sytuować się winno procentowo jako cyfra po zerze i przecinku. Utwór "Yekteniya", który w ośmiu odsłonach wypełnia tracklistę, uraczył mnie prawdziwie metafizycznym doświadczeniem muzycznym. Już wcześniej raczyłem się płytami takich grup jak ENCOFFINATION, MARDUK czy MAYHEM, na których odgłosy kościelnych obrzędów robiły czy to za tło, czy za swoiste interludia, ale porównywać skalę wykorzystania takich rozwiązań stamtąd z tą uświadczalną na "Litourgiyi" to mniej więcej tak, jakby zestawiać stopień zainfekowania metalu przez elementy symfoniczne na pierwszych długograjach CELTIC FROST z tym, co Christofer Johnsson zmalował na "Theli". Jest to na pewno styl, który skądś wyrasta, bo pewne perkusyjno-gitarowe konstrukty z przewybornej - jak każda zresztą - i otwartej post metalowym wstępem, czwartej odsłony "Yekteniyi" (o anglojęzycznym podtytule "Grace") można zestawić z fragmentami wczesnych utworów EMPEROR, ale romansujący z ciężarem ołowiu strój smoliście brzmiących gitar, dialogi między blackowym skrzekiem, a quasi-chóralnymi wokalami czy sposób wykorzystania tzw. wyciszeń z jednej strony są cegiełkami zupełnie nowej jakości muzycznej, a z drugiej - niesamowitej, nie-sa-mo-wi-tej atmosfery! Pełno tu ciężaru, agresji, mroku i przysłowiowej siarki, ale bez najmniejszych wątpliwości jest tu również coś jeszcze. Te cięcia wypełnia klimaciarsko-doomowa nostalgia. Podczas ich lektury nad wyraz łatwo ulec aurze bliżej nieokreślonego duchowego rozdarcia i człowieczej tragedii, a tak doskonałych tematów melodycznych jak te, przy których akompaniamencie BATUSHKA celebruje swą "Liturgię" nie sposób określić mianem pospolitych. Wszystkie części "Yekteniyi" tworzą perfekcyjnie zazębiającą się całość, co rzeczywiście stwarza wrażenie jednej, nieprzerwanie trwającej, metalowej mszy, ale ileż nowego wnoszą - przykładowo - kobiece, ludowe wokalizy w "Hope" z numerem szóstym! Albo jawnie burzumowskie czoło anonsującej ogłoszenia duszpasterskie ósemki, czyli "Salvation"! Debiut, z jakim BATUSHKA wparowała na współczesną, polską (oby nie tylko) scenę to dzieło skończone i niezależnie od wyroków fortuny, stopnia natężenia poklasku czy też responsu ze strony potencjalnych naśladowców nie zamierzam rozpatrywać go inaczej niźli w kategoriach płyty przełomowej. Bogu niech będą dzięki!

ocena:  10/ 10

www.metal-archives.com/albums/Batushka/Litourgiya/546258


www.facebook.com/Batushka-1004746209548365/?fref=ts


witchinghourproductions.bandcamp.com/album/litourgiya


www.musickmagazine.pl/archiwa/4548


autor: Kępol



<<<---powrót