| 9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
INDEX

- A   [1  2   3   4   5   6    7] -   

VEXATUS

"Atom Pompeii"

Redrum666 (CD 2013) 

Trochę szkoda mi tych kapel, które nie będą nigdy bohaterami nawet drugiego planu, a to nie tylko ze względu na wrodzonego pecha, ale głównie dlatego, że same nie poradzą sobie z wszystkim i zawsze na tym ucierpią w taki czy inny sposób. To jest główny powód, dla którego zawsze będę optował, aby biznes muzyczny kręcił się na starych i często jednak sprawdzających się zasadach, bo co z tego, że Twoje video za Twoją kasę będzie miało z milion odsłon na YouTube, gdy za tym nie pójdzie nic konkretnego? Nagrasz dobry stuff za kasę zebraną z własnej kieszeni lub dzięki fanom, a pozna go garstka znajomych, bo nie masz za sobą nawet małej, ale solidnej firmy wydawniczej lub choćby dobrego promotora. Wiadomo, nie każdy sra kasą i nie każdy chce wejść na niepewny grunt, ale zobaczmy ile w naszym kraju zmarnowało się zespołów, które każdemu mówiły 'nie!', były Zosiami-samosiami, a teraz pamięta o nich tylko pies z kulawą nogą. A jeśli coś rzeczywiście chcą osiągnąć, to brakuje im jednego czy drugiego istotnego ogniwa. Z drugiej jednak strony patrząc, to czasem dużo ryzykuje się wchodząc w układ z wydawcą, bo albo będzie coś wymuszał w celu osiągnięcia zysku (częściej) lub podejdzie olewacko (rzadziej). Z VEXATUS jest niestety tak, że owszem, trafili na dobry czas, gdy słuchanie szwedzko brzmiącego death metalu jest trendy, ktoś wydał im jedną płytę i drugą też, sami trochę bujnęli promocję, ale tak naprawdę to co z tego mają? Taki koleś jak ja czy paru innych napisze recenzję, ale na przykład strony ich wydawcy zostały zdjęte z netu lub ich ostatnie aktualizacje są sprzed półtora roku, więc wygląda na to, że nic nie robi w kwestiach promocji, a brak czasu uniemożliwia nawet maniakom znaleźć wszystko, co jest wartościowe i godne uwagi. Albo brakuje czasu na przesłuchiwanie muzy, bo pęd życia na to nie pozwala. Wszystko to jest jak to przysłowiowe błędne koło, ale tak naprawdę wszyscy biegamy w tym kółku, w mniejszym lub większym stopniu, jak te laboratoryjne szczury. A patrząc na "Atom Pompeii" stworzone przez złożoną w większości z muzyków KALOT ENBOLOT kapeli VEXATUS, to choć może majstersztykiem ten album nie jest, to naszej scenie wstydu nie przynosi. Przynajmniej nie jest to bezpłciowa papka lub kalka czyichś pomysłów z przeszłości. Owszem, szwedzkim death metalem w stylu ENTOMBED, DISMEMBER czy GRAVE zalatuje tutaj często i gęsto, aczkolwiek toruński band kombinuje, by wyrwać się choć trochę z objęć stereotypowego podejścia trzech czwartych kapel, które inspirują się jednoznacznie 'starą Szwecją' i nosa dalej nie wyściubiają. Świetnym przykładem jest czwarty na albumie "Lebensborn", w którym nieśpieszne tempo co rusz się rwie, prowadzenie linii przez gitary wchodzi w chorobliwo - paranoiczne klimaty, a wokal Mike'a odchodzi od maniery LG Petrova czy Mattiego Karki'ego i jest taką miksturą wokali Klimorha z NON OPUS DEI oraz Szymona z TENEBRIS. W swych poszukiwaniach zabrnęli daleko od szablonowego death metalu w stylu sprzed 20 lat, co udało im się też w przynajmniej części pozostałych kawałków, gdzie często trochę zwalniają i pozwalają pobrzmiewać różnym melodycznym smaczkom. Mamy tu więc nie tylko miarową jazdę do przodu, 'zapiaszczone' brzmienie gitar i jednolite wokale, bo jeżeli ktoś jest trochę kumaty w sprawach metalu, ten zwróci uwagę, że tu i tam pobrzmiewają echa EDGE OF SANITY z czasów ,Purgatory Afterglow", MORGOTH w fazie rozwojowej circa "Odium" i można by tu jeszcze przytaczać sporą listę rzeczy nie tak jednoznacznie kojarzonych przez przeciętnego fana death metalu. To również przyczyna, dla której VEXATUS nie potrafi się przebić przez cienkie, ograniczone dodatkowo końskimi okularami ich właścicieli oczka w sitku, gdzie miejsce jest głównie dla tych niezbyt oryginalnych, ale za to takich, co można sprzedać ich bez większego wysiłku. Na miejscu muzyków z Torunia nie przejmowałbym się tym, bo zawsze znajdzie się jakieś wąskie, ale potrafiące doceniać inność grono słuchaczy, a w dodatku dobrze chyba im się współpracuje z Michałem "Urgulem" Barskim, który odpowiada za takie, a nie inne brzmienie tej płyty, jak i poprzedniej. Pocieszające jest też to, że to nie jest materiał, który pozna się dokładnie podczas jednej sesji, bo tak jak w przypadku albumów AZARATH najpierw jest wielkie bum, a potem poznaje się dokładnie detale i szczegóły.

ocena:  8/ 10

www.vexatus.pl


www.myspace.com/vexatusband


www.facebook.com/Vexatus


autor: Diovis



<<<---powrót