|

6 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z | INDEX


KARSTEN HAMRE - "Broken Whispers"

(CD 2005 / Flood The Earth Records)

Po czterech latach od wydania dociera do mnie za pośrednictwem krajowego kolektywu Zoharum solowa płyta muzyka, którego możecie kojarzyć z PENITENT i VEILED ALLUSIONS. Tak jak w owych dwóch projektach, tak i tu KARSTEN HAMRE para się muzyką z pogranicza dark ambientu i el-muzyki. Już pierwsze dwa fragmenty dużo mówią o zawartości "Broken Whispers". Niepokój, tajemnica, przestrzenność. W "Abandoned Glory" przeważa nastrój grozy, co potęgują dziwne bulgoty przewijające się przez tę kompozycję, podczas gdy "Fortuna Synapsis" operuje majestatycznym pięknem, podniosłą melodyką i chwilami bliżej tutaj do TANGARINE DREAM niż na przykład do RAISON D'ETRE. Z kolei "The Black Waves" to już dark ambient w czystszej postaci. Szczątkowy rytm, organiczne efekty, lekko podniosły nastrój i niepokojące tła. Polecam przesłuchanie ze słuchawkami na uszach. Następne fragmenty to również przemieszanie delikatnej rytmiki i odlatujących w kosmos plam dźwiękowych. Im bliżej końca, tym wszystko staje się bardziej wyciszone, kojące, a jednocześnie nie pozbawione elementów grozy. Jak na przykład "Dioxide Universal", w którym fundamentem jest płynne, jakby oddalone tło, a na tym zostały umieszczone niskie, pojedyncze tony pianina, syntezatorowe drony i dyskretne ozdobniki instrumentów perkusyjnych. To już właściwie klasyczna el-muzyka o dark ambientowym charakterze. "When Darkness Falls" jest już tylko zwieńczeniem, które poniekąd zahacza o minorowe faktury dzieł klasyków muzyki poważnej i twórców mrocznej muzyki filmowej, ale nadal motywem przewodnim są organiczne dźwięki, przestrzenne podkłady i wszechobecne na tej płycie poczucie pustki, rozpadu, przemijania i osamotnienia, a w efekcie śmierci (interpretacja samej końcówki mówi sama przez się). Akcja "Broken Whispers" dzieje się w nieokreślonym wymiarze, gdzie czas, przestrzeń i egzystencja umiejscowione są w czymś na poły abstrakcyjnym i nie do końca zrozumiałym. Ktokolwiek gustuje w takich zagadkowych płytach, niech szuka tej pozycji.

ocena: 7/10
www.myspace.com/karstenhamre
www.khamre.net
www.floodtheearth.com
autor: Diovis




KREUZER - "In Hoc Signo Vinces"
(CD 2008 / The Eastern Front)
Nazwa KREUZER brzmi cokolwiek prowokacyjnie w Świętej Krainie Izrael. W sytuacji, gdy pamięć o nazistowskim Holokauście nadal budzi silne emocje, taki projekt opatrzony niemiecką nazwą KREUZER i stworzony w takim właśnie miejscu nosi znamiona "niepoprawności politycznej". Na tym jednak polega kontrowersyjność sztuki, choć nie sądzę, by tym tworem i tą konkretną płytą zainteresowały się na przykład rząd izraelski, ruchy kombatanckie lub obrońcy praw człowieka, więc pozostawmy ten aspekt do dyskusji w innych serwisach czy periodykach. Zresztą do końca nie wiadomo jak to jest ze światopoglądem KREUZER'a, bowiem nazwa oznacza w języku niemieckim Krzyżowca, album ma motto napisane przez średniowiecznego filozofa, jakim był św. Tomasz z Akwinu, a na liście podziękowań, na centralnym miejscu jest Stwórca. "In Hoc Signo Vinces" to, poza wyrazistymi odniesieniami do wczesnośredniowiecznej historii przepojonej religijnymi akcentami, aż 62 minuty dźwięków spod znaku tak ostatnio modnej mieszaniny martial industrial i dark ambientu. Szczególnie mocno da się to odczuć w pierwszych kilku numerach, w których na równi stosowane są marszowe rytmy, dźwięki dzwonów i dzwonków, przestrzenne tła, próbki głosów (z rzadka) i proste do przyswojenia melodyjki. Chwilami przypomina to wczesne dokonania ORDO ROSARIUS EQUILIBRIO (wówczas bez "Rosarius" w nazwie), może również trochę produkcje VON THRONSTAHL. Spośród tych wszystkich utworów szczególną uwagę zwróciłem na melodyjny i rytmiczny "New Christian Empire". Z czasem klimat staje się jednak coraz bardziej mroczny, pojawia się więcej mnisich chórów, wkrada się też niestety monotonia, a szczytem nudy jest oparty na jednostajnym buczeniu, trwający sześć minut i bardzo minimalistyczny "Le Saint Gralle (Part III)". Zresztą druga połowa tego albumu w większości marnuje wytworzony wcześniej efekt, a który może i opierał się na prostym czy mało oryginalnym graniu, ale wnosił coś ciekawego i witalnego. Tak jak by zabrakło pomysłów KREUZER'owi lub nie umiał pociągnąć zaczętych przez siebie wątków. Bezsprzecznie jednak, "In Hoc Signo Vinces" ma swój urok i po trzecim przesłuchaniu zaczyna robić się bardziej przyswajalny.

ocena: 6,5
www.myspace.com/kreuzermusic
www.theeasternfront.org
autor: Diovis


KREUZER / SURMA - "Viltis"
(Split-CD 2008 / The Eastern Front)
W tym samym czasie, co pełnoprawne albumy KREUZER'a i SURMY, ukazał się split obu tych wykonawców. Na "Viltis" połączyli swoje siły, by z perspektywy miejsc, gdzie mieszkają twórcy (Ukraina i Izrael) przyjrzeć się wybranym aspektom przeszłości Litwy przełożonym na język muzyki. Skąd wziął się pomysł, by właśnie tym się zająć - nie bardzo mi wiadomo. Faktem jest natomiast, że w efekcie powstała bardzo spójna wizja, mocno zainfekowana charakterystycznymi dla obu projektów brzmieniami. W ciągu ponad 50 minut cofamy się do powojennych czasów, gdy Litwa stała się częścią komunistycznego Związku Radzieckiego, a jednocześnie wzmacniały się ruchy narodowościowe, by przed kilkunastoma laty eksplodować reaktywacją suwerennego państwa.
KREUZER spiął swoją część splitu bezpośrednim nawiązaniem do litewskiego świata sprzed kilkudziesięciu lat. W trzyczęściowym "Father Listened To the Radio..." połączył elektroniczne melodie, przestrzenny dark ambient, elementy rytmicznego i burczącego industrialu oraz kakofonię noise z samplami starych (prawdopodobnie) litewskich pieśni. O dziwo prezentuje się to nawet ciekawiej niż na opisywanym w innym miejscu "In Hoc Signo Vinces". Izraelski projekt ma tu jakąś określoną koncepcję i brzmi bardzo różnorodnie, a jednocześnie sensownie i węzłowato. Na przykład dźwięki tanga w części trzeciej zostały wklejone w szemrzącą i buczącą strukturę tworzoną przez elektronikę, co mimo dysonansu, pasuje do siebie. Pozostałe dwie kompozycje KREUZER'a, "Rainy Day In Kaunas" i "God Save Lithuania", już nie zawierają wyrazistych sampli, ale nie są przez to w jakikolwiek sposób uboższe. W tym drugim utworze robi wrażenie wydeklamowany tekst "god save Lithuania".
SURMA ukazuje nieco mroczniejsze oblicze wokółlitewskich wizji. Tak "Night Shelter", jak i "Speck of Mist" oraz "When the Sun Was Rising" zdają się być inspirowane dziką i malowniczą przyrodą tamtego regionu świata. To bardziej intymne, choć nie pozbawione ekspresji pejzaże powstałe pod wpływem wspólnego pomysłu obu projektów zaangażowanych w powstanie "Viltis". W tym ostatnim, ponad 12-minutowym fragmencie minimalizm i przestrzenność ambientu zostały wzbogacone majestatycznymi, quasi-orkiestralnymi partiami. Pomiędzy tymi kompozycjami, pod tytułem "Relic", zawarta została sakralna pieśń skopiowana prosto ze starej, trzeszczącej płyty. Brzmi to bardzo autentycznie, zważając na fakt, że momentami dźwięk się rwie i jest pewnym zapisem chwili z dość odległej przeszłości. Zresztą trzaski płyty analogowej wpleciono w cały ten materiał i jest to swoisty hołd złożony dawnym czasom oraz winylom jako takim.
Tak KREUZER, jak i SURMA w swoim wspólnym zamyśle sprawdziły się bardzo dobrze. Oceniam to wydawnictwo nawet wyżej niż ich oddzielne produkcje. Chciałoby się rzec, że ich kolejne wspólne przedsięwzięcie jest jak najbardziej mile widziane.

ocena: 8,5/10 (Kreuzer), 8/10 (Surma)
www.myspace.com/kreuzermusic
www.myspace.com/surmamartial
www.theeasternfront.org
autor: Diovis


KARI RUESLATTEN - "Other People's Stories"
(CD 2008 / GMR Music Group & Foreshadow Music)
Niezwykle charyzmatyczna KARI RUESLATTEN jest na ogół kojarzona z jej udziałem na debiucie THE 3RD AND THE MORTAL lub z niesamowitym przedsięwzięciem z 1995 roku znanym pod nazwą STORM i jedynym albumem tej formacji składającej się z osób Fenriza, Satyra oraz rzeczonej KARI pt. "Nordavind". Nie każdy obserwował dalsze losy tej wokalistki i nic dziwnego, bowiem kolejne płyty ukazywały się już pod szyldem któregoś z molochów wydawniczych, a odbiorcy jej muzyki znacznie się zmienili w owym czasie. Osobiście miałem okazję słyszeć album "Pilot" z 2002 roku i rzeczywiście zmiana była drastyczna. Nie była to już ta KARI śpiewająca proste folkowe piosenki na ciężkim gitarowym podkładzie, ani awangardowo-gotycka śpiewaczka z okresu THE 3RD AND THE MORTAL. Nie można było jednak odmówić ambicji owej płycie, bo chociaż pani RUESL?TTEN zwróciła się bardziej ku współczesnej muzyce pop, to nie były to ot takie sobie pioseneczki, które zagra każda ze stacji radiowych. Podobnie jest z "Other People's Stories" - płytą wydaną oryginalnie w 2005 roku, a wznowioną 3 lata później z dodatkami w postaci trzech bonusów. Można by nawet rzec, że Norweżka nie stanęła w miejscu, ale przy tym nadal korzysta z atutu w postaci czarującego głosu, który od czasu "Nordavind" dojrzał, choć nie zmienił się prawie w ogóle. Magia jej głosu jest mocnym punktem "Other People's Stories", ale i same kompozycje (przynajmniej duża część) także się ratują. Na przykład takie bardzo utrzymane w stylistyce typowej dla BJORK "Ride". Lub zaśpiewane w dużej części a capella "Fishing". Albo ambitne popowe piosenki w rodzaju "Cry" czy balladowe "When Lilies Bloom On Winter Days...". No i w końcu mocniejsze, prawie rockowe "Push". To taka odpowiadająca współczesnym czasom, a jednocześnie nieco melancholijna przejażdżka drogą nad norweskim fiordami. Eleganckim samochodem, ale za szybami migają nam krajobrazy pamiętające Wikingów... Na koniec słowo o bonusach. Nic nadzwyczajnego: dwa remiksy utworów z płyty (brzmią jakby ostrzej niż oryginały) oraz niepublikowany okres z sesji do "Other People's Stories" - "The Hurting Game". Pozycja dla fanów RITCHIE BLACKMORE'S NIGHT, BJORK i późniejszego THE GATHERING jak w sam raz. Nie polecam jednak poszukiwania na tej płycie tamtej "starej" KARI, bo to już zupełnie inne klimaty i inny czas.
ocena: 7,5/10
www.gmrmusic.se
www.karirueslatten.com
www.foreshadow.pl
autor: Diovis


KREPULEC - "New Radical"
(CD 2007 / Beast Of Prey)
Długo trzeba było czekać na drugi pełny album projektu dowodzonego przez szefa Beast Of Prey, Infamisa. Zajawkę nowego, a raczej mocno odświeżonego oblicza KREPULCA można było już usłyszeć na splicie z OUTOFSIGHT, ale dopiero teraz plany wcielenia w życie konkretnych planów zostały urzeczywistnione. Wcześniej określenie "martial industrial" ograniczało się do wykorzystania sampli przedwojennych pieśni, natomiast teraz jest to w pełni muzyka, która używa wszelkich środków do stworzenia klimatu lat, które wedle napisu na okładce "minęły bezpowrotnie w przeszłość". "New Radical" odnosi się do czasów istnienia Polski Ludowej, wszechobecnego "socjalizmu", "komuny", "przyjaźni ze Związkiem Radzieckim", "władzy w rękach ludu", jednak może być traktowane ogólniej jako obraz jakiegokolwiek totalitaryzmu, jedynowładztwa i ubezwłasnowolnienia jednostki. KREPULEC prowokuje, pobudza do myślenia i z pewnością spotka się z zarzutami krzewienia nacjonalizmu i cholera wie jeszcze czego. Nowy album został stworzony z pomocą w sumie prostych środków, bowiem główną rolę odgrywają tutaj klawisze, instrumenty perkusyjne i gitara akustyczna. Prawdę mówiąc spodziewałem się tutaj również partii wokalnych, jednak te ograniczają się do sampli przemówień bonzów z czasów PRL-u, między innymi "towarzyszów" Wiesława Gomółki oraz Edwarda Gierka. Trochę szkoda, bo brakuje tu akcentów uzupełniających ciekawą miksturę elektroniki i neo-folku. Ciekawą, choć prostą w formie. Każdy z utworów bazuje na jednej konkretnej linii melodycznej mozolnie wzbogacanej o dodatkowe elementy: a to melodie wygrywane na akordeonie (szkoda, że z klawisza), a to nieskomplikowane akordy gitarowe, a to miarowe uderzenia kotłów, dzwonki etc. Niektórzy zarzucą, że KREPULEC w chwili obecnej to taka bardziej "żywa" odmiana twórczości projektu INFAMIS i bardzo się z prawdą nie miną, ponieważ Infamis ma specyficzny pomysł na budowanie utworów, a klimat jego dokonań jest - można to już powiedzieć - bardzo charakterystyczny. Bombastyczny, luzacki i z lekka frywolny. I kojarzący się z dekadencją okresu międzywojennego, czasów II Wojny Światowej, ale i wspomnianego już PRL-u. Nie wiedzieć czemu (chyba jako zaskakujący przerywnik) z numerem pięć mamy "Tango", które jest zgodnie z tytułem, ripem granego na balach w latach 30-ych ubiegłego stulecia tanga. "New Radical" to kawał rzetelnej roboty, ale na następnym wydawnictwie oczekuję więcej niż tylko charakternej formy, która faktycznie oddaje spory fragment z perspektywy czasu dość dziwnego i bogatego w wydarzenia XX wieku.
ocena: 7/10
www.beastofprey.com
www.myspace.com/krepulec1
autor: Diovis


KOSMOS - "Kosmos"
(CD 2007 / The End Records & Foreshadow Productions)
Że też nikt wcześniej nie wpadł na nazwanie swojego zespołu KOSMOS! Zmieniło się to wraz z powołaniem do życia formacji złożonej z kanadyjskich muzyków, wśród których jest nie kto inny, jak perkusista VOIVOD, Michael "Away" Langevin, który zaprosił do współpracy znanych kanadyjskich grajków z kapel punkowych i rockowych. Co więc gra ten KOSMOS? Nie należy się tutaj spodziewać współczesnej elektroniki i cyfrowych brzmień, bo za sprawą tego albumu słuchacz zostaje przeniesiono głęboko do lat 70-ych, a nawet końcówki lat 60-ych ubiegłego stulecia. Jeśli komuś mówią określenia takie jak "krautrock", "space rock" czy "psychodeliczny rock", to sprawa jest jasna. Obawiam się jednak, że osób, które kojarzą te terminy z określonym stylem grania czy wykonawcami jest niewiele. A Kanadyjczycy z pełną premedytacją nawiązują do archaicznych wręcz, a kiedyś rewolucyjnych brzmień rozpropagowanych przez HAWKWIND (zespół, w którym swego czasu pogrywał też sam Lemmy z MOTORHEAD), GONG, AMON DUUL czy wczesny TANGARINE DREAM. Zresztą na debiutanckim albumie KOSMOS walczą ze sobą jakby dwa światy - ten rockowy, opierający się na pre-punkowej muzyce, w prostej linii wywodzącej się z pierwszych płyt PINK FLOYD, a po części też z hard rocka (DEEP PURPLE, wczesne UFO) oraz ten eksperymentalny, bazujący na syntezatorach pierwszej generacji. To te ostatnie nadają muzyce z tej płyty "kosmiczny" charakter, a podobne dźwięki wykorzystywano przed laty w filmach science-fiction. Utworów tego typu, jak i tych o bardziej rockowym charakterze jest na "Kosmos" pół na pół, dzięki czemu krążek nie jest jednorodny. Dodam jeszcze, że właściwie całość jest instrumentalna, a wokal pojawia się tylko w trzech utworach. W będącym przeróbką utworu zespołu GONG "Much Too Old" jest to zwyczajny śpiew, w "Indu Kush" - orientalne zaśpiewy, a w "Amerique Innavouable" - deklamacja w języku francuskim. Prawdziwą ozdobą tego albumu są pełne instrumentalnych fajerwerków i solówek kompozycje w rodzaju "Grand Grizou" czy wieńczącego całość "Messe Noir", ale też te bardziej pobudzające wyobraźnie, psychodeliczne i wręcz programowe w stylu lat 70-ych impresje, jak na przykład bliski wczesnym dokonaniom KRAFTWERK "Dream" lub HAWKWIND'owski "Krautrock". Mnie, starego wyżeracza wychowanego na audycjach radiowych Piotra Kaczkowskiego ten album bardzo cieszy i myślę, że dla wielu odbiorców będzie niezłą odskocznią od nowoczesnych, plastikowych produkcji, a też i swego rodzaju przewodnikiem po starej, ale wciąż jarej muzyce i zachętą do poznania pierwowzorów i twórców takiego, a nie innego soundu.
ocena: 8/10
www.theendrecords.com
www.myspace.com/kosmostheband
www.foreshadow.pl
autor: Diovis


KRĘPULEC / OUTOFSIGHT - "Furious Friends"
(CDR 2006 / Beast Of Prey)
Kolejne militarystyczne wydawnictwo ze znaczkiem Beast Of Prey?? Nie do końca, choć spoglądając na okładkę z uwiecznionymi na zdjęciu żołnierzami i wiedząc, że KRĘPULEC z takim założeniem rozpoczynał działalność, można mieć takie wrażenie. "Furious Friends" to 33-minutowy split dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą projektów: KRĘPULCA i OUTOFSIGHT. I jednocześnie pierwszy przejaw ich współpracy oraz wzajemnego oddziaływania na to, co tworzą. Projekt Infamisa - jak już wspomniałem - od początku miał ciągotki do militarystycznego ambientu i o ile na debiutanckiej płycie i splicie z COLD FUSION ograniczało się to do wykorzystania sampli z pieśniami żołnierskimi, o tyle już na przykład winylowa epka wydana przez Fluttering Dragon zawierała dźwięki już zdecydowanie współgrające z ideami propagowanymi przez ten projekt. Na opisywanym splicie KRĘPULEC poszedł w jeszcze inną stronę. Owszem, w "Independent Song" są i marszowy rytm i marszowe sample, "Lost Dream" to też mniej więcej podobne klimaty, ale już pierwsza część "Dark Creature" to już bardziej neofolkowe (ktoś mógłby powiedzieć, że wręcz "szantowe") spojrzenie na militarystyczną tematykę. Akustyczna gitara, na której gościnnie gra Tom z OUTOFSIGHT, klawisze imitujące dźwięki akordeonu i tylko w środkowej części słyszymy marszowy werbel oraz organy. Nadal są to wyłącznie instrumentalne kompozycje (pomijając sample żołnierskiego przemówienia w utworze nr 4), ale wszystko brzmi nieco odmiennie niż na poprzednich propozycjach KRĘPULCA. Czwarty numer, "1996/Halter 2", to remiks wykonany przez muzyka OUTOFSIGHT, ukazujący nieco bardziej industrialne oblicze dźwięków kreowanych przez Infamisa.
Trzy pozostałe kompozycje to już dzieło poznańskiego OUTOFSIGHT. I tutaj spore zaskoczenie, bowiem znam którąś z poprzednich propozycji tego projektu i był to zdecydowanie neofolk z żeńskimi wokalizami. Tych ostatnich na szczęście tu już nie ma (nawiasem mówiąc był to najsłabszy punkt), za to pojawia się całkiem spora dawka elektroniki. Podstawą muzyki jest gitara akustyczna, ale nie gra ona jedynie smętnych, prostych akordów, bowiem zdarzają się też zagrywki o wręcz orientalnej proweniencji ("Maciek"), gdzieniegdzie też zastępują one bas. Klawisze z kolei są z tego co mi wiadomo w dużej mierze autorstwa Infamisa i to one nadają całości bardziej industrialny posmak, choć często brzmią jak gdyby stylizowane na archaiczne organy. Tu i ówdzie keyboardy wychodzą wręcz na pierwszy plan, tak jak to jest na przykład w "Colonel's Fear". Ogólnie wychodzi to dość oryginalnie, a każdy z tych dynamicznych kawałków mógłby pełnić rolę fragmentu soundtracku do filmu stylizowanego na lata, powiedzmy, 40-te. Z filmami zresztą te utwory mają sporo wspólnego, ponieważ w kilku miejscach wykorzystano fragmenty dialogów z bliżej nieokreślonych polskich obrazów.
Na koniec warto dodać, że "Furious Friends" to opowieść o ludziach, ich czynach, słabościach i bohaterstwie, dlatego nie do końca należy zamykać ten split w szufladce "wojenny", bo przesłanie zdaje się być bardziej uniwersalne i pasujące do każdego historycznego okresu. Nawet jeśli kupując jedną z 222 kopii tego wydawnictwa znajdziecie w środku fotografię żołnierza Armii Krajowej...
ocena: 7/10
www.beastoprey.com/krepulec.htm
outofsight@vp.pl
autor: Diovis


KARJALAN SISSIT - "Transsit on Loppu Nyt"
(CD 2006 / Cyclic Law)
Ha, wreszcie jest!!! To kocham, ubóstwiam, przy tym doznaję orgazmu!!! Długiego wstępu nie będzie, gdyż chyba nie ma wśród wielbicieli ostrej militarno - industrialnej jazdy nikogo, kto nie słyszałby o tym projekcie. KARJALAN SISSIT, bo o nim mowa, swoimi poprzednimi albumami zdecydowanie udowodnił, kto jest numerem jeden jeśli chodzi o bombastyczne, pełne mocy i patosu granie w Europie. Nie ukrywam, że poprzedni krążek "Karjalasta Kjahtaa" wbił mnie niemiłosiernie w ziemie i zmiażdżył niczym walec drogowy, tak więc z wypiekami na twarzy i zaciśniętymi dłońmi czekałem na nowy album Markusa Personena o jakże prostym i doskonale rozumianym tytule "Transsit on Loppu Nyt" ;)) No i co my tu mamy? Ano tylko nieco ponad 30 minut muzy, co jak dla mnie jest zdecydowanie za mało, no ale to, co zawarte jest na tym krążku urywa łby, łamie kości i wgniata w ziemie. Już pierwszy kawałek o jakże miłym tytule "Taa on Katastrofi, Saatana" jest jak cios prosto w zęby. Początek spokojny, nieco tajemniczy i pełen narastającego napięcia, a później: AAAARGHHHH!!!! MIAZGA!!! Oszałamiające werble, non stop dudniące blachy i kotły i przede wszystkim wokal Markusa, a raczej wrzaski niczym z płyt MAYHEM: TAA ON KATASTROFI SAATANA!!! Krótko mówiąc, nie ma zmiłuj. Dalej trochę bardziej spokojnie i podniośle z nieco wagnerowskim klimatem, do czego przyzwyczaił nas już ten projekt. Gdzie niegdzie jakieś sample z przemówieniami - oczywiście w języku fińskim, trochę patosu, symfoniki oraz złości i nienawiści, która aż się wylewa z muzyki Markusa. Po kilku spokojniejszych minutach znów swoisty strzał w ryj i ponownie ostra jazda... Trochę sampli i znów militarno - industrialne łomoty połączone z jakże energicznym wokalem Markusa, który ani na moment nie ma zamiaru zwolnić. W porównaniu do poprzednimi krążków mniej tu starych, fińskich pieśni (mamy tylko jedną za zakończenie), które nierozerwalnie były związane z muzyka KARJALAN SISSIT. Cóż, to nie jest jakieś smutne pitolenie, lecz prawdziwa ostra i bezkompromisowa jazda! Sam Markus określił, iż ta płyta to jego osobista wojna przeciwko wszystkiemu czego sam nienawidzi i to moi mili słychać od samego początku. Szkoda, że nie ma możliwości zapoznać się z tekstami, ale jak sam wydawca pisze, utrzymane są one w alkoholowej konwencji anty-socjalizmu i nienawiści. Tak się zastanawiam, czy wypada coś jeszcze dodać w tym momencie o tym krążku? Może tylko tyle, iż "Transsit On Loppu Nyt" to znakomity, porywający i jeden z najbardziej nienawistnych albumów jakie ukazały się w tym roku. Wszyscy wielbiciele muzy spod znaku martial / industrial po prostu muszą się zaopatrzyć w ten krążek i to jak najszybciej!
PS. W październiku tego roku miałem okazję widzieć KARJALAN SISSIT na żywo w Poznaniu i uwierzcie mi, że koncerty tej grupy to istna rzeź a ponadto energii i mocy mogło by się uczyć od Markusa bardzo wiele cieniutkich metalowych kapelek!! Hail Markus!!! Hail Suomi!!! Hail KARJALAN SISSIT!!!!
ocena: 9,666/10
www.cycliclaw.com
autor: Tomasz Lewicki


KRĘPULEC - "63 Days - Part V"
(7" EP 2006 / Fluttering Dragon)
O tej konkretnej pozycji w serii dedykowanej Powstaniu Warszawskiemu słyszałem już dawno temu. Po czterech pierwszych winylowych epkach w wykonaniu CHALLENGE OF HONOUR, STAHLWERK 9, CAWATANA / DER FEUERKREINER oraz COLD FUSION przyszedł w końcu czas na odsłonę nagraną przez dobrze zapowiadającego się polskiego przedstawiciela nurtu military industrial / dark ambient, czyli KRĘPULEC. Czym była spowodowana opóźniona premiera tej małej płytki? W sumie to nieważne, bo w końcu najważniejsze są dźwięki. A te z jednej strony nawiązują do tematyki 63 tragicznych i heroicznych dni Warszawy walczącej o wyzwolenie spod hitlerowskiej okupacji. Już pierwszy na płycie utwór to w istocie dokument tamtych czasów, bo "Marsz Śródmieścia" to powstała pewnie tuż po wojnie oryginalna pieśń, w której tematyka Powstania jest wciąż żywa. "Baon 'AK Zośka'" to już zdecydowanie inna "bajka", bo Infamis skupił się w niej na monotonnym, klawiszowym motywie, w który wplecione zostały sample przemówień z okresu Powstania Warszawskiego. Trzeci i ostatni utwór, "Raport Stroopa", to już bardziej militarne ujęcie tematu, tak od strony muzycznej (obok klawiszy pojawia się w nim rytm wygrany na kotłach, co przypomina dokonania muzyka w jego innym projekcie INFAMIS), jak i wykorzystanego tekstu (tytułowego "Raportu Stroopa") opowiadającego o eksterminacji Żydów w warszawskim getcie. Jednocześnie bije z tych dźwięków desperacja i rozpacz, których my, jako urodzeni długo po II Wojnie Światowej, nie doświadczyliśmy, ale możemy to sobie przynajmniej w pewnym stopniu uświadomić. Ostateczną ocenę materiału pozostawiam tym, którzy kolekcjonują wszystkie części serii "63 Days", choć moim skromnym zdaniem KRĘPULEC podszedł do sprawy niezwykle poważnie, choć mimo wszystko brakuje tym dźwiękom jeszcze tego niezbędnego w tej stylistyce (i nie tylko) posmaku indywidualizmu...
ocena: 6,5/10
www.serpent.com.pl
autor: Diovis


KIRLIAN CAMERA - "Invisible Front 2005"
(DCD 2005 / Trisol)
Tego projektu zapewne nie trzeba szerzej przedstawiać wszystkim tym, którzy mają choć trochę pojęcia o muzyce elektronicznej. KIRLIAN CAMERA, bo o nim mowa, już od ponad 15 lat gości na scenie i poprzez tworzone przez siebie dźwięki na dobre grupa znalazła wierne grono odbiorców, którzy z niecierpliwością czekają na każdy nowy krążek Włochów. Przyznam szczerze, że nigdy jakoś wielkim fanem KIRLIAN CAMERA nie byłem, choć mnie ukrywam, że szacunek do tej grupy mam wielki. Po kilku przetasowaniach w składzie oraz udziale sporej ilości muzyków na poszczególnych płytach jakiś czas temu otrzymaliśmy kolejny krążek w i tak bogatej już dyskografii zatytułowany "Invisible Front 2005", a dokładniej mówiąc podwójny CD z tym, że obok premierowych utworów na pierwszym dysku, drugi krążek składa się jedynie z jednego utworu - "Days To Come", który równie dobrze mógłby znaleźć się na pierwszym krążku. To tyle suchych faktów, a jaka jest muzyka? Ano, na pierwszy rzut oka / ucha nie ma tu nic nowego. Wszystkie kompozycje utrzymane są w konwencji elektronicznej z całą masą komputerowych efektów, elektronicznej perkusji oraz instrumentów klawiszowych. Ważną rolę w dalszym ciągu odgrywa bardzo subtelny i urzekający chwilami głos pani Eleny A. Fossi, który, nie ukrywam, bardzo udanie komponuje się z całością. Większość kawałków utrzymanych jest w średnich i wolnych tempach, co jak dla mnie bardziej pasuje do romantycznych wieczorów we dwoje. Momentami muzyka KIRLIAN CAMERA jest trochę za słodka i hmm... jakby zbyt subtelna. Poza tym mamy tu i ówdzie przewijający się elektroniczny beat, który mimo wszystko chwilami mnie nieco drażni, ale z góry stwierdzam, że nie jest to do końca muzyka, której słucham na co dzień. Momentami jest jakby bardziej eksperymentalnie z lekką dawką minimalizmu. Oczywiście nie mogło też zabraknąć w muzyce KIRLIAN CAMERA bardzo energetycznych kawałków jak ulał nadających się na tupania nóżką i do pobujania się nieco - ot chociażby drugi w kolejności "K-Pax" czy też "Days To Come", co zapewne w pełni zadowoli fanów mrocznego electro. Jak już wspomniałem wyżej, wielkim fanem Włochów to ja nie jestem, ale podejrzewam, że wielbicielom twórczości ów projektu "Invisible Front 2005" pewnie przypadnie do gustu. Mnie ten album jakoś nie powalił na łopatki, ale wierzę, że znajdzie on swoich miłośników.
ocena: 6/10
www.trisol.de
autor: Tomasz Lewicki


KULGRINDA - "Prusu Giesmes"
(CD 2005 / produkcja własna)
Litewska KULGRINDA (z Wilna) jest doskonale znana miłośnikom prawdziwie pogańskiego folku i w klimatach tradycyjnych są klasą samą w sobie. Tym razem wzięli na warsztat rzecz, która na pierwszy rzut oka wydawała się nie do odzyskania z mroku dziejów - staropruskie pieśni tradycyjne z regionu Prusów Wschodnich. Płyta rozpoczyna się wyciem wilka, ale po chwili muzyka nie przechodzi w elektroniczny pagan-ambient, a w rzeczywiste, tradycyjne, dla mniej obeznanych z tematem mogące kojarzyć się z nutą rycerską lub muzyką dawną - w pewnym sensie słusznie, pieśni. Nie jest to muzyka łatwa - ale bardzo piękna, a swą moc ujawnia dopiero po głębszym zapoznaniu się z tym materiałem. Obok pieśni czysto głosowych są także te z mniej lub bardziej rozbudowanym akompaniamentem - od lutni po lirę korbową i dudy, czyli są tu także pruskie pieśni dziadowskie!!! Ta płyta to także kopalnia wiedzy i muzyki źródeł na wszelakie poważne turnieje rycerskie. Co ciekawe, część pieśni przypomina w brzmieniu chóralne wschodniosłowiańskie wielogłosy (np. w "O, kas wakei ten" czy "Tu zallis witwike") - co wydaje się logiczne ze względu na bliskość geograficzną Prus i Słowiańszczyzny, swoją drogą ciekawie brzmią klimaty znane z Drewa czy Werchowyny, ale śpiewane po litewsku i staroprusku. Nie brakuje też klimatów stricte pogańskich, np. przesycony niesamowitą energią "Ukadebbaisis Pekrunai" - generalnie cała płyta KULGRINDY jest pełna Starych Bogów i przy świadomym słuchaniu wciska w fotel równie mocno jak uznane sławy metalowe. Darz Bór!
ocena: 10/10
www.romuva.lt/kulgrinda
autor: V.Ziutek


KULT - "Submit + Obey"
(MC 2005 / Death Industry Records)
Opisywany właśnie przeze mnie materiał jest reedycją pierwszych dwóch niedostępnych już demówek portugalskiego projektu KULT. Pierwotnie "Submit + Obey" zostało wydane przez Void Rekordz jako CDr, zaś wspomnianą reedycją na kasecie zajęła się nasza, krajowa firma Death Industry Records. Tym wszystkim, którzy nie mieli wcześniej styczności z KULT powiem, iż jest to dwuosobowy portugalski projekt, poruszający się w klimatach bardzo perwersyjnego i niezwykle hałaśliwego harsh noise / industrial. Jak zatem można zauważyć "muzyka" KULT przeznaczona jest raczej do wąskiej i bardzo konkretnej grupy odbiorców. W skład "Submit + Obey" wchodzi pięć kompozycji, bardzo "niestrawnych" i przepełnionych wszelkiej maści hałasami i trzaskami. Nie ma tu wesołych melodyjek, kobiecych wokali, ani innej maści spokojnych i nastrojowych rzeczy. Trzeba jednak zaznaczyć, że wszystkie kompozycje są stosunkowo rytmiczne, tak więc słuchanie tego materiału nie przysparza większego bólu głowy. Pomimo, że to pierwsze wydawnictwo KULT wszystko jest tu nawet całkiem poukładane i zrobione z głową, co nie zawsze się zdarza. Widać, że panowie mają sporo pomysłów i nie mają za cel stworzenia kolejnej kalki INSTITUT, czy też BRIGHTER DEATH NOW. Wszystkim maniakom dźwięków spod znaku industrial / noise z pewnością ten materiał przypadnie do gustu. Z niecierpliwością zatem wypada czekać na kolejne płyty tego portugalskiego projektu, bo naprawdę warto. Mi osobiście nawet "Submit + Obey" się podoba, chociaż B.D.N. i tak rządzi! P.S. Pojawił się właśnie split KULT / NIEGRZECZNA PENSJONARKA, tak więc warto się już rozglądać również i za tym wydawnictwem.
ocena: 6,5/10
www.kult-perversion.cjb.net
autor: Tomasz Lewicki


KARNA - "Dead Cities Light"
(CDR 2004 / Eternal Pride Productions)
Krążek "Dead Cities Lights" jest debiutanckim wydawnictwem nowo powstałego labelu z Rosji - Eternal Pride Productions. KARNA jest dwuosobowym, rosyjskim projektem poruszającym się w stylistyce zimnego i mrocznego dark ambientu. Na krążek "Dead Cities Lights" składają się dwa materiały: "Angelland: Strange Eyes Of The Abyss" pochodzący z 1999 roku, oraz materiał "Awakening" z 2004 roku. Tyle suchych faktów. Jeśli chodzi o zawartość muzyczną, to pięć kompozycji pochodzących z "Angelland...", niestety nie niesie za sobą ciekawych i wciągających motywów. Żenujące jest dla mnie połączenie klawiszowych, ambientowych dźwięków z black metalowymi wstawkami. Utwór "Psychic Disease" jest po prostu żałosny i bez większych problemów mógłby się równie dobrze znaleźć na jakiejś garażowej blackmetalowej demówce, z bzyczącymi gitarami i wrzaskami. Jako że mam uczulenie na punkcie łączenia ambientów z black metalem, materiał jest jak dla mnie skreślony. Skrzeczenie wokalisty (pana o ksywce Kruxx) doprowadziło mnie tylko i wyłącznie do irytacji. Gniot i jeszcze raz gniot, absolutnie nie da się tego słuchać, no chyba że ktoś cierpi na bezsenność. Drugim materiałem na "Dead..." są dwa utwory z 2004 roku - "Awakening". No i tu już jest nieco lepiej. Kompozycje są pozbawione black metalowych naleciałości, mamy tylko mroczne pejzaże, wypełnione dronami i niskimi częstotliwościami. Słucha się tego nieco lepiej, lecz trzeba zaznaczyć, że z żadną rewelacją nie mamy do czynienia. Muzyka jest wtórna i pozbawiona oryginalności. Znajdziemy tu elementy żywcem ściągnięte na przykład z płyt HERBST 9, ASMOROD lub INADE. Zdecydowany brak własnej koncepcji i inicjatywy. Fanom VINTERRIKET pewnie się spodoba ten materiał, ale ja ze swojej strony szczerze odradzam ten krążek. Po prostu nuda nieporównywalna z wykładem na najgorszej polskiej uczelni. Po wysłuchaniu tego badziewia mam ciśnienie 50/90 i jeżeli będę otrzymywał więcej takich płyt, to zabraknie mi sił aby utrzymać w ręku puszkę z piwem...
ocena: 2/10
www.karna.fatal.ru
www.eternalpride.nm.ru
autor: Tomasz Lewicki


KRATONG - "The Bees Of Psychic Province"
(CD 2004 / Wrotycz Records)
Niektóre nowo powstałe firmy wydawnicze przez długi czas nie mogą wypuścić w świat ciekawej pozycji, która zainteresowała by większe grono odbiorców I mozolnie przez długie lata wydają słabe lub przeciętne płyty, Są tez takie, które zaczynają ostro z wysokiego pułapu. Właśnie do tej grupy możemy zaliczyć nowo powstały polski label - Wrotycz Records. Wydawnictwem numer jeden w katalogu Wrotycz jest projekt zza naszej wschodniej granicy - KRATONG. W skład owego projektu wchodzą m.in. Jhonny - gitarzysta pruskiej grupy ROMOWE RIKOITO. Samo wydanie płytki jest bardzo schludne i miłe dla oka. Mamy tu rozkładana kopertę formatu A-5 z profesjonalnym nadrukiem. Podobnie miły jest sam krążek. 9 utworów w klimacie od neofolku przez elektronikę po eksperymentalne dźwięki. Uwagę niewątpliwie zwraca bardzo dobre brzmienie, wszystkie instrumenty są bardzo dobrze słyszalne i bez problemu docierają do odbiorcy. Krążek otwierają trzy znakomite kompozycje neofolkowe, które mogą przywieść na myśl dokonania chociażby CURRENT 93, OF THE WAND AND THE MOON, czy też SOL INVICTUS. Utwory są odegrane z pasją i uczuciem (szczególnie możemy to dostrzec chociażby w głosie wokalistki). No po prostu nie mam więcej pytań. Dalsza część płyty to zagłębianie się w coraz bardziej elektroniczne brzmienia. Trzeba jednak zaznaczyć, że wszystko to jest bardzo płynne i stonowane. Pomimo iż nie przepadam za łączeniem neofolku z elektroniką, akurat w tym przypadku jestem pod wrażeniem. Z pewnością wszyscy wielbiciele COIL'a będą zachwyceni tym, co zaprezentował nam KRATONG i z niecierpliwością będą czekali na nowy album. Ja po prostu nie ma żadnych zastrzeżeń do tej płyty i gorąco zachęcam do nabycia tego krążka.
ocena: 8/10
www.wrotyczrecords.prv.pl
autor: Tomasz Lewicki


KWARTET JORGI - "Muzyka na trąbkę, gitarę i flet"
(CD 2000 / Folk Magazine)
KWARTET JORGI to bodajże najstarsza albo jedna z najstarszych polskich formacji pagan-folkowych dziejów nowożytnych. Legendarne trio (jedyny w Polsce kwartet trójosobowy ;-))) ) od lat zajmuje się pogańskim folkiem, nie tylko słowiańskim. Bracia Rychli po prostu czują to... Pamiętam jeszcze doskonale ich koncert z Zakopanego z 1998 roku (miejsce: Teatr Witkacego), kiedy Maciek Rychły opowiadał o pradawnym, słowiańskim podejściu do muzyki, o fujarkach robionych z roślin i tak dalej. Wracając do płyty - krążek ten jest troszkę inny od dotychczasowych płyt Jorgów, a i sama płyta jest nietypowa, jako, że wyszła z okazji "Międzynarodowego Dnia Zapobiegania Narkomanii 26.05.2000" i nie jest (nie była) przeznaczona na sprzedaż. Dystrybucją zajmował się m.in. nieistniejący już wrocławski zin "Folk Magazine". Sama muzyka to dziesięć kawałków folkowo-jazzowych (czytaj: folk improwizowany) na tytułową trąbkę, gitarę i flet (plus dzwonki). Zespół, bazując na brzmieniach folkowych z całej Europy, stworzył coś na wzór zaimprowizowanej muzycznej podróży przez ludowe krainy od Skandynawii po klimaty południowe. Obok klimatów karpackich, góralskich, hiszpańskich, celtyckich, nordyckich, morawskich etc. jest też domieszkowane troszeczkę nuty klezmerskiej - wszystko świetnie zaimprowizowane folk-jazzowo, od minimali po kompozycje nieco bardziej rozbudowane, ale trzymające klimat pozornej muzycznej prostoty - żeby jednak tak zagrać, trzeba mieć opanowaną technikę - a Jorgi z tego słyną. W jednym kawałku zacytowali też jajcarsko/folkowo THE CLASH. Podsumowując - krążek ten to niezła interpretacja pagan-folka i brzmień ludowych z całej Europy. Poza tym to mniej znana płyta Jorgów, a godna przypomnienia.
ocena:8,5/10
autor: V.Ziutek


KARJALAN SISSIT - "Karjalasta Kajahtaa"
2004 / Cyclic Law
Przyznam szczerze, że od początku miałem słabość do tego projektu. Poprzednie dwie płyty: "Karjalan Sissit" i "Miserere" wbiły mnie w ziemię i wstrząsnęły mną bezgranicznie. Tym bardziej zacierałem ręce i niecierpliwie czekałem na nową odsłonę w wykonaniu fińskich mistrzów. Po opuszczeniu przez KARJALAN SISSIT Cold Meat Industry, nowy album wydała coraz prężniej działająca kanadyjska firma Cyclic Law, w której znalazły się już takie projekty jak SOPHIA czy tez NORDVARGR / DRAKH. Pora jednak przejść do nowego dzieła KARJALAN SISSIT. Dokładnie tak - dzieła! I piszę te słowa z pełną odpowiedzialnością. "Karjalasta..." miażdży niemiłosiernie. Pierwszy utwór to przedwojenna pieśń (w języku fińskim), która znakomicie przenosi słuchacza w klimat i jest preludium do dalszej części płyty. Jeszcze tylko przemówienie wojenne i po chwili zostajemy atakowani (to chyba najlepsze słowo do opisania tego krążka) przez niezwykle potężny militarny industrial. Mamy więc non stop grzmiące kotły, dostojne i pompatyczne melodie oraz różnego rodzaju wybuchy i dudnienia. Ta moc i potęga miażdży bez dwóch zdań. Nie zabrakło na tym krążku również utworów nieco bardziej wzniosłych i spokojnych, utrzymanych w nieco wagnerowskiej atmosferze, które nastrajają do zadumy. Właśnie to połączenie potęgi i patosu sprawiają, że album jest wybitnym dziełem. Krążek przypomina dokonania takich projektów, jak SOPHIA, TURBUND STURMWERK, czy też ARDITI, co nie wymaga większego komentarza. O tak świetnych płytach można pisać wiele, jednak najlepiej samemu zapoznać się z KARJALAN SISSIT. Ja zostałem wręcz opętany tym krążkiem i liczę, że wiele osób również sięgnie po ten materiał. Dla miłośników militarnych klimatów jest to obowiązek!!
ocena: 10/10
www.cycliclaw.com
autor: Tomasz Lewicki