Puszka Pandory

BLEIBURG

"Indivisibiliter Ac Inseparabiliter"

The Eastern Front (CD 2009) 

Zadziwia mnie fenomen popularności ruchu military industrial. Muzyka, której idea jest w sumie czymś nowym i oryginalnym, tylko w kilku przypadkach rzeczywiście urzeka pomysłami i wykonaniem, reszta zaś bezmyślnie kopiuje mistrzów i często pod przykrywką odniesień do historii i patriotyzmu po prostu plumka i bełkoce. Można by powiedzieć, że tak było, jest i zawsze będzie w każdej dziedzinie sztuki czy życia, ale najgorsze w tym jest to, że często takich grafomanów czy kiepskich odtwórców określa się mianem kultowych artystów, a ich "dzieła" stają się wzorcem dla wielu kolejnych ludzi pozbawionych krzty talentu. Czemu ma służyć ten przydługi wstęp w kontekście najnowszego wydawnictwa BLEIBURG? Ano niczemu innemu, jak pokazaniu, że określany często jako geniusz Stefan Rukavina zamysły ma często ciekawe, ale po konfrontacji w postaci dogłębnego przesłuchania płyty przez niego firmowanej okazuje się, że na kilku ciekawych fragmentach się kończy. "Indivisibiliter Ac Inseparabiliter" jest hołdem złożonym monarchii austro-węgierskiej, w której skład wchodziły różne nacje, w tym chorwacka, a tego pochodzenia jest S. Rukavina, jak i jego przodkowie. Jednym z nich może się poszczycić - to Baron Georg Freiherr von Rukavina, który przez prawie całe swoje życie był związany z cesarskim wojskiem. Wokół jego postaci i jego losów budowana jest już bardziej ogólnikowa, bo opisana (i to tylko w języku niemieckim) przede wszystkim w dołączonej do płyty książeczce historia szczytu i powolnego upadku wielkiej potęgi militarnej Austro-Węgier. To tyle co do tekstowej idei tego albumu. Muzyczny koncept osadza się w pewnym sensie na charakterystyce różnych narodowości wchodzących w skład opisywanej monarchii, co uwidacznia się w pewnych dźwiękach i klimatach z tym związanych, ale generalnie na tym wszystko się kończy. Jest opowieść o Węgrach ("Die Ungarische Erde"), akcenty chorwackie ("Slavni Bane"), słoweńskie, austriackie i habsburskie, ale przede wszystkim mnóstwo marszowych rytmów, jednoznacznych sampli, bombastyczności i wszechobecnego patosu. Niestety - co za tym idzie - także dużo pseudoklasycznych melodyjek i używanych w nadmiarze kotłów. Gdyby pozbawić większość utworów nagrań głosów i nie posiadać okładki do płyty, okazałoby się, że przez dobrze ponad 70 minut ktoś okrutnie zamęcza słuchacza jakimś militarystycznych brzdąkaniem. Z kolei wersja pełna, z wokalizami stylizowanymi na sample wzięte z różnych przemówień, programów historycznych itp. itd. może sprawić, że parę osób stwierdzi krótko: "ten koleś ma cholernie nacjonalistyczne poglądy". Fakt jest faktem, że tak to można odebrać i nie dam sobie wmówić, że autor nie miał na myśli, by wcielić w życie pewnych idei kojarzących się jednoznacznie z pochwałą ruchów monarchistycznych, ale nie będę ciągnąć tego wątku dalej, bo po co. A przecież BLEIBURG był dotąd znany raczej z pociągu Stefana Rukaviny do eksperymentowania, na koncertach próbował epatować industrialnym electro (nie od dziś wiadomo, że ulubionym wykonawcą tego gościa jest FRONT LINE ASSEMBLY), a tu taka gwałtowna wolta w stronę na ogół prostego i dość monotonnego w wymowie grania z takim, a nie innym przesłaniem. Czemu do tego doszło? Nie mam zielonego pojęcia, choć dość prawdopodobnym wyjaśnieniem może być jedno - chęć pójścia za modą na military industrial. Przykro mi, ale opisałem właśnie spory niewypał. Chyba pierwszy ze znaczkiem The Eastern Front...

ocena: 3/ 10

www.bleiburg.de


www.myspace.com/bleiburg


www.theeasternfront.org


autor: Diovis



<<<---powrót   -INDEX-